Ankieta – relatywizm w codzienności

Benedykt XVI podczas pielgrzymki do Polski powiedział: „Podobnie jak było w minionych wiekach, i dziś są osoby lub środowiska, które (…) chciałyby zafałszować słowo Chrystusa i usunąć z Ewangelii prawdy, według nich, zbyt niewygodne dla współczesnego człowieka. Usiłuje się stworzyć wrażenie, że wszystko jest względne, że również prawdy wiary zależą od sytuacji historycznej i od ludzkiej oceny”. O relatywizmie wiele się mówi, wskazuje się na zagrożenie nim w różnych sferach życia. Prosimy o odpowiedź na pytanie, czy i gdzie na co dzień dostrzegają państwo jego przejawy.

Zabójca rozmowy

Daniell z Możliwości wyspy Michela Houellebecqa cieszy się, że sąsiad, który zaprosił go na sobotni obiad, nie mówi po francusku. „Fakt, że musieliśmy pokonywać językową barierę (kilka zdań po angielsku, jakieś okruchy po hiszpańsku), dał nam koniec końców wrażenie udanego wieczoru, podczas gdy przez dwie godziny jedynie przekrzykiwaliśmy się banałami”. Przekrzykiwanie się banałami to nieuchronna konsekwencja braku wspólnoty między rozmówcami. W tym literackim przykładzie chodziło po prostu o język, w naszym świecie chodzi najczęściej o wartości.

Można wyśmienicie spędzić czas w przemiłym towarzystwie, rozmawiając na bezpieczne tematy, które nie wzbudzą kontrowersji. Gdy jakimś zrządzeniem losu dyskusja podryfuje ku tematom zasadniczym, zawsze znajdzie się uczynna dusza, która rzuci hasło o potrzebie uszanowania indywidualnych prawd rozmówców. To niezła metoda na doraźne zażegnanie konfliktu, zabijająca jednak dążenie do prawdy. Nie będzie usatysfakcjonowany ten, kto w imię szacunku dla odmiennych poglądów zmuszony zostanie do milczenia. Nic nie zyska osoba nawołująca do zarzucenia sporu, bo pozbawi się emocjonującego dreszczyku towarzyszącego istotnym debatom. Może się zdarzyć, że pozbawi się nie tylko dreszczyku, ale też szansy na skorygowanie swoich poglądów.

Relatywista w zadziwiający sposób idzie ramię w ramię z fanatykiem, bo i jeden, i drugi odrzuca dyskusję: pierwszy przekonany, że niczego nie jest pewien, drugi, że jest pewien wszystkiego. Fanatyk zakrzyknie: „moja jest prawda”, relatywista skwituje: „prawda jest złożona”. Relatywista będzie o tyle lepszy od fanatyka, że pozwoli w dobrej atmosferze wymienić poglądy. Nie dopuści jednak do rozmowy prowadzącej do porozumienia.

Paweł Adam Piotrowicz

Etyka nauki

Na uniwersytecie trudno jest mówić o relatywizmie z perspektywy teologicznej. Wynika to nie tylko ze świeckiego charakteru uczelni, ale i roli nauki. W tej ostatniej zasadą dobrych praktyk jest krytyczne i zarazem konstruktywne spojrzenie na dotychczasowy dorobek w danej dziedzinie, aby móc tę dziedzinę rozwijać. O ile sama esencja nauki, czyli treść przekazywanej i zdobywanej wiedzy się zmienia, o tyle etos akademicki nie powinien się zmieniać. Takie zasady, jak rzetelność i uczciwość winny cechować wykładowców i studentów. Niestety, nie dzieje się tak zawsze. W mijającym roku akademickim wspierałem ze strony technicznej kurs internetowy mający status przedmiotu (fakultetu) pod nazwą Etyka sfery publicznej realizowany na Uniwersytecie Warszawskim. Na cotygodniowych, obligatoryjnych forach dyskusyjnych studenci z zaangażowaniem podejmowali zadane tematy. Udział w tych dyskusjach był jednym z warunków zaliczenia. Na pewnym etapie kursu znalazła się grupa uczestników, którzy zaczęli się domagać zwolnienia z egzaminu z uwagi na to, że – jak twierdzili – kurs jest trudny, a wszyscy ciężko pracują. Jedna z uczestniczek zarzucała prowadzącym, że są formalistami i ich upór przy egzaminie jest nieuzasadniony. Kilka dni po dyskusji nt. egzaminu okazało się, że siedem z jedenastu wypowiedzi tej uczestniczki to nieoznaczone cytaty z artykułów z różnych portali internetowych, jak np. „mateusz.pl”, „opoka.org.pl” czy wreszcie z archiwalnych numerów „W drodze”. Bez przywołania źródła uczestniczka kopiowała do forów dyskusyjnych definicje wojny sprawiedliwej czy całe akapity z artykułów na przykład o. Jacka Salija. Gdy po wykryciu któregoś plagiatu z rzędu zapytano uczestniczkę, czy prowadzący ma ocenić ją czy profesora teologii UKSW, to uczestniczka po prostu się wylogowała z kursu internetowego i więcej się na forach dyskusyjnych nie pokazała. Znamienne było, że zrobiła to w kilka dni po umieszczeniu notatki na forum na temat „etyki nauki” krytykującej ściąganie wśród studentów.

