Udzielanie chrztu
fot. pexels pixabay

Odkąd jestem farorzem, jednym z moich obowiązków jest udzielanie chrztu. Trafił mi się już chrzest osoby dorosłej, a więc i katechumenat, i mistagogia, ale zdecydowana większość to chrzty dzieci. A dokładniej jeszcze: niemowląt. Te zaś – jak chyba powszechnie wiadomo – Kościół dopuszcza do chrztu w oparciu o wiarę i płynącą z niej prośbę rodziców (lub opiekunów prawnych). I w tym miejscu, jak już pewnie się domyślacie, zaczynają się schody. Duszpasterz ma graniczące z obowiązkiem prawo odmowy chrztu jedynie wtedy, gdy jest pewien, że dziecko nie zostanie wychowane w wierze. Osiągnięcie takiej pewności jest niezwykle trudne, więc jeśli rodzice deklarują się jako wierzący, dziecko należy ochrzcić – nawet jeśli istnieje poważna wątpliwość co do tego, jak ta deklaracja przekłada się na praktykę życia.

Muszę się przyznać, że bardzo lubię prowadzić przedchrzcielne katechezy dla rodziców i potków (potka i potek to odpowiednio matka i ojciec chrzestny). Z kilku powodów. Po pierwsze: jestem ciekawski, a to świetna okazja, żeby się spotkać z parafianami i ich poznać. Często są to spotkania z tymi, których na niedzielnej mszy raczej nie zobaczę. Nierzadko są to młode małżeństwa, które dopiero się tu wprowadziły, i okołochrzcielne zabiegi są ich pierwszym kontaktem z parafią, o farorzu nie wspominając. A w bonusie są jeszcze potka i potek, często z innej parafii, diecezji, regionu.

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2022, nr 01, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść