Arcybiskup i reklama

Arcybiskup i reklama

To jasne, że na pierwszy rzut oka słowo reklama i Bóg pasują do siebie tak, jak pięść do oka. Tyle, że już w 1977 roku Paweł VI mówił: „Nikt nie jest w stanie oprzeć się dziś wpływowi reklamy”. Czy zatem Kościół skazany jest na uciekanie się do reklamy, by trwać przy tym marketingowym słowniku, aby w ten sposób przyciągać ludzi do swego produktu, którym jest zbawienie?

Panuje dość powszechne przekonanie, że reklama kłamie. Chce bowiem nas przekonać, że to, co jest białe, jest jednak czarne i na odwrót. Spece od reklamy uciekają się więc do rozmaitych trików, by przyciągnąć uwagę klienta do reklamowanego produktu. Wiadomo: sprzedaż jest najważniejsza. Czy więc i Kościół, robiąc kampanię reklamową na rzecz świętowania niedzieli, ma w tym jeszcze jakiś ukryty cel? Jeśli jednak sądzimy, że Kościół ma podążać z duchem czasów, choć zarazem tego ducha przemieniać według logiki Dobrej Nowiny, to na reklamę jest skazany. No cóż, pomyśli sobie zapewne niejeden biskup czy duchowny: „Choć nie przepadam za reklamą, to nie ma rady. Takie czasy”.

Tyle, że niedawno przeprowadziłem intrygującą rozmowę z Grzegorzem Kiszlukiem, redaktorem naczelnym magazynu „Brief”. Jest on specem od reklamy. Rozmawialiśmy o jej religijnej odmianie. Po krótkiej wymianie zdań powiedział rzecz, która wydaje mi się kluczowa dla skuteczności chrześcijańskiej ewangelizacji. Otóż najlepszą reklamą religijną jest osobisty kontakt, spotkanie z człowiekiem twarzą w twarz. I podał przykład: rozmowa penitenta z księdzem w konfesjonale. W języku religijnym taki rodzaj reklamy nazywamy świadectwem. I rzeczywiście: najlepszą reklamą Boga i Kościoła, skoro On swój los powierzył w nasze ręce, dłonie swoich uczennic i uczniów, jest nasze osobiste świadectwo.

Piszę te słowa w chwili, kiedy swój podwójny jubileusz – 75 urodziny i 30-lecie sakry biskupiej – świętuje abp Alfons Nossol. Jubilat jest jedną z najwybitniejszych postaci Kościoła katolickiego w Polsce – znakomity naukowiec, świetny znawca teologii protestanckiej, żarliwy ekumenista, promotor pojednania polsko-niemieckiego…

Miałem to szczęście, że dwukrotnie spotkałem abpa Nossola, przeprowadzając z nim wywiad dla „Tygodnika Powszechnego”. Jak wiemy, spotkanie z hierarchą, szczególnie dla początkującego dziennikarza, jakim wtedy byłem, nie jest łatwym zadaniem. I biskup, i znany teolog w jednej osobie, a naprzeciwko młody żurnalista. Jednak już po pierwszej wymianie zdań kamień spadł mi z serca. Abp Nossol urzeka człowieka swoją chrześcijańską życzliwością i skromnością. Doskonale pamiętam, że przy jego sutannie nie było czerwonych guzików i obszyć. Jedynym znakiem rozpoznawczym, że rozmawiam z biskupem, był krzyż na jego piersi. Co więcej, w postawie, w sposobie mówienia wtedy jeszcze bpa Nossola, nie było nic z owej bizantyjskiej aury, która najczęściej otacza rodzimych hierarchów. Tak, abp Nossol w pierwszej kolejności jest chrześcijaninem, a potem biskupem.

I tak myślę, że jeśli redaktor Kiszluk ma rację, a trudno się z nim nie zgodzić, iż najlepszą reklamą religijną jest osobiste świadectwo ludzi wierzących, to styl bycia abpa Alfonsa Nossola niewątpliwie jest najskuteczniejszą żywą reklamą Boga i Kościoła.

Arcybiskup i reklama
Jarosław Makowski

urodzony 22 kwietnia 1973 r. w Kutnie – polski historyk filozofii, teolog, dziennikarz i publicysta, dyrektor Instytutu Obywatelskiego. Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”...