Łukasz Wiśniewski OP
fot. Archiwum Dominikańskiego Duszpasterstwa Powołań

Kiedy myślę o przełożeństwie, o takim idealnym modelu, to wyobrażam je sobie jako bycie liderem, który nie stoi w pierwszym rzędzie, ale który, stojąc za braćmi, mobilizuje, inspiruje, popycha, wydobywa talenty, zapala do pracy.

Rozmawiają Łukasz Wiśniewski OP i Katarzyna Kolska, Roman Bielecki OP, Dominik Jarczewski OP

Nie jest tajemnicą, że dominikanie mają ostatnio trudny czas. Jeden z tygodników kilka miesięcy temu napisał na pierwszej stronie: Upadek polskich dominikanów. Dlatego, gdy zbliżały się kapituła i wybory nowego prowincjała, niektórzy się zastanawiali: Kto się zdecyduje przyjąć ten urząd? Ty się na to zdecydowałeś. Co o tym przesądziło: odwaga, ambicja czy zakonne posłuszeństwo?

Jedynym motywem, który zdecydował, że przyjąłem wybór, jest wiara. Wierzę bowiem, że wybór, którego dokonali bracia, nie jest tylko ich wyborem, ale Bożym wezwaniem, Bożym głosem. Przez cały tydzień poprzedzający głosowanie towarzyszyły nam na mszy świętej czytania o królu Dawidzie. O królu, który – jak się wydawało – jest najmniej predestynowany do tego, żeby zostać wybranym przez Pana Boga. Ale to właśnie jego wybrał Bóg. Oczywiście nie mam odwagi, żeby się porównywać z królem Dawidem, natomiast staram się patrzeć na moje życie w zakonie dominikańskim i na moje powołanie z perspektywy wiary. Gdybym patrzył na ten wybór w perspektywie czysto ludzkiej, to wyzwania, przed którymi stoi prowincja, oraz złożoność i delikatność tematów, którymi trzeba się zająć, byłyby raczej powodem do ucieczki, a nie do przyjęcia decyzji braci. Odwaga do podjęcia tego zadania wypływa z wiary. Wiemy, że jeśli Pan Bóg do czegoś wzywa, to daje siły, łaskę, mądrość i roztropność, żeby to wypełnić.

Krytycy mówią: Za młody na prowincjała. Za młody?

Życzyłbym sobie tylko takiej krytyki przez cztery lata. A jeśli relatywnie młody wiek jest słabością, to z takiej słabości się dość szybko wyrasta. Skończę za tydzień trzydzieści osiem lat, w zakonie jestem już prawie dwadzieścia. Dla jednych to za mało, dla innych to wystarczająco dużo, natomiast nie sądzę, żeby wiek był najważniejszym kryterium, którym kierowali się bracia przy wyborze.

A czym się kierowali?

Trzeba zapytać braci. Trudno mi za nich odpowiadać.

Kim powinien być prowincjał w zakonie?

W naszych konstytucjach zakonnych jest zapisane, co należy do obowiązków prowincjała. Jest to mało medialne. Pierwsze jest dążenie ze wszystkich sił do rozwijania w swojej prowincji prawdziwego ducha i życia zakonu. Tłumaczę to sobie jako wspieranie dominikańskiego nawrócenia. To znaczy nawrócenia na życie dominikańskie w braciach. A jak to rozumiem? To stały powrót do tego, co jest fundamentem w naszym życiu i z czego nasze życie się składa. Czyli do modlitwy, do autentycznego życia braterskiego, do studium – i wszystko to ma prowadzić do kaznodziejstwa, czyli wiarygodnego i różnorodnego apostolstwa. Prowincjał ma się o to troszczyć „ze wszystkich sił”. Oznacza to, że ta troska ma być pierwszym motywem jego działań, jak również to, że praca prowincjała to full-time job, czyli praca na sto, a w przypadku naszej dużej prowincji, nawet na dwieście procent.

Nawrócenie zakłada powrót. To znaczy, że odeszliśmy od tego?

Ciągle odchodzimy i ciągle musimy wracać. Taka jest dynamika chrześcijańskiego i dominikańskiego życia. Stawanie się ciągle tym, kim jesteśmy: jako chrześcijanie głębiej chrześcijanami, jako dominikanie pełniej dominikanami. Natomiast odpowiadając jeszcze na pytanie, kim ma być prowincjał, dopowiem swoimi słowami, że ma być przede wszystkim człowiekiem ewangelicznym i wewnętrznie wolnym. Wewnętrznie wolnym w decyzjach, które ma podejmować, a które często są – albo mogą być – niepopularne. A ponadto myślę, że konieczną cechą prowincjała jest umiejętność słuchania. I to umiejętność słuchania wieloaspektowego: przede wszystkim słuchania braci – rozmowy z braćmi to jedno z najbardziej absorbujących czasowo zadań prowincjała – jak również słuchania tzw. znaków czasu, czyli stałego rozeznawania kontekstu, w którym dziś głoszona jest Ewangelia, by w adekwatny i zrozumiały sposób o niej opowiedzieć. Taki „nasłuch” to próba usłyszenia tego – cytując Pismo – co dzisiaj Duch mówi do Kościoła.

A przez inne osoby także mówi?

Absolutnie. I co ważne: mówi nie tylko przez tych, których głos jest donośny, ale również przez tych, których głos jest cichy, wręcz niesłyszalny. Ich również trzeba usłyszeć, by móc poznać, co Duch mówi do Kościoła i do prowincji.

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2022, nr 03, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść
Dodaj do koszyka