kobieta zasłaniająca się lustrem
fot. Baran Lotfollahi / UNSPLASH

Osoba, która nie uwzględnia tego, że inni czegoś potrzebują i że ich potrzeby też są ważne, prawdopodobnie została wychowana w przekonaniu, że nie musi i nie powinna się zgadzać na żadną frustrację, na żadne niezadowolenie, na żadną rezygnację z własnych potrzeb. Ponieważ usuwano jej spod nóg każdą przeszkodę, to najprawdopodobniej nie miała okazji się tego nauczyć.

Rozmawiają Joanna Piekarska i Katarzyna Kolska

Jechałam dzisiaj przez miasto i na jednym z biurowców zauważyłam takie hasło: „Wszystko możesz”.

To dość popularny trend, który wpisuje się w źle rozumiane pozytywne myślenie i usiłuje zaprzeczyć temu, że mamy różne ograniczenia wynikające z sytuacji życiowej, z tego, że z wiekiem zmniejszają się nasze możliwości i że życie kiedyś się kończy. To nie znaczy, że nie możemy nic. Przeciwnie – wiele rzeczy możemy, a pracując nad sobą, jesteśmy w stanie poszerzać spektrum możliwości. Są jednak sytuacje i okoliczności, na które nie mamy wpływu.

Świat próbuje temu zaprzeczyć, a współcześni coachowie przekonują nas, że wszystko możemy w swoim życiu zmienić, wystarczy się trochę postarać. Od czego zacząć? Podsuwają proste rozwiązanie: „Ustaw siebie na szczycie listy priorytetów i bądź dla siebie najważniejszy”. Tak przeczytałam na stronie internetowej zachęcającej do udziału w warsztatach rozwoju osobistego.

Z perspektywy psychologicznej, patrząc pod kątem rozwoju człowieka, który w założeniu ma zmierzać do dojrzałości, postawienie siebie na pierwszym miejscu w taki sposób, że inni stają się nieważni, to nie jest dojrzała postawa i na dłuższą metę nie przynosi zadowolenia, spełnienia, satysfakcji. Bliskie i dobre relacje z ludźmi, choćby ze współpracownikami czy z sąsiadami, są nam bardzo potrzebne. A nie zważając na innych, nie będziemy mieli szans na dobre relacje – ani na te bliskie, ani na te trochę dalsze.

Czy to jest wezwanie do hodowania w sobie egoizmu?

Samo hasło, bez opatrzenia go jakimś komentarzem czy uzupełnieniem, można różnie zrozumieć. Z jednej strony można to odebrać tak: Stawiaj siebie na pierwszym miejscu, pomijaj innych. Ale można też pomyśleć inaczej: Jeśli ktoś zawsze siebie pomijał, to ma się nauczyć traktować siebie jako kogoś ważnego. Dzięki temu poprawi się jakość życia zarówno tej osoby, jak i jej bliskich. Jednak kiedy słyszę takie hasło, to się zastanawiam, co ukształtowało osoby, do których ono trafia i które chcą przekazać to swoim dzieciom jako wartość.

I jaka jest odpowiedź?

Przez wiele lat wychowywało się dzieci w dość autorytarny sposób. Najważniejsze było dobro wspólne, a o osobistych pragnieniach czy dążeniach osoby nie myślało się jako o czymś ważnym. W ostatnich paru czy może nawet kilku dziesięcioleciach obserwujemy drugą skrajność, kulturę indywidualizmu, która mówi: Postaw na pierwszym miejscu siebie. Rodzice wychowani według surowych zasad i pamiętający, ile cierpienia przyniosła im ta nadmierna restrykcyjność, to, że nie czuli się ważni, mogą mocno reagować na takie hasła. Nie potrafią ich wcielić w życie w odniesieniu do siebie samych, ale chcieliby tego dla swoich dzieci. Często się przecież zdarza, że z całych sił pragniemy dać dzieciom to, czego sami nie mieliśmy. Więc tacy rodzice, którzy zorientowali się, że czucie się nieważnym przyniosło im wiele cierpienia, chcą nauczyć swoje dziecko, że jest ważne, najważniejsze. Mają najlepsze intencje, ale kiedy nie t

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 11, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść