naczynie do chrztu
fot. Joshua Eckstein / UNSPLASH

W sytuacji nadzwyczajnej chrztu może udzielić każdy, kto spełnia odpowiednie warunki. Nawet osoba niewierząca. Musi jednak ochrzcić zgodnie z intencją Kościoła i w jego wierze. Potrzebna jest zatem świadomość tego, co się robi. Oprócz polania wodą musi zostać wypowiedziana formuła: Arkadiuszu, ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

Rozmawiają Dominik Jurczak OP i Arkadiusz Wojtas OP

Obrzęd chrztu rozpoczyna się od pytania: „Drodzy rodzice, jakie imię wybraliście dla swojego dziecka?”. Babcia pewnie chciałaby Jasia, Stasia, Zosię lub Marysię. Niektórzy rodzice wolą Roksanę, Samantę, Brajana lub Kevina. Czy należy dać dziecku imię jakiegoś świętego?

Dla nas imię jest ważne, bo ono oznacza tożsamość. Dlatego wybór imienia nie powinien być przypadkowy. W historii tego sakramentu bywało i tak, że wybierano imię świętego, którego czczono dokładnie tego dnia, kiedy ktoś się urodził. Z przymrużeniem oka powiem: może i dobrze, że odeszliśmy od tej praktyki, bo jako urodzonemu 1 sierpnia trafiłby mi się Alfons. Chyba nie ma on dziś najlepszych konotacji. Z drugiej strony, obawiam się, że rodzicami kierują dzisiaj w doborze imienia dla dziecka moda i upodobanie. Nie tyle dostrzegają teologiczną głębię imienia, ile często zatrzymują się na tym, by imię dobrze brzmiało, by pasowało do nazwiska, żeby się kojarzyło ze sławnym piłkarzem czy popularną aktorką. A przecież w chrześcijańskiej perspektywie nie o to chodzi. Imię ma nas kształtować. Ten święty, który jest związany z danym dniem, mój święty patron, to ktoś, kto upodobnił się do Chrystusa. I to jest wyzwanie dla każdego z nas – żeby upodobnić się do Niego tak, jak udało się to mojemu imiennikowi.

Prosząc o chrzest, rodzice przyjmują na siebie obowiązek wychowania dziecka w wierze. Słyszą o tym w czasie obrzędu, wcześniej usłyszeli o tym w kancelarii. Usłyszeć to jedno, a zrealizować to, do czego się zobowiązali, to już o wiele trudniejsze zadanie.

Wiary nie da się wyuczyć, nie da się jej przekazać jedynie na lekcjach religii. Wychowanie dziecka w wierze to bowiem coś więcej niż przekazanie wiedzy na temat Pana Boga; to coś więcej niż wytresowanie go w jakiejś tradycji. Wychowanie do wiary dokonuje się stopniowo i etapowo. Inaczej o Bogu mówi się dziecku czy nastolatkowi. Inaczej rozwija się w wierze osoba dorosła. Być może przyzwyczailiśmy się do religii w szkole, do tego, że zasadniczo tam odbywa się formacja religijna, ale dla wychowania dziecka w wierze jest to zdecydowanie za mało. Tym pierwszym miejscem powinna być rodzina. Modlący się rodzic, na serio traktujący swoją wiarę, nawet zmagający się z nią, jest bardziej skuteczny niż katecheta w ciągu jednej czy dwóch godzin w tygodniu.

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2022, nr 03, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść
Dodaj do koszyka