Cerkiew na tle zachodzącego słońca
fot. Vitolda Klein / UNSPLASH

To nie są pogrzeby, do jakich przywykliśmy. Nie chodzi o to, że bardzo często nikt spośród uczestników wydarzenia (no, może z wyjątkiem zmarłego, ale to akurat trudno stwierdzić) nie identyfikuje się z katolicyzmem. Przecież nawet w tradycyjnie katolickiej Polsce takie wypadki nie są odosobnione, a co dopiero w Rosji. Tu chodzi o całą kulturowo-religijną otoczkę z ponadsiedemdziesięcioletnią historią komunizmu w tle czy raczej na karku. Religia jako odniesienie do Boga pomaga człowiekowi zmierzyć się ze śmiercią i dojrzale ją przeżyć. Programowy i siłą wymuszany ateizm pozbawił takiego odniesienia całe pokolenia Rosjan, pozostawiając ich osamotnionych wobec tajemnicy śmierci, a ją samą odzierając z metafizycznego wymiaru. W tutejszych pogrzebach to widać, słychać i czuć.

To nie są celebracje. To są krótkie wydarzenia społeczne. Socjologiczne epizody. Takie flash moby, których uczestnicy zostali zwołani w jedno miejsce rozpowszechnioną przez sieci społecznościowe (po rosyjsku socsieci) informacją o śmierci jednego z nich. Przyszli, postali, rozeszli się. Poza nielicznymi wyjątkami są to wydarzenia pozbawione jakiejkolwiek uroczystej oprawy. Poczynając od ubrań. Za bardzo kocham tutejszych ludzi, bym w jakikolwiek sposób chciał wyśmiewać ich ubiór. Mnie jest ich żal. Wielu z nich wygląda bowiem tak, jakby na chwilę urwali się z roboty, jakby dopiero co wstali i ub

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 11, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść