fot. bp miller / unsplash

Nigdy żadna rozsądna feministka nie twierdziła, że jesteśmy takie same jak mężczyźni. Po prostu z tej odmienności nie powinna wynikać społeczna nierówność. Natomiast ten nowy nurt chce doprowadzić do uznania, że płeć jest płynna i nie sposób orzec, kto jest kim.

Rozmawiają pedagog i filozof Katarzyna Szumlewicz i Tomasz Maćkowiak

Czy rewolucja seksualna zaprzeczyła sama sobie? Przecież ona się zaczęła w imię wyzwolenia seksualności z ograniczeń wynikających z tradycji, religii…

Pewnie pana zaskoczę, ale nie uważam, żeby rewolucja seksualna zasługiwała na jednoznacznie pozytywną ocenę.

Jak to?

Chodzi o rewolucję seksualną w znaczeniu podstawowym, czyli o to, co powszechnie kojarzymy z latami sześćdziesiątymi XX wieku: hippisi, wolna miłość, koniec przymusu także w tej sferze. Od początku były w niej nurty zdecydowanie negatywne, czyli próby seksualnego wyzwalania kobiet po to, żeby były one bardziej dostępne dla mężczyzn, którzy mieli ochotę je zaliczać. To było takie niby wyzwalanie, ale nie po to, żeby kobieta wyszła z roli służebnej, żeby sama zaczęła się cieszyć życiem, ciałem, fizycznością, własną energią seksualną, ale żeby była… no tak, nie da się tego lepiej nazwać: żeby była łatwiejsza.

Już przed wojną agnostyk i socjalista Karol Irzykowski krytykował Boya-Żeleńskiego, że tak naprawdę chce uczynić kobiety łatwym łupem.

Ta amerykańska rewolucja seksualna też często tak wyglądała. Było na przykład modne hasło: „Girls say yes to boys who say no”, czyli dziewczyny mówią „tak” chłopakom, którzy mówią „nie”. Chodziło o mężczyzn sprzeciwiających się wojnie w Wietnamie. Jeśli mężczyzna był nastawiony antywojennie, to takiemu mężczyźnie kobieta nie odmawiała – oczywiście seksu. To przecież używanie kobiet jako nagród!

Oczywiście, proszę nie myśleć, że ja jestem przeciwna rewolucji seksualnej. Moim zdaniem ona przyniosła kobietom dużo realnych korzyści, ale chyba to było trochę później, raczej w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych.

To porozmawiajmy o tych korzyściach.

Już po 1968 roku w Ameryce zaczęły być modne rozważania nad kobiecą seksualnością, nad tym, o czym kobiety marzą, fantazjują. W 1973 roku wyszła książka Mój tajemny ogród autorstwa Nancy Friday, która jest właśnie o tym: o pragnieniach kobiet, o tym, co one by chciały robić ze swoimi partnerami lub wyobrażonymi mężczyznami, ale o czym dotąd nie mówiły, a nawet nie dopuszczały do siebie takich myśli, bo nie wypadało.

Ale przecież rewolucja seksualna to coś więcej niż tylko kwestia życia erotycznego, to także kwestia ról społecznych.

Tak, tu też zaszło sporo pozytywnych zmian, ale to zależy w której części świata. W Polsce, kraju socjalistycznym, wzorce były inne i już w latach czterdziestych i pięćdziesiątych kobiety zaczynały podejmować pracę. A w Stanach Zjednoczonych to się zaczęło dopiero w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Jest taka feministyczna książka

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2022, nr 11, a przeczytasz cały numer

Wyczyść
Antykobiece szaleństwo
Katarzyna Szumlewicz

doktor pedagogiki, magister filozofii, adiunkt na Wydziale Społecznych Nauk Stosowanych Uniwersytetu Warszawskiego. Tłumaczka, publicystka i krytyczka literacka, wykładowczyni gender studies....

Antykobiece szaleństwo
Tomasz Maćkowiak

urodzony w 1967 r. – nauczyciel, tłumacz, dziennikarz specjalizujący się w zagadnieniach związanych z Czechami i Słowacją. Jego książka Byłam katolickim księdzem. Historia Ludmily Javorovej, kobiety wyświęconej w Czechach...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze