Portal drzwi świątyni
fot. archiwum redakcji

„Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii/ Dobrej Nowiny” – pisał św. Paweł. Może w tym zdaniu akcent powinien paść nie tylko na „głosił”, ale też na „dobrej”: Biada mi, gdybym nie głosił DOBREJ Nowiny!

Wracającego z Rzymu biskupa już na lotnisku zaatakował dziennikarz, podsuwając mu pod nos mikrofon i pytając o nowiny. Biskup, nie zatrzymując się, odpowiedział: „Proszę pana, mamy coś wspólnego, mianowicie obu nas interesują nowiny. Tylko mnie interesuje Dobra Nowina, a pana złe nowiny”. Przytaczam tę anegdotę, żeby podkreślić, że nowina nowinie nierówna, abstrahując od tego, czy biskup miał rację.

Inny przykład. Jako młody kleryk dominikański uczęszczałem na wykłady o. Jana Andrzeja Kłoczowskiego zatytułowane Unde malum? – czyli Skąd zło? Aula w Collegium Witkowskiego (obecnie aula im. ks. prof. Józefa Tischnera) pękała w szwach, zajęte były miejsca siedzące, schody, podest wokół katedry. W kolejnym roku, na wykładzie Unde bonum? – czyli Skąd dobro? – grono słuchaczy było chyba o połowę mniejsze.

Dlaczego tak jest? Dlaczego zło wydaje się ciekawsze, bardziej interesujące i ekscytujące? Dlaczego nie tylko w sztuce, w literaturze, w filmie, ale nawet w kaznodziejstwie, czyli w głoszeniu Ewangelii, tak często dochodzi do epatowania złem, grzechem, piekłem, potępieniem, Szatanem? „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” – taki nakaz Jezus po swoim zmartwychwstaniu dał apostołom (Mk 16,15). Święty Paweł napisał nawet: „Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii!” (1 Kor 9,16). „Ewangelia” znaczy „dobra nowina”. Czy może być „dobra nowina o potępieniu”? A przecież doskonale wiemy, że sporą część kazań można opatrzyć właśnie takim hasłem. I dlaczego owa „dobra nowina o potępieniu” znajduje tylu słuchaczy? Skąd takie zainteresowanie gniewem Bożym, Szatanem, egzorcyzmami, piekłem? Czym się kierują zarówno „piekielni kaznodzieje”, jak i „perwersyjni słuchacze”? Próbuję to zrozumieć.

Piekielni kaznodzieje

Mój wykładowca homiletyki woził ze sobą na rekolekcje ludzką czaszkę. Mówiąc o grzechach i niegodziwościach ludzi, o rozpuście, pysze, pogoni za pieniędzmi i władzą, w kulminacyjnym momencie kazania wyciągał tę czaszkę i krzyczał: „I tyle z niego zostało!”. Z opowieści tylko znam historię o księdzu, który w czasie głoszenia pobrzękiwał łańcuchem, wołając: „Diabeł idzie na Pabianice!”. Pewnie część kapłanów głosi „czarne” kazania, bo takie mieli wzorce. W Traktacie o kształceniu kaznodziejów trzynastowieczny dominikanin Humbert z Romans pisze, że kaznodziejstwa należy się uczyć, słuchając dobrych i złych kaznodziejów. Od pierwszych należy się uczyć, jak głosić, od drugich, jak nie głosić. Przytoczone przykłady zaliczyć trzeba do drugiej kategorii. Ale bardziej poważnie: Co motywuje kaznodziejów do gł

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 10, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść