fot. marco bianchetti / unsplash

Duchowość oporu

Niejeden w obliczu konfrontacji ze złem i cierpieniem buntuje się przeciw Bogu, rzuca Mu wyzwanie, obraża się, porzuca Go. Maïti również musiała stoczyć walkę: o wiarę i o siebie. Tej walce towarzyszyły dwa pragnienia: nadania życiu sensu i przebaczenia.

Kiedy pewnej zimowej nocy usłyszała skrzypienie butów na zmrożonej ziemi, z początku nie wiedziała, co się dzieje. Raczej wtedy nie spała. Towarzyszący jej od wielu dni, coraz silniejszy ból nie pozwalał zmrużyć oka. Była wycieńczona. Może po czterech miesiącach zwyczajnie straciła już nadzieję na ratunek? Z trudem podniosła się na barłogu i spojrzała przez otwory wentylacyjne pod powałą stropu. W szarości wypatrzyła skradające się cienie. A więc jednak! Kiedy przywieźli ich tutaj, było ich siedemnaścioro. (Potem się dowiedziała, że „tutaj” to Hendaye – baskijska wioska rybacka na granicy z Hiszpanią, u ujścia rzeki Bidassoa, dziś ostatni przystanek TGV z Paryża i Bordeaux, a dla pielgrzymów do Santiago początek północnego szlaku). Z każdym tygodniem ktoś znikał. Teraz nie potrafiłaby nawet powiedzieć, ilu ich zostało.

– Vous etês Maïti Girtanner? – usłyszała, gdy szczęknął wyłamywany zamek.
– Tak – odpowiedziała. – A wy?
– Przyszliśmy cię uratować.

I uratowali. Być może w ostatniej chwili. Maïti – wychudła i zmasakrowana fizycznie – nie była w stanie utrzymać się na nogach. Musieli ją wynieść. Razem z nią uratowano jeszcze dwóch. Jeden z nich krótko potem popełnił samobójstwo. Nie wytrzymał. Jej brakowało miesiąca do 22. urodzin. Przeżyła przesłuchania przez Gestapo, tygodnie tortur: młody lekarz, Leo dowodzący jej oprawcami, do perfekcji opanował anatomię i fizjologię układu nerwowego. Bić należało tak, aby nie przyspieszać śmierci, ale trwale zniszczyć nerwy, skazując ofiarę na niekończące się cierpienie. Zadać takie rany, z których się nigdy nie wyleczy.

Została więc uratowana, owszem, ale jak przeżyć życie, aby nie było jedną wielką torturą? Przed wojną wieszczono jej karierę pianistki. Miała dziewięć lat, gdy pierwszy raz wystąpiła w paryskiej Salle Gaveau. Niewiele później w zastępstwie chorego pianisty zagrała w Genewie koncert Griega z filharmonikami filadelfijskimi pod batutą młodego Eugene’a Ormandy’ego. Choć w chwili uwolnienia o tym nie myślała, wkrótce się dowiedziała, że nie wróci już do fortepianu. Rodzina? Jako nastolatka chciała mieć dziesiątkę dzieci. Dożywotnia inwalidka musiała się pożegnać i z tym marzeniem. Jak zatem przeżyć życie? Jak się modlić do Boga, gdy ciało przeszywa odbierający świadomość ból? A przede wszystkim, jak przebaczyć zło, którego stała się ofiarą?

Dom

Dom stał kilka metrów od brzegu rzeki Vienne. W rodzinie wszyscy nazywali go Vieux Logis – stary dom. Wzniesiony w połowie XVII wieku z bladożółtego wapienia: majestatyczny, z przestronnym salonem, tarasem i ogrodem oraz ośmioma sypialniami (głównie na piętrze), pozwalającymi w lecie ugościć liczną rodzinę państwa Rougnon: piętnastoletnią Maïti i jej o rok starszego brata Francisa, ich mamę (ojciec zmarł z powodu niewydolności nadnerczy, gdy miała cztery lata), babcię (dziadek Paul Rougnon, wybitny profesor w konserwatorium paryskim i pierwszy nauczyciel młodej pianistki, zmarł pięć lat przed wojną), ciotkę Margueritę oraz rodziny wujów z kuzynostwem: razem jakieś osiemnaście osób.

Dom jak dom. Niby nic nadzwyczajnego, ale czasem właśnie nic nieznaczące szczegóły okazują się kluczowe. Jak chociażby położenie nad rzeką. Kiedy w 1939 roku wybuchła wojna, rodzina zajmowała letnią rezydencję. Prawdę powiedziawszy, już rok wcześniej spodziewali się wojny i wyjeżdżali z podparyskiego Saint-Germain-en-Laye, zakładając, że nieprędko tam wrócą. Wrócili. Pomylili się o rok. Byli przynajmniej przygotowani. Dom w liczącym 400 mieszkańców Bonnes, dwadzieścia kilometrów od Poitiers, wydawał się o wiele bezpieczniejszym miejscem w obliczu wojennej zawieruchy. Paryż, owszem, był oblężony w 1870 roku, z kolei front Wielkiej Wojny przebiegał w bezpiecznej odległości, ale żeby naziści dotarli do środkowo-zachodniej Francji, tego się nikt nie spodziewał.

Dotarli. 22 czerwca 1940 na podjeździe Vieux Log

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2022, nr 11, a przeczytasz cały numer

Wyczyść
Duchowość oporu
Dominik Jarczewski OP

urodzony w 1986 r. w Warszawie – dominikanin, duszpasterz, rekolekcjonista, doktor filozofii uniwersytetu Paris 1 Panthéon-Sorbonne, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Dominikanów, stały współpracownik miesięcznika „W drodze”....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze