fot. annie spratt / UNSPLASH

Między mężczyznami jest inaczej. Rzadko mówimy sobie dobre słowa wprost, o uczuciach rozmawiać nam trudno, a wyrażać je jeszcze trudniej. Dzielenie się osobistym doświadczeniem Pana Boga najczęściej wiąże się z nieco wstydliwym mruczeniem czegoś pod nosem, a gdy kryzysujemy (taka perełka z jezuickiego slangu), to owszem – jak mówi Pismo – „pocieszamy się nawzajem tymi słowami”, ale zdziwiłby się św. Paweł, gdyby usłyszał, jakie to są słowa. A poza tym przy tych pocieszaniach nikt nigdy nie wspomni o relacji oblubieńczej z Chrystusem, nie podeśle maila z przyozdobionym kwiatkami biblijnym cytatem. Nie znaczy to jednak, że my tacy zimni i bezduszni. Jezuita też człowiek. To, co widać na zewnątrz, to tylko lawa, lecz wewnętrznego ognia nie tylko sto, ale nawet pięćset lat nie wyziębi. By użyć grzybiarskiego porównania: Jesteśmy jak gąski. Żeby je znaleźć, trzeba patrzeć głębiej, bo z wierzchu widać jedynie piach, porośnięte mchem gałęzie i zeschłe lub nadgniłe liście. Żeby poczuć niepowtarzalny smak tych oryginalnych grzybów (ładne nazwanie jezuitów, prawda?), trzeba rozgrzebać ziemię. A zatem zstąpmy do głębi.

To był szok dla całej wspólnoty. Siedzieliśmy przy poobiedniej kawie, gdy starszy aspirant komendy drogowej policji poinformował nas telefonicznie, że jeden z naszych współbraci zginął w wypadku samochodowym. Jeszcze rano odprawiał mszę świętą, jadł śniadanie, a potem pojechał na spacer do l

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 10, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść