Plaża doznań treściwych
fot. eriks abzinovs / UNSPLASH.COM

Plaża doznań treściwych

, 0 recenzji

Nasze jedzenie nadmorskie śmierdzi fryturą, pochodzi z bud zapuszczonych i brudnych. Jest idiotycznie niedopasowane do pory roku, nadmiernie obfite, często wręcz prostackie.

Polska plaża, taka, jaką sobie odtwarzam z pamięci: skwar i wiatr, mnóstwo ludzi, wrzask, piwo, zapachy olejków i żarcia. Latanie za motorówką, wycie silników, muzyka: nie wiadomo skąd, ale zawsze jest głośna muzyka. A kilometr-dwa dalej ludzi o wiele mniej i jakby tak dziko, i zapach morza, i pewnie dlatego nikt tam nie idzie. Dlatego, dawno już temu, złożyłem sobie przysięgę: plaża – tak, ale nigdy w sezonie. Przysięgi dotyczą nie tylko plaży zresztą, z Zakopanem mam podobnie, ale jeszcze ostrzej: nigdy, o żadnej porze. Takich miejsc, dla mnie zakazanych, jest coraz więcej.

Bierze się to z niechęci do zachowań stadnych oraz z powodów natury gastronomicznej: nie rozumiem, jak można jeść ulubione polskie dania kuchni nadbałtyckiej, nie rozumiem, jak wśród tych zapachów można zaznać ukojenia. Żywię do nich odrazę i jest to odraza wbijana do głowy przez długie lata. Wiem, o czym mówię. Zaliczyłem już parę prób. Spróbuję opowiedzieć własnymi słowami.

Smażalnia znaczy wakacje

Skojarzenie pierwsze, prawdziwe: woda – ryba. Nad wodą jesteś, narodzie, do ryby ciągnie, nic bardziej zrozumiałego. To ja może od razu zrzucę z siebie garb wspomnienia, od razu na stół wyładuję to, co mnie od pewnego czasu przyprawia o dreszcz. Na wakacjach byłem, nieważne gdzie, i jakoś tak się złożyło, że ostatni dzień wypadł nad morzem. Jeden dzień, radzę na ten detal zwrócić uwagę. Spędzałem go leniwie, w wąskim gronie ludzi najbliższych, i oprócz włóczenia się w okolicach portowych, oprócz picia kawy w cenach niebotycznych (serio – najdroższa kawa mojego życia), oprócz gapienia się na fale, poszliśmy coś zjeść. Głód wypadł blisko smażalni.

Słowo „smażalnia” nad morzem brzmi szczególnie; dźwięczą w nim pięknie – bo ja wiem? – wspomnienia pragnień spełnionych i niespełnionych; „smażalnia” znaczy piasek, wakacje, domek kempingowy, no, przeładowane jest to słowo emocjami. Słowo „smażalnia” jest też poniekąd tożsame z Bałtykiem, z ukoronowaniem roku harówy. Nad morzem być i do smażalni nie pójść byłoby czystą głupotą.

Ta konkretna smażalnia była namiotem z przyległościami – chodzi tu o tłuste ławy biesiadne, o parasole nie do pary, reklamujące głównie piwo. Chodzi tu również o stoliki i połamane krzesła z plastiku, który niegdyś (tak się domyślam) musiał być biały; chodzi także o kosze przepełnione plastikowymi tackami i sztućcami. W namiocie panował intensywny odór tłuszczu, ale praca odbywała się przynajmniej na widoku; ol

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się