Łukasz Małecki-Tepicht

Tak, tak; nie, nie

Protagoras już w V wieku przed Chrystusem twierdził, że „człowiek jest miarą wszechrzeczy”, a prawda, którą głosi, jest względna. Relatywizm ma długą tradycję, ale do tej pory nie był normą społeczną, za przekroczenie której groziłyby sankcje (deprecjonowanie, ostracyzm). Wraz z rozwojem indywidualizmu, subiektywizmu, pluralizmu, multikulturalizmu i dehierarchizacją instytucji zaczął dominować, wypierając stopniowo inne światopoglądy, gdyż żadna prawda, poza tą o względności wszelkiej (sic!) prawdy, nie da się z nim pogodzić. Można go skutecznie kwestionować tylko przez autentyczne świadectwo wiary na co dzień, co zmienia znaczenie powołań katolików świeckich. Relatywizm jest odporny na krytykę, zwłaszcza instytucjonalną, z definicji znosząc prawomocność ocen, każdą sprowadzając do rangi opinii. Spory wpływ na ten sposób myślenia miała również antropologia kulturowa, dyscyplina nadal mało popularna w Polsce (nie byliśmy kolonizatorami jak Brytyjczycy, nie zmagaliśmy się z tyglem kulturowym tak, jak Amerykanie). Socjolog musi odnotować wpływ Karla Mannheima, który nazwał wprawdzie swoją koncepcję „relacjonizmem”, nie wykluczał też istnienia prawdy (przyjaźnił się wszak z T.S. Eliotem, współpracowali w grupie The Moot), lecz utożsamiał ją z wiedzą: zawsze uwarunkowaną społecznie, cząstkową i uwikłaną w konflikt interesów. Socjologia wiedzy bada warunki wytwarzania prawdy, a nie drogi jej odkrywania. To, co kiedyś jednak zbulwersowało badaczy współczesnych Mannheimowi, w czasach kapilarnej wiedzy-władzy Michela Foucaulta pozostaje tylko wspomnieniem, topornym tłem postmodernistycznej beztroski dekonstrukcji. O relatywizmie moralnym pisze się najczęściej w kontekście seksualności. Zamiast jednak koncentrować się na sferze ciała, warto zapytać, dlaczego z takim trudem przychodzi nam mówienie „Tak, tak; nie, nie” (Mt 5,37)? Po nawróceniu przeżyłam wiele zadziwień, gdy bardzo wierzący katolicy nagle zwierzali mi się (neofitce było łatwiej?) z wątpliwości co do Boga, wiary i Kościoła. Kiedyś powiedziałam NIE, potem TAK, dokonałam wyboru, teraz było mi łatwiej. Czemu księża boją się wątpiących, skoro Bogu bardziej podoba się szczere NIE niż letniość wiary? To sprzeczne z Ewangelią.

Małgorzata Bilska

Indywidualna droga do prawdy

Pomysł spojrzenia na podstawowe kwestie dotyczące naszej egzystencji z różnych punktów widzenia nie jest sam w sobie zły (jest wymogiem autentycznego poznania intelektualnego, rozwoju naukowego i szacunku dla poglądów innych ludzi). Ale jego konkluzją nie powinno być stwierdzenie, że wobec tego nie można ustalić jednej prawdy (w tym prawdy absolutnej). Uniwersalność spojrzenia na problem nie musi (nie powinna) zakładać relatywizmu. Postawy relatywistyczne ujawniają się w debatach przeprowadzanych w mediach, w dyskusjach w miejscu pracy, w rozmowach towarzyskich, rodzinnych i mają swoje przełożenie na życie codzienne. Gdy zaakcentujemy swoje jednoznaczne poglądy, możemy w odpowiedzi usłyszeć: „to twoje prywatne zdanie”, „każdy ma swoją opinię”, „większość tak nie uważa”, „wszystkie racje są ważne”, „każdy ma prawo żyć, jak chce” itd.

Czy wszystkie poglądy są sobie równe? Czy zdanie profesora liczy się tak samo jak opinia zupełnego laika? Ale także: czy każdy profesor ma rację? Czy niektóre media nie kreują pewnych „prawd”, o innych zapominając? Moglibyśmy wymienić programy telewizyjne i radiowe, tytuły prasowe, witryny internetowe, które (odnosi się takie wrażenie) szczególnie upodobały sobie relatywizm. Wreszcie: kto jest dla nas autorytetem? Te wszystkie pytania znamy i na co dzień się z nimi konfrontujemy. Gdybym miał dać najkrótszą receptę na relatywizm, zalecałbym: podjęcie edukacji samego siebie i społeczeństwa (w tym rozumienie samego zjawiska relatywizmu), krytyczny stosunek do tego, co otrzymujemy z zewnątrz (szczególnie w mediach), zaufanie Kościołowi i innym sprawdzonym autorytetom, wierność własnym dobrze ukształtowanym poglądom. Pamiętajmy jednak nade wszystko, że każdy człowiek ma indywidualną i niepowtarzalną drogę do prawdy (w różnych sferach poznania) i do Boga.

Karol Jasek

Ankieta – relatywizm w codzienności
Paweł Adam Piotrowicz

pracował w branży wydawniczej i mediach....

Ankieta – relatywizm w codzienności
Łukasz Małecki-Tepicht

absolwent Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, doktorant Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych UW. Przeprowadził liczne autorskie zajęcia dla pracowników sektora publicznego, studentów, d...

Ankieta – relatywizm w codzienności
Małgorzata Bilska

dziennikarka, publicystka, absolwentka studiów doktoranckich w Instytucie Socjologii UJ. Współpracuje z portalem Aleteia. Publikowała m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Wprost” „Rzeczpospolitej”, „Znaku”, „Przeglądzie Pows...

Ankieta – relatywizm w codzienności
Karol Jasek

z wykształcenia filozof....