pomnik Dantego Alighieri
fot. archiwum redakcji

Potraktowałem Dantego jak reportera odwiedzającego świat, którego nikt inny przedtem ani nikt inny potem nie zobaczył. Był jedynym podróżnikiem, który to wszystko widział, i śmiało możemy powiedzieć, że Boska Komedia to reportaż z zaświatów.

Rozmawiają Jarosław Mikołajewski i Roman Bielecki OP

Jak długo trwa pana przygoda z Dantem?

Prawie całe życie. Zaczęła się, gdy miałem czternaście lat. Wtedy powstał jeden z moich nieopublikowanych wierszy, napisany naiwną tercyną. Kończy się słowami: „Dante, wsłuchany w serafickie chóry, sprawiedliwości krąg obmyśla trzeci”. Od tamtego czasu wgryzałem się w jego pisanie, a im dłużej to robiłem, tym bardziej coś mi w nim nie pasowało. Pewnie za sprawą gładkiego dziewiętnastowiecznego przekładu Boskiej Komedii Edwarda Porębowicza.

A co panu nie pasowało w tym przekładzie?

Nie wierzę w taką urodę języka, bez kantów i zgrzytów. Nie dawało mi to spokoju.

I postanowił pan sam przetłumaczyć Dantego?

Moja pierwsza próba translatorska ukazała się w 1990 roku w „Tygodniku Literackim”. Był to fragment pieśni pierwszej Piekła. Wymyśliłem sobie, że dwunastozgłoskowiec będzie lepszy niż oryginalny jedenastozgłoskowiec. Niektórym się to spodobało i nawet chwalili mnie za to. Ale gdy zabrałem to tłumaczenie na zajęcia ze studentami, sam zobaczyłem, że sztukuję. To znaczy, że nie mieszcząc się w jedenastozgłoskowcu, próbuję zachować rytm i rym, a w konsekwencji dopisuję, skracam, zamieniam i mimowolnie odchodzę od oryginalnego brzmienia. I wtedy zaczęło we mnie kiełkować pragnienie oddania Dantego w formie nieprzetworzonej i surowej.

W jaki sposób?

Przede wszystkim brzydko. Bo takie jest moje obecne tłumaczenie.

Brzydkie tłumaczenie? Co to znaczy?

Spróbuję to wytłumaczyć. Stanisław Barańczak, który jest znany ze świetnych przekładów, tłumacząc jedną z pieśni Piekła, użył frazy: „zdjęła mnie wola uparta i zobaczyłem lamparta”. A problem polega na tym, że w oryginale u Dantego jest ryś, a nie lampart. Więc pytanie jest takie: Czy wolno dla ocalenia rymu i urody języka zamieniać gatunki zwierząt i zamiar autora? Ale ponieważ sam tak robiłem, rozumiem ambicję tłumaczy, którzy chcieli oddać to, co napisał Dante, i zmieścić się w rymach. Tylko ostatecznie ten zabieg jest ciasną klatką, która nagina myśl autora do formy tłumacza.

I w związku z tym nowy przekład jest nierymowany?

Jeżeli pozwalam sobie na zmianę szyku zdania, to tylko w ramach tego samego wersu. Dante często przenosi słowa do kolejnej linijki, co pozwala mu zachować rym. Ja konsekwentnie tego nie robię, nawet jeżeli brzmi to fatalnie.

Mam przekonanie, że polskiemu czytelnikowi potrzebna jest przynajmniej jedna wersja Komedii, która dokładnie odda szczegóły.

Kiedy wiele lat temu pokazałem tłumaczenie pierwszych trzech pieśni Ryszardowi Kapuścińskiemu, powiedział: Teraz wiem, że Charon miał wełniste policzki. Wcześniej nikt mi tego nie mówił.

Czyli w myśl starego powiedzenia jest to

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 11, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść