fot. umesh soni / unsplash

Dla lekarza najważniejsze powinno być zawsze dobro chorego i dlatego czasami pojawia się dylemat: na ile być wsłuchanym w to, o co proszą bliscy, a na ile bezwzględnie stanąć po stronie pacjenta i pozwolić mu odejść, nie przedłużając jego cierpienia.

Rozmawiają doktor Szczepan Cofta i Katarzyna Kolska

Czy pamięta pan dzień, kiedy składał pan przysięgę Hipokratesa, która dziś jest chyba nazywana przyrzeczeniem lekarskim?

Tak. To szczególny i bardzo wzruszający moment. Dla wielu z nas słowa tej pięknej przysięgi są punktem odniesienia w życiu. Przed kilkoma dniami byłem na absolutorium Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Ponad czterysta osób, które przez sześć lat studiowały medycynę, wyruszało w drogę, wypowiadając tę przysięgę. Aż ciarki przechodziły po plecach, gdy słuchaliśmy jej wyrazistych zdań.

Które słowa są najważniejsze?

O dobru chorego, o służeniu życiu i zdrowiu, o szacunku dla mistrzów i niesprzeniewierzaniu się otrzymanej od nich nauce. To bardzo mocne, bardzo jednoznaczne i ekstremalnie chrześcijańskie słowa, choć przecież wiemy, że Hipokrates żył na wiele lat przed Chrystusem. Co ciekawe, nie na wszystkich uczelniach medycznych na świecie studenci wypowiadają te słowa. Prowadzę zajęcia ze studentami anglojęzycznymi, część z nich nigdy nie słyszała o przysiędze Hipokratesa.

Mówimy o zdrowiu i życiu chorego, a ja chcę z panem porozmawiać o śmierci. Czy czasami służenie choremu może polegać na tym, że lekarz pozwala mu umrzeć?

Akceptacja śmierci i towarzyszenie umierającej osobie jest wpisane w istotę naszej służby. Przyjęcie tego, że pewne procesy życiowe są nieodwracalne i że jesteśmy śmiertelni, to nieraz ból, czasami poczucie bezsilności, gdyż jako lekarze nie jesteśmy wszechmocni. Mamy natomiast przywilej bycia świadkami dwóch kluczowych wydarzeń życiowych: narodzin i śmierci. I muszę przyznać, że są to wydarzenia o największej możliwej intensywności.

Narodziny to radość. Śmierć, zwłaszcza dla bliskich umierającej osoby, to smutek, czasami rozpacz. A dla lekarza? Poczucie porażki?

Nie zawsze. Czasami śmierć jest ostatnim akordem pięknego życia, odbywa się w otoczeniu bliskich, w jakiejś szczególnej harmonii, pogodzeniu się z tym odchodzeniem. Wielokrotnie byłem świadkiem takiej – można określić – pięknej śmierci, kiedy wszystkim towarzyszyło poczucie, że to się nie kończy, że rzeczywistość ma swój dalszy bieg.

Ale bywa i tak, że jest podczas umierania dużo niepokoju, niepewności, lęku. Śmierć gwałtowna, nieprzygotowana, burząca życie osobiste, rodzinne, zawodowe jest obarczona olbrzymim dramatem osobistym i dysharmonią otoczenia. Oczywiście medycyna może ingerować trochę w ludzką śmierć, czasami nieznacznie ją opóźnić. Wiadomo też, że sytuacja związana z eutanazją – akceptowaną w wielu krajach – staje się faktem. W Polsce ten problem pewnie powróci w dyskursie publicznym, ale bardzo się cieszę, że nie jest to w tej chwili temat, który wywoływałby między nami kłótnie. Wynika to pewnie z postrzegania ludzkiego życia jako najwyższej wartości, mimo że duża część osób odchodzi od chrześcijańskiej pragmatyki. Ale korzenie pozostają, są nieraz nieuświadomione. Poczucie świętości życia jest bardzo istotne.

Rozumiem, że pozwalacie odejść pacjentowi wtedy, kiedy jesteście pewni, że z medycznego punktu widzenia jako lekarze nie jesteście w stanie nic dla niego zrobić.

Tak. Doświadczamy pewnej bezsilności w obliczu procesów życiowych, na które nie mamy już wpływu. Oczywiście dzięki środkom farmakologicznym czy poprzez konkretne procedury medyczne możemy modyfikować pewne sytuacje, tylko wtedy z całą mocą narzuca się podstawowe pytanie, które brzmi: Co jest dobrem chorego? Kontynuacja intensywnego postępowania medycznego czy zaniechanie go? Odpowiedź na to pytanie wymaga olbrzymiej odwagi i doświadczenia, bo trzeba wiedzieć, kiedy dana terapia przynosi większą szkodę niż korzyść

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2022, nr 11, a przeczytasz cały numer

Wyczyść
Ostatni akord
Szczepan Cofta

internista pulmonolog, pracownik Katedry i Kliniki Pulmonologii, Alergologii i Onkologii Pulmonologicznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Badań nad Snem. Szczepan Cofta jest organizator...

Ostatni akord
Katarzyna Kolska

dziennikarka, redaktorka, od trzydziestu lat związana z mediami. Do Wydawnictwa W drodze trafiła w 2008 roku, jest zastępcą redaktora naczelnego miesięcznika „W drodze”. Napisała dziesiątki reportaży i tekstów publicystyc...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze