Wypowiedzieć tajemnicę

Wypowiedzieć tajemnicę

Oferta specjalna -25%

Nerw święty. Rozmowy o liturgii

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Przyjmijmy Boże zaproszenie na wejście w przestrzeń tajemnicy Eucharystii.

Niewątpliwie ogłoszenia stanowią jeden z najbardziej zrozumiałych fragmentów liturgii. Dlaczego? Bo z taką formą prezentacji i wymiany informacji spotykamy się powszechnie, każdego dnia… Puste, schematyczne, nieangażujące intelektualnie frazesy, które, poza dosłownym, pozbawione są głębszego sensu. Realizują plan minimum – mają co najwyżej zachęcić do takiego przeorganizowania planu tygodnia, by wśród codziennych obowiązków znaleźć czas na sprawy duchowe. Informują zatem o porządku nabożeństw, ciekawych spotkaniach, podejmowanych inicjatywach, kwestach czy różnych zmianach w parafii. Zwłaszcza te ostatnie, gdy odnoszą się do kwestii personalnych, wywołują sporo emocji, stanowiąc pożywkę dla komentarzy i plotek wszelkiej maści. Ogłoszenia nie muszą się odwoływać do jakiegokolwiek doświadczenia, tym bardziej duchowego. Liczy się sprawnie oraz skutecznie zaprezentowany fakt. Podobnie jak w reklamie – wystarczy właściwa kolejność, eksponująca czas i miejsce spotkania, intrygujący tytuł, ciekawy gość. Czy jednak udział w liturgii można sprowadzać do takiego poziomu?

W moim przekonaniu, kryterium bezwzględnego rozumienia wszystkiego, co się podczas liturgii słyszy, wcale nie wydaje się najistotniejsze, choć bez cienia wątpliwości powinno stanowić wyzwanie dla prowadzących kościelne nabożeństwa. Powód wydaje się prozaiczny, ale nie każdy może go łatwo zrozumieć i przyjąć. Msza to coś więcej niż dający się opisać „fakt socjologiczny”, więcej niż najlepszy wykład teologiczny czy spotkanie z przyjaciółmi. Liturgia bowiem nie tyle polega na większym skupianiu się na wypowiadanych od ołtarza słowach, informowaniu jej uczestników, kim jest Bóg, czy zaciskaniu zębów i zapominaniu o problemach dnia codziennego, ile na prowadzeniu do doświadczania Boga żyjącego, i to we wszystkich wymiarach człowieczeństwa. Oczywiście, nie może się to dokonać kosztem treściowego aspektu wiary, choć absolutyzowanie wyłącznie tej jednej perspektywy wcale nie ulepszy kontaktów z Bogiem. Otwiera ponadto drogę do kłamliwego i wcale nierzadkiego dziś przekonania, że skoro niewiele z liturgii rozumiem, to lepiej z niej w ogóle zrezygnować, by tak „zaoszczędzony” czas wypełnić czymś bardziej efektywnym i „rozumnym”. To przypadek chociażby tych, którzy wyjechali z Polski za pracą, którzy nie mają dostępu do mszy w języku polskim, w języku, w którym cokolwiek rozumieją. Nieraz trudno takim osobom przyjąć prawdę o powszechności Kościoła, niełatwo przekonać do udziału we mszy w obcym języku czy obrządku, że mimo pewnego braku można się w takiej sytuacji modlić i doświadczać Boga.

Nie potrzeba jednak szukać aż tak daleko. Wystarczy prosty rachunek sumienia. Ile razy zdarzało się nam wychodzić z kościoła, nie pamiętając, czego dotyczyła przeczytana chwilę wcześniej Ewangelia, choć jednocześnie towarzyszyło nam przeświadczenie, że – bądź, co bądź – doświadczyliśmy Bożej obecności, że nie był to czas zmarnowany? Oczywiście, takie chwile nie powinny napawać radością, nie należy też ich zbytnio pochwalać, lecz, co jakiś czas, każdemu z nas się one po prostu przytrafiają. Bo liturgia – podobnie jak jej źródło, a mówiąc explicite, podobnie jak Bóg – przekracza nasze rozumienie, stanowi tym samym swoistego rodzaju tajemnicę.
Czy zatem „zaproszenie na wejście w przestrzeń tajemnicy Eucharystii” to wyłącznie pusty frazes lub chwyt retoryczny? Nie, pod warunkiem, że wypowiadający takie słowa nie powtarza ich bezmyślnie, że ukrywa pod nimi realne doświadczenie sakramentu Eucharystii. Nie jest bynajmniej tak, „że same w sobie, te wytłumaczenia i omówienia, nic nie znaczą”. Przekaz doświadczenia, zwłaszcza duchowego – zakładając, rzecz jasna, że w ogóle miało miejsce – zawsze narażony jest na ryzyko niezrozumienia. Słuchacz może zinterpretować je zbyt dosłownie, sprowadzając tym samym ad absurdum doświadczenie mówiącego. To sytuacja analogiczna do tej, w której znajdują się zakochani lub też mistycy. Próba opisu ich doświadczenia, odwołując się wyłącznie do sensu dosłownego, z góry skazana jest na porażkę. Z istoty miłości także niewiele zrozumie ten, kto chciałby sprowadzić ją do poziomu chemii. Nie sposób domagać się, by doświadczenia duchowe redukować do suchych faktów, z którymi zazwyczaj mamy do czynienia w ogłoszeniach.

Eucharystia jest przestrzenią tajemnicy – to truizm, który można próbować opisać i wypowiedzieć, mniej lub bardziej udolnie. Niewątpliwie tym, co zamyka na rozumienie takich czy podobnych stwierdzeń, jest rutyna i wyłączanie intelektu (a czasami nawet wrogość wobec niego) z naszego doświadczenia duchowego. Przyjąć zaproszenie do wejścia w tajemnicę Eucharystii, to jednak w pierwszym rzędzie zgoda na to, że w przestrzeń tę nie wkraczam na własnych zasadach, że to nie ja – także nie moja błyskotliwość i inteligencja – będę dyktować warunki. Taką perspektywę – jako metodologiczną zasadę prowadzącą, koniec końców, do doświadczania Boga – proponuję przyjąć z oczywistością i zrozumieniem równym temu, z jakim słuchamy niedzielnych ogłoszeń. Wówczas bez wahania będziemy mogli powtórzyć za Augustynem: credo ut intellegam, intellego ut credam…

Wypowiedzieć tajemnicę
Dominik Jurczak OP

urodzony w 1980 r. – dominikanin, rekolekcjonista, liturgista, absolwent teologii UPJPII, doktor nauk liturgicznych Pontificium Institutum Liturgicum, wykładowca w Papieskim Instytucie Liturgicznym (Anselmianum) i w Angelicum....