Doniczki z sadzonkami
fot. markus Spiske / UNSPLASH

Wychodzenie z siebie

Mam wrażenie, że mówienie o tzw. pracy nad sobą jest już passé. Znacznie lepiej brzmi samorealizacja, samospełnienie. Tymczasem, zwłaszcza w obrębie życia w obecności Boga i innych ludzi, „praca nad sobą” jest bardzo użytecznym sformułowaniem i niezwykle poszerza horyzont samego tylko „samospełnienia”.

Było to pod koniec czerwca 1990 roku w naszym klasztorze w Krakowie. Większość braci wyjechała już na wakacje. Szykując się do wyjazdu – byłem wtedy po trzecim roku studiów – poszedłem do naszej kaplicy, by się pomodlić. To były moje pierwsze dominikańskie wakacje. Rzadko to robiłem i robię, ale postanowiłem „wylosować” słowo Boże na ten czas. Z „losowaniem” słowa, czyli otwieraniem Pisma Świętego i czytaniem tam, gdzie się otworzy, bywa różnie, ale tym razem otrzymałem fragment, który często do mnie wracał na różnych etapach mojego życia. Trafiłem mianowicie na zakończenie Ewangelii św. Marka. Oto zmartwychwstały Jezus ukazuje się Marii Magdalenie, ale kiedy ona mówi apostołom, że spotkała Pana, oni jej nie wierzą. Podobnie jest z uczniami (może to ci uciekający do Emaus z Ewangelii Łukasza?) – im także nie uwierzyli. „W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, i wyrzucał im brak wiary i upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego. I rzekł do nich: »Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu«!” (Mk 16,14–15).

Scena zadziwiająca. Jezus przychodzi i wyrzuca im brak wiary, a potem każe iść i głosić. Dokładnie wie o ich słabościach, a mimo to ich posyła. Akceptuje uczniów takich, jacy są, i stawia im wymagania poprzez wezwanie. Odkrycie tego to bardzo ważny moment w naszej relacji z Bogiem, ponieważ odsłania nam nasze życie i możliwość zmiany, poprawy, pracy nad sobą. Mimo doświadczenia słabości jesteśmy wezwani do przekraczania siebie dzięki Bożemu wezwaniu.

Pracujmy nad sobą

Zdarza się nam po kolejnych próbach zmian w naszym życiu, nieudanej poprawie po spowiedzi, szybkiej rezygnacji z wielkopostnych czy noworocznych postanowień, powiedzieć lub pomyśleć: „Takim mnie, Panie Boże, stworzyłeś, takim mnie masz”, bądź: „Kanarkiem się urodziłem, słowikiem nie umrę”. Tymczasem Pan Bóg mówi zupełnie coś innego: „Kocham cię, takiego, jaki jesteś, i wierzę, że możesz się zmienić, mieć przyszłość, rozwijać się, dojrzewać” (Bóg we mnie wierzy!). Jest to m.in. zawarte w antyfonie do modlitwy popołudniowej w okresie Wielkiego Postu: „Umocnieni łaską Bożą, pracujmy nad sobą w wielkiej cierpliwości”. Mamy więc pierwszeństwo łaski Bożej miłości i miłosierdzia przed naszym koniecznym wysiłkiem wzmocnionym cierpliwością wobec wielu niepowodzeń. I oczywiście nie chodzi tylko o pokutne działanie w okresie Wielkiego Postu! Praca nad sobą nie musi być drogą krzyżową, ale może być przygodą w poznawaniu siebie, innych ludzi i Boga. I w tym może być jak najbardziej obecny element współzawodnictwa, ale z samym sobą, bo najczęściej sam dla siebie jestem najtrudniejszym rywalem. Święt

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 11, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść