maszyna do pisania
fot. Markus Winkler / UNSPLASH

W listopadzie 2020 roku ukazał się telewizyjny reportaż Don Stanislao, którego bohaterem był kardynał Stanisław Dziwisz, wieloletni osobisty sekretarz papieża Jana Pawła II. Reportaż prezentował dziennikarskie śledztwo, mające na celu znalezienie odpowiedzi na pytania o rolę obecnego arcybiskupa seniora archidiecezji krakowskiej w ukrywaniu przestępstw seksualnych, do jakich dochodziło w Kościele w ostatnich dekadach.

Rozmawiają Marcin Gutowski i Roman Bielecki OP

Czuje się pan człowiekiem, który podniósł rękę na Kościół?

Odnoszę wrażenie, że czasem próbuje mi się to wmówić i jest to dla mnie przykre, bo Kościół to dla mnie ważna wspólnota. Zawdzięczam jej to, co w życiu otrzymałem najcenniejszego, podstawę tego, kim dziś jestem, za kogo się mam i jak żyję. Nigdy się nie spodziewałem, że tak często będę słyszał zarzut o podnoszeniu ręki na instytucję, która jest mi bliska i którą kocham, chociaż od pewnego czasu jest to miłość bardzo trudna.

Trochę mnie to nie dziwi, skoro zrobił pan reportaż o kardynale Stanisławie Dziwiszu, który nie jest szeregowym księdzem, lecz jedną z ważniejszych postaci Kościoła, nie tylko w Polsce. Czy tego chcemy, czy nie, taki materiał dotyka także osoby papieża Jana Pawła II.

Jestem dziennikarzem i moja praca polega na tym, żeby pokazywać to, czego inni pokazywać nie chcą. To jedno. A po drugie, to kwestia podejścia do papieża. Sposób, w jaki rozmawiamy o nim w Polsce, rodzi we mnie pytanie, czy to jest jeszcze chrześcijańskie, skoro traktujemy go tak, jakby był Bogiem.

Nie boi się pan, że film podważy jego świętość i zachwieje całym dorobkiem, który po sobie zostawił?

Boję się, cały jestem złożony z pytań, wątpliwości i lęku, bo jest to dla mnie istotny temat. I dlatego tym bardziej czuję się zobowiązany do tego, by się tym wszystkim zająć.

Jest pan z pokolenia, które znało Jana Pawła II.

Tak.

Pewnie był pan na jakiejś mszy z papieżem, a może nawet na audiencji?

Na audiencji nie, ale widziałem go przy okazji jednej z pielgrzymek. A w 2005 roku pędziłem na złamanie karku do Rzymu, żeby zdążyć na jego pogrzeb, z dnia na dzień podejmując decyzję, żeby tam być, modlić się i płakać. Nawet za cenę spania pod namiotem na chodniku. On jest dla mnie ważnym punktem odniesienia.

I dlatego wziął pan pod lupę kogoś, kto był prawą i lewą ręką Jana Pawła II?

A nie powinienem tego robić? Przecież pod adresem księdza kardynała pojawiły się poważne zarzuty krycia przestępstw seksualnych, postawione w przestrzeni publicznej.

Moim obowiązkiem jako dziennikarza nie jest zadawanie pytań tym, którzy chcą na nie odpowiadać i chwalić się swoimi osiągnięciami, ale przede wszystkim tym, którzy mają coś do ukrycia i nie są chętni do udzielania odpowiedzi.

Dlaczego ksiądz kardynał od tak dawna nie chce tego zrobić, to jest pytanie do niego.

Jak wpływa na pana to, czego się pan dowiaduje?

To się zmienia. Na początku byłem przekonany, że jest dobrze i że są obszary czyste, co do których nie będę miał wątpliwości. To znaczy, że Jan Paweł II otaczał się nieodpowiednimi ludźmi i t

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2022, nr 01, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść