Biskup w procesji do ołtarza
fot. Jomarc Cala / Unsplash

Nie dziwi mnie, że ludzie domagają się od nas transparentności, by nasze kapłańskie życie i jego styl były przedłużeniem sposobu życia Chrystusa. W całości nigdy się to nie uda. Ale nie powinniśmy zapominać, że „moc w słabości się doskonali”.

Rozmawiają abp Henryk Muszyński i Roman Bielecki OP

Mamy już dziesięciu biskupów ukaranych w ostatnim czasie przez Stolicę Apostolską za tuszowanie skandali seksualnych. Kładzie się to cieniem na wszystkich pozostałych członkach Episkopatu. Czy to namacalny dowód na kryzys, czy katastrofa wciąż jeszcze przed nami?

Kryzys jest niewątpliwy. Nie przypuszczałem, że będę przeżywał coś podobnego w moim życiu. Niczym nie da się usprawiedliwić zaniedbań i krzywd. Mówię to z całą ostrością. Jednocześnie rozumiem, że każdy biskup, który dowiadywał się o nadużyciach, usiłował ratować to, co można było ratować, gdy chodzi o kapłanów. Błąd polegał na tym, że nikt nie interesował się ofiarami, czyli najsłabszymi. W efekcie biskupi, którzy mieli być ewangelicznym wzorem, robili coś przeciwnego do tego, o czym sami nauczali, i przez to stali się zgorszeniem dla innych.

I jaki z tego wypływa wniosek?

Że nie dorastamy do kapłaństwa na wzór Chrystusa. Podobnie nie dorastamy do tego, co Święty Paweł napisał w Pierwszym Liście do Tymoteusza: „Człowiecze Boży, pamiętaj, żeby twoja posługa nie była interesowna, a charakteryzowała się sprawiedliwością, pobożnością, wiarą, miłością, wytrwałością, łagodnością” (por. 1 Tm 6,11).

Napisał to, będąc już u kresu swojego życia…

Dlatego te słowa mają taką siłę. Paweł patrzy na swoje życie nie tyle z perspektywy starości, ile życia zagrożonego śmiercią. Bo starość nie jest starzeniem się, tylko dojrzewaniem do miary życia według Chrystusa. Wcześniej w Pierwszym Liście do Koryntian pisał: „Kiedy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, a kiedy stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce” (por. 1 Kor 13,11). To znaczy, że Pan Bóg ma prawo ode mnie oczekiwać, że wyciągnę wnioski z tego, jak On prowadzi mnie przez życie.

Tak się buduje autorytet?

Trzeba rozróżnić autorytet urzędowy od osobowego. Przez długi czas wystarczał ten pierwszy, zewnętrzny. Zwłaszcza w naszych polskich warunkach, kraju jednolitym wyznaniowo. Dziś uświadamiamy sobie, że nie da się zbudować autorytetu kościelnego bez autorytetu osobowego.

W takim razie jak ten autorytet przywracać?

Przez odbudowanie wewnętrznej i żywej więzi z Chrystusem. Tutaj jako biskupi zawiedliśmy. Nie byliśmy dostatecznie zjednoczeni z Chrystusem, będąc Jego zewnętrznymi reprezentantami. Nie widzę innej drogi jak powrót do Chrystusa i odbudowanie tożsamości kapłańskiej w odniesieniu do Niego. Ona jest darem i zobowiązaniem, a nie przywilejem.

Czym jest ta kapłańska tożsamość?

Chodzi o to, by być pasterzem, który oddaje życie za powierzone mu owce, a nie tylko im przewodzi. Przypomnijmy sobie, że Piotr również zdradził Chrystusa, ale potem zrozumiał swój błąd i odbudował zaufanie. Więc jeśli dziś mamy być wiarygodni wobec ludzi, to musimy przejść taką samą drogę jak Piotr

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 10, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść