Nie wszystko ode mnie zależy

Nie wszystko ode mnie zależy

Oferta specjalna -25%

Bóg i Stephen Hawking

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Przeprośmy Pana Boga, że nie zajmuje pierwszego miejsca w naszym życiu.

To zdanie bardzo często pojawia się w różnego rodzaju rachunkach sumienia, mających pomóc nam przygotować się do spotkania z Miłosiernym Ojcem. Bez względu na to, czy teza ta jest pytaniem, czy też aktem uniżenia i skruchy, wywołuje przede wszystkim poczucie winy i wszechogarniającego lęku. Bo przecież bardzo łatwo mogę sobie udowodnić, że zdarza mi się częściej niż o Bogu myśleć o dopiero co poznanej dziewczynie, o projekcie, który właśnie realizuję w pracy, czy o kolejnej racie kredytu, której nie mam z czego spłacić. Nie mówiąc już o karygodnych rozproszeniach na modlitwie czy eucharystii. Zdecydowanie nie stawiam Pana Boga na pierwszym miejscu, wręcz przeciwnie, zauważam, że prawie wszystko ma wyższe notowania i lepsze lokaty niż On. Cóż zatem? Jestem winien, mam za co przepraszać i pokutować. Ale co ważniejsze muszę podjąć decyzję zmiany. Przecież nie mogę tak żyć. Nic nie może być ważniejsze od Pana Boga. Doskonale pamiętam tę złotą sentencję, którą nieraz słyszałem z ambony: „Jeżeli Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na swoim miejscu”. Straszne! Nie dość, że Bóg nie ma u mnie pierwszego miejsca, to jeszcze wszystko inne jawi się jako niepoukładane.

Czy można to zmienić? Dokąd będę trwał w okowach lęku i powinności, wizji Boga, który domaga się ode mnie bezwzględnego pierwszeństwa, wyłączności i wszystkich apanaży, które przysługują VIP-om, marnie to widzę. Jeśli jednak to prześladowcze zdanie zamienię na pełne miłości pytanie o moje zaufanie do Boga, szanse zdecydowanie rosną.

Stawiać Boga na pierwszym miejscu to znaczy przyjąć, że nie wszystko ode mnie w życiu zależy, nie na wszystko mam wpływ, nie wszystko osiągnę i co najważniejsze – nie wszystko zrozumiem. Jeśli o tym zapomnę, a czasami mi się to zdarza, to nie Pana Boga obrażam i poniżam przede wszystkim, ale sobie gotuję godziny, dni, miesiące, a czasami lata pełne udręczenia, pogoni za wiatrem, rozczarowania, złości, smutku i poczucia winy związanego z tym, że nie potrafię zrealizować moich planów albo sprostać postawionym przede mną zadaniom. Wszystko wtedy się miesza: im bardziej się spinam, tym mniej mogę, i tak w nieskończoność. W takich chwilach faktycznie Bóg jest daleki, nieobecny i lepiej, aby mnie nie oglądał, bo co ja Mu powiem?

Pierwsze miejsce zazwyczaj jest widoczne i wyeksponowane, ale i zarazem odosobnione, oddzielone od innych, aby wszyscy je widzieli i nikt niestosowny go nie zajął. Czy mój Bóg, kochający mnie Ojciec, chciałby tam siedzieć sam i patrzeć z oddali na moje życiowe potyczki? Miłość potrzebuje bliskości i udziału w życiu kochanej osoby. Dlatego mój Bóg chce być w moim zakochaniu, realizowanym w pracy projekcie, na studiach, w ledwo zdawanej sesji, jeździe na nartach, chorobie czy lęku o kredyt.

Nie stawiam sobie pytania o to, czy Bóg jest w moim życiu na pierwszym miejscu. Stawiam sobie natomiast pytanie o to, na ile potrafię w mojej codzienności uznać, że nie jestem Stwórcą tego świata, i zaufać słowom Jezusa, że moje życie zmienia się, ale się nie kończy. Nie dzieje się to jednorazowo. Każdy dzień przynosi nowe wyzwania, możliwość wyboru, prowokuje do odpowiedzi. Nie jest to łatwe i wymaga czasami sporego wysiłku. Dlatego wolę moje siły wykorzystać na uczenie się miłości wypełnionej zaufaniem do Miłosiernego Ojca, niż tracić je na walkę z poczuciem winy i lęku, że znowu Boga nie postawiłem na pierwszym miejscu.

Nie wszystko ode mnie zależy
Maciej Soszyński OP

urodzony w 1972 r. w Krakowie – dominikanin, kaznodzieja, rekolekcjonista, przez lata duszpasterz narzeczonych. Od młodości związany z krakowskimi dominikanami: jako licealista należał do duszpasterstwa młodzieży Przystań,...