fot. blake wisz / unsplash

Zanim dotkniemy nieba

Dawniej, kiedy ktoś poważnie zaniemógł, dzwoniono po księdza, a dziś po karetkę. Ludzie myślą: Przyjdzie ten czarny i nic nie pomoże, a lekarz z karetki może jeszcze coś zrobić.

„Ludzie, nie mogąc pokonać śmierci, aby być szczęśliwi, umówili się, że nie będą o niej myśleć. To wszystko, co mogli zrobić, aby się pocieszyć” – napisał w XVII wieku francuski filozof Blaise Pascal.

I do dzisiaj pocieszają się w ten sposób. Poza filozofami oczywiście, którzy według Cycerona o śmierci rozmyślają całe życie.

– Śmierć ludzi przeraża, gdyż jest wielką niewiadomą – tłumaczy Jadwiga Łuczak-Wawrzyniak, specjalista psychologii klinicznej i psychoonkolog. I dodaje: – W każdej chwili możemy kogoś stracić albo kogoś opuścić i temu towarzyszy lęk, więc uruchamia się wyobraźnia, że to musi być coś potwornego. Potwierdzają to zresztą dzieła sztuki. Śmierć na obrazach jest zawsze brzydka i w mrocznych kolorach.

– Nie rozmawiamy o śmierci, jednak z chrześcijańskiego punktu widzenia zawsze powinniśmy być na nią gotowi – przypomina ksiądz Krzysztof Giezek. – Jak? To proste. Powinniśmy czynić dobro tu i teraz. Przecież jest Dekalog i konkretne przykazania, co mamy robić, a czego nie robić: nie kradnij, nie zabijaj, nie cudzołóż. Tylko że ludzie o to nie dbają. Wydaje im się, że życie będzie trwać i trwać, więc mają jeszcze dużo czasu, żeby coś dobrego w tym życiu zrobić, czy je naprawić. A przecież nikt nie wie, ile ma czasu, dlatego w każdym wieku należy być na śmierć gotowym.

Zawsze gotowi

– Mam być gotowy na śmierć, robić jakieś rachunki sumienia? – dziwi się Maciej C., młody, zdrowy i wysportowany mężczyzna. Jeszcze nie zamierza się przenosić na tamten świat. Tu jest mu bardzo dobrze. A gdyby zdarzył się wypadek? To zamknie oczy, w proch się obróci i wszystko będzie poza nim.

Ksiądz Marek H. właśnie się do śmierci przygotowuje. Odkąd usłyszał diagnozę, nie ma złudzeń. Dlatego do domu przyjaciół na wsi przyjechał z pełnym bagażnikiem i teraz codziennie, po trochu, niewielką taczką, przewozi na miejsce, gdzie urządza się ognisko, dorobek swojego życia. Wykłady, artykuły, zapiski, prywatne dokumenty i listy… sprząta po sobie, żeby nikomu nie robić kłopotu.

Lidia B. już jest gotowa. Przygotowania zaczęła natychmiast po nagłym odejściu męża. Pochylił się, by zawiązać sznurowadło, i więcej się nie podniósł. Miał zaledwie pięćdziesiąt osiem lat. Długo miała do niego żal. Zostawił ją z niespłaconym kredytem i sądową batalią o działkę i samochód po teściach. Lidia B. sprzedała dom, rozliczyła się z bankiem, oddała szwagrowi wszystko, czego się domagał, a sama zamieszkała na sześćdziesięciu metrach w bloku. Nie potrzebuje więcej. Zresztą niczego już nie potrzebuje i nie kupuje, tylko wyrzuca. Ma nowotwór. Jej czas jest policzony, ale nie martwi się tym. Przynajmniej szybciej spotka się z mężem, za którym bardzo tęskni. Nie widzieli się jedenaście lat. W ziemskim życiu wszystko ma uporządkowane i miałaby już święty spokój, gdyby nie te książki. Dokładnie tysiąc sto dwanaście. Zbierane przez lata i coraz ciaśniej upychane na półkach. Biblioteka miejska ich nie chce, a myśl, że mogłyby pójść na makulaturę, dla L

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2022, nr 11, a przeczytasz cały numer

Wyczyść
Zanim dotkniemy nieba
Dorota Ronge-Juszczyk

dziennikarka. Skończyła filologię romańską i Podyplomowe Studium Dziennikarskie na Uniwersytecie imienia Adama Mickiewicza w Poznaniu. Ponad trzydzieści lat pracowała w radiu (Rozgłośnia Polskiego Radia w Poznaniu, potem...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze