uliczny mur
fot. Bobby Overturf / Unsplash

Jedną z zalet pracy dziennikarza jest możliwość poznawania świata. Gdyby nie ona, nigdy nie byłoby mnie stać na odwiedzenie egzotycznych miejsc. Rano, po śniadaniu, zaczynałem kilkugodzinną wędrówkę po kościołach, muzeach, cmentarzach, pałacach, zamkach i dworach, a wieczorem szedłem na mecz. Zdarzało się, że w tym czasie dzwonił z redakcji mój szef, zawsze z tym samym irytującym pytaniem: Co dzisiaj dajesz?

Oczekiwał wywiadów co najmniej z Leo Messim, Pelem lub prezydentem FIFA. Szczęśliwie szef był moim przyjacielem, który dobrze mnie znał i wszystko wiedział: Jesteś w kościele czy oglądasz jakieś bohomazy? To po to tam pojechałeś czy do roboty?

Kiedy wyjeżdżałem na trwające miesiąc mistrzostwa świata, Europy lub Afryki, możliwości poznania świata znacznie się zwiększały. Mieszkałem nie tylko w hotelach, ale też w wynajętych prywatnych mieszkaniach lub u znajomych rozsianych po całym świecie. Trzeba było rozmawiać, a więc poznawać. I ludzi, i ich obyczaje.

Każdy wyjazd za granicę stanowił wyjątkowe przeżycie, a już na Zachód jechało się jak do innego świata. I, niestety, trzeba go było oglądać przez szyby wystaw sklepowych, bo nie stać nas było na wejście do środka. W trzeciej części trylogii Sylwestra Chęcińskiego Kochaj albo rzuć jes

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 10, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść