Zeszyt z nutami
fot. David Beale / UNSPLASH

Muzyka liturgiczna może i musi działać na emocje, bo one są częścią człowieczeństwa. Nie są jednak najważniejsze.

Rozmawiają Dominik Dubiel SJ i Jolanta Brózda-Wiśniewska

Fachowcy od liturgii i muzyki nie lubią, kiedy się mówi o „oprawie muzycznej liturgii”. Czy to nie jest czepianie się drobnostek?

Odpowiem cytatem z najnowszej instrukcji polskiego episkopatu o muzyce kościelnej: „Liturgia z natury swej jest nie tylko otwarta na muzykę, lecz wręcz się jej domaga. Muzyka w liturgii nie jest jej oprawą, ale integralnie wiąże się z celebracją świętych obrzędów”.

Śpiew to najbardziej podstawowa forma modlitwy chrześcijańskiej. Pierwsi chrześcijanie wyrośli ze śpiewanej tradycji synagogalnej – modlili się psalmami, z czasem dodali do nich kantyki nowotestamentalne. Dobrze to widać w tradycji Kościołów wschodnich, gdzie nie ma liturgii recytowanej. Tam się możemy dopatrzeć tego źródłowego doświadczenia, że modlitwa chrześcijanina jest przede wszystkim śpiewana.

Korzenie tego doświadczenia sięgają początku kontaktów człowieka z Transcendencją w erze przedreligijnej. Kiedy człowiek słyszał niezrozumiałe dla siebie dźwięki: uderzenie pioruna, szum wiatru, interpretował je jako przekaz od jakiejś wyższej rzeczywistości. Odpowiadając na te komunikaty, starał się je imitować. I to była jego pierwsza religijno-muzyczna odpowiedź.

…jakby człowiek czuł, że zwykła mowa to za mało wobec takiej rzeczywistości.

Na to zwracał uwagę Joseph Ratzinger: wzorcowy obraz modlitwy Żydów, który chrześcijanie przejęli od nich, to śpiew Izraelitów po przejściu przez Morze Czerwone. Człowiek, który został uratowany od śmierci, czuje, że jego słowa nie są w stanie wyrazić tego, co się wydarzyło. Zaczyna śpiewać, bo śpiew angażuje całe jestestwo – ciało, emocjonalność, intelekt. To jest chrześcijańska odpowiedź na bycie zbawionym.

Nie mamy jednak zapisu śpiewu Izraelitów po przejściu Morza Czerwonego. Nie wiemy, czy Jezus śpiewał.

Możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa powiedzieć, że Jezus śpiewał, bo tak się wtedy modlono. Z pewnością ciekawe są badania próbujące odpowiedzieć na pytanie, jak wyglądał śpiew w czasach Jezusa, ale w liturgii nie chodzi o rekonstrukcję przeszłości, tylko o to, by czerpiąc z historii, wiedzieć, jak możemy się zaangażować dziś.

Dlaczego zatem częściej się modlimy, mówiąc, niż śpiewając?

Problem z muzyką w Kościele jest wszędzie, przynajmniej w świecie zachodnim. W Polsce widać go w kulturze muzykowania, którą zgubiliśmy. Niewiele jest miejsc, w których się wspólnie śpiewa. Łatwiej puścić coś ze Spotify, niż samemu zaśpiewać. W szkołach muzycznych mamy niezły poziom kształcenia, ale w edukacji powszechnej jest źle. Nie mamy takiej kultury śpiewu, jaką mają na przykład kraje

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2022, nr 01, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść