zachód słońca nad jeziorem
fot. Gary Ellis / Unsplash

Znajomy z widokiem na przyjaźń pyta, czy popływam z nim jachtem po Adriatyku. Z nim i grupą jego przyjaciół, częściowo także moich. Pomiędzy wyspami, od wyspy do wyspy. Każda podróż jest dla mnie uciążliwa. Źle się ostatnio czuję, nie mam czasu dogłębnie się zbadać, a badania zdawkowe niewiele pokazują. Ale też każda podróż do kraju, który nie jest Włochami, jest dla mnie czymś prawie nie do pomyślenia. Przez całe lata bałem się latać, jeździłem tylko pociągiem. Teraz, kiedy już latam – choć wciąż bez przyjemności – cieszą mnie zmiany oczywistego przeznaczenia. Krótko mówiąc – przyjmuję zaproszenie. Lecimy do Splitu, tam wsiadamy na stylowy jacht. Z masztami, ale bez żagli.

Czas nie istnieje, a jednak każda podróż jest w czasie. Ta moja dziewięciodniowa podróż jest w czasie, kiedy przez białorusko-polską granicę próbuje się przedostać kilkudziesięciu migrantów. I w innym jeszcze – czasie, kiedy oddaję korektę przekładu Boskiej Komedii. Jestem cały w rozterkach, wątpliwościach, niewygodach, więc ta Chorwacja, ta Dalmacja, przy całej niepojętej dla mnie topografii, jest chwilowo jedynym pewnym dla mnie szlakiem. Zwłaszcza w nocy, kiedy patrzę na ogromne niebo. Na samotność wszystkich niezliczonych gwiazd.

Jemy na pokładzie, śpimy na pokładzie, na pokładzie rozmawiamy i poznajemy się nawzajem lepiej niż dotychczas. Co do wzajemnego poznania, idzie nam dobrze, na ile coś takiego jak przenikanie się z drugim człowiekiem jest możliwe. Klucze jak zawsze są dwa: radość i ciekawość. Radoś

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 10, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść