Oburzające prawdy

Oburzające prawdy

Oferta specjalna -25%

Dzieje Apostolskie

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Radosławowi Wiśniewskiemu

Dorota Nieznalska za instalację pt. Pasja została skazana przez sąd za obrazę uczuć religijnych. Artystka, jej dzieło, jak również cała sprawa są niezwykle kontrowersyjne. Poruszamy się wszak po bardzo delikatnym gruncie, którym są uczucia. Nie możemy zapomnieć również o tym, że sama sztuka jest także ich wyrazem. Jestem przekonany, że nawet w sprawie tak delikatnej jak nasze odczucia i wrażliwość można spokojnie i rzeczowo porozmawiać. Sąd, skazując Nieznalską, zastrzegł, że nie zna się na sztuce. Ja też się nie znam. Czy to znaczy, że sztuka jest tylko dla starych wyjadaczy bezbłędnie rozumiejących artystów? O naiwny! — myślałem, że sztuka jest dla ludzi z odrobiną wrażliwości. Czy brak dyplomu ukończenia Akademii Sztuk Pięknych dyskwalifikuje mnie? Nie zabieram głosu jako specjalista. Zabieram głos jako potencjalny odbiorca, dla którego ponoć się tworzy sztukę.

Przeciw, a nawet za

Pasja Doroty Nieznalskiej zrobiła więcej zamieszania, niż jest w rzeczywistości tego warta. Instalacja artystki składa się z filmu wideo ukazującego sapiącego, pocącego się mężczyznę w siłowni oraz z równoramiennego krzyża, na którym zostały przedstawione męskie genitalia. Praca Nieznalskiej zyskała sobie rozgłos w związku z gwałtownymi protestami, których agresja i „święte oburzenie” konkurować mogły jedynie z mierną argumentacją zawartą w liście obrońców dokonań artystki (www.spam.art.pl/nieznalska/list.html). Obrona okazała się niedźwiedzią przysługą — list jeszcze bardziej pogrążył Pasję. Mamy więc do czynienia z dziełem artystycznym, które przerasta zarówno swoich oponentów, jak i zwolenników. Nie wynika jednak z tego, że mamy do czynienia z arcydziełem sztuki współczesnej.

Przeciwnicy instalacji wnieśli oskarżenie do sądu, ale w jego sprawiedliwość chyba niezbyt wierzyli, skoro czuli się zmuszeni pikietować przed nim. Na ich twarzach dostrzegałem jedynie skurcze wściekłości lub bólu. Nie było w ich postawie rzeczowych argumentów, spokojnej rozmowy, atmosfery dialogu, komunikat był jeden: jest tylko jedna racja, i to my ją mamy. Oskarżyciele i oskarżona nie próbowali się zrozumieć. Protesty przeciwników wyrażone w takiej, a nie innej formie przyczyniły się jedynie do tego, że instalacja Nieznalskiej zyskała większy rozgłos. Pokazało to kilka smutnych faktów. Nasza wiara, nasze chrześcijaństwo są tak słabe, nieporadne, zagrożone, że trzeba ich bronić przed każdym wątpliwym nawet dziełem sztuki (które wcześniej czy później i tak przeminie). Nie potrafimy rozmawiać o wierze. Jest to temat tabu.

Zarówno list obrońców Nieznalskiej, jak i słowa artystki, dowodzą, że nie było jej intencją obrażanie uczuć religijnych. Autorka Pasji musiała chyba niedawno przyjechać do Europy i mieszka w Polsce zaledwie od kilku dni, skoro nie dostrzegła, że żyjemy w kulturze judeochrześcijańskiej. W Europie przedstawienie krzyża zawsze będzie nieodparcie kojarzone z chrześcijaństwem i osobą Jezusa. Twierdzenie, że krzyż z instalacji nie odnosi się do narzędzia zbrodni popełnionej na Chrystusie, wykazuje jedynie, że Nieznalska nie jest świadoma, w jakiej kulturze żyjemy. Nie mniej problematyczny jest tytuł. Słowo „pasja” ma dwa znaczenia: męka i namiętność. Nasza kultura nieodmiennie kojarzy krzyż, twarz męczącego się mężczyzny i słowo „pasja” ze śmiercią Chrystusa. Łącząc różne elementy instalacji Nieznalskiej, można odnieść wrażenie, że Jezus potraktował swoją śmierć jako potwierdzenie własnej męskości. Masochizm jednak nie zbawił ludzkości.

Co autorka miała na myśli?

O czym jest więc Pasja Doroty Nieznalskiej? O człowieku czasów współczesnych. Współczesny Adam umieszcza na krzyżu swoje kompleksy. To nie są pragnienia życia w jedności z Bogiem, przeżywania wraz z Nim swojej szczęśliwości. Człowiek przed pragnieniem Boga umieszcza realizację swoich dążeń. Film wideo z mężczyzną ćwiczącym swoje ciało i genitalia wpisane w krzyż — ta instalacja pokazuje, że nosimy w sobie pragnienia samozbawienia. Chcemy być męscy, więc oddajemy się temu z pasją, nie bacząc na ból i cierpienie. Samorealizacja, czyli dosięgnięcie kanonu współczesnego wyglądu, usuwa w cień to, co ofiarował nam Jezus. Odrzucamy to, co pokazuje krzyż w chrześcijaństwie — człowieczeństwo i bycie dla innych. Genitalia symbolizują pierwszeństwo w zaspokojeniu potrzeb biologicznych. Chcemy żyć w dostatku materialnym, zabezpieczeni finansowo i uczuciowo. Nie pragniemy jednak życia, które byłoby pasją dla Boga i ludzi.

Tego nie powiedziała nam ani sama artystka, którą dzieło najwyraźniej przerosło, ani zagorzali przeciwnicy. Nie uczynili tego również jej obrońcy. Pasja nie jest arcydziełem artystycznym, choć jej autorka zyskała niesamowitą popularność. Instalacja artystki nie zasługuje na takie zainteresowanie. Każde pisanie o tym, co wywołała Pasja, jest robieniem Nieznalskiej mimowolnej reklamy. Jeśli Nieznalska jest artystką, to za jakiś czas z pewnością zobaczymy jej kolejne dokonania. Obawiam się jednak, że czegokolwiek by nie stworzyła, zawsze pozostanie to w cieniu głośnej instalacji. Nie ma nic gorszego dla twórcy, jak niedostrzeganie jego aktualnych dokonań. Paradoksalnie Pasja może stać się dla Nieznalskiej krzyżem.

Zastanówmy, co jest takiego oburzającego w pracy artystki? Czy chodzi tu o eksponowanie genitaliów, czyli nagość? Być może praca skazanej przez sąd artystki przynosi więcej refleksji, niż jesteśmy skłonni przyznać?

Król jest nagi

Jest taka bajka o niewidzialnych szatach króla. Za siedmioma górami, za siedmioma lasami żył sobie władca. Na jego dworze pojawiło się dwóch oszustów podających się za najlepszych projektantów mody. Udało im się przekonać próżnego monarchę, że ich ubrania są szyte z niezwykłego materiału. Jest on tak delikatny, że zmysły zawodzą: nie można go ani dotknąć, ani zobaczyć. Materiał ten — najwyższej klasy — jest pragnieniem niejednego z władców. Oszuści tną powietrze nożycami, kłują igłami, robią przymiarki i każą sobie drogo płacić. Podczas uroczystości monarcha pokazuje się jedynie w bieliźnie, mniemając jednak, że odziany jest w najpiękniejsze szaty z niezwykłego i drogocennego materiału. Bojąc się gniewu władcy, nikt z jego poddanych nie ma śmiałości powiedzieć, że król jest w rzeczywistości nagi.

Przedstawiona pokrótce historia ma olbrzymie znaczenie dla chrześcijaństwa. Krzyż, znak pokory i zwycięstwa, staje się krucyfiksem, gdy umieszczona zostaje na nim postać Jezusa. Opisy Jego śmierci przedstawione przez ewangelistów nie pozostawiają żadnych wątpliwości. Oprawcy zdarli z Jezusa wszelką odzież. Poniżenie ukazywało Jego całkowitą bezbronność. Widok tego skrwawionego, wyszydzanego człowieka był dla wielu współczesnych znakiem hańby. Ten zmaltretowany mężczyzna, z trudem walczący o oddech, miał być Synem Bożym? Bóg jest przecież samym pięknem. Jak to możliwe, aby tak zbrukać człowieka? Nie tylko współcześni Jezusowi nie mogli sobie poradzić z tą myślą. Podobne problemy przeżywa nieustannie sztuka chrześcijańska. Wyobrażenia męki i śmierci Jezusa pozostają na ogół dalekie od jakiegokolwiek realizmu. Obrazy z drogi krzyżowej, krucyfiksy w kościołach są wszak przedstawieniem artystycznym, nie zaś sprawozdawczym. Chrześcijańscy artyści okazali się bardzo miłosierni dla swego Mistrza. Ukrzyżowany zazwyczaj nie wygląda na pobitego. Jego widok jest znośny, nawet estetyczny, przez co daleki od prawdziwości doświadczonego cierpienia. Artyści, przedstawiając Jezusa na krzyżu, oszczędzili Mu tego wszystkiego, co w rzeczywistości przeszedł. Jego nagość zasłonili przepaską biodrową. Dziś raczej niewielu zdaje sobie sprawę, że nie jest to dokładny obraz. Nasz Król jest nagi.

Ubrani w ciało

Nagość Jezusa miała potęgować Jego wyszydzenie. Jezus był prawdziwym człowiekiem. Gdy przemocą zdarto z Niego ubranie, z pewnością czuł to, co każdy z nas w takiej sytuacji: poniżenie, wstyd, poczucie śmieszności własnej osoby wobec wytykających palcami. Nagość Jezusa nie ma jednak niczego wspólnego ze współczesnym obnażeniem.

Powszechnie uważa się, że żyjemy w epoce, w której olbrzymią rolę odgrywa ciało. Reklamy towarów tak różnorodnych i niemających ze sobą wiele wspólnego, jak telefon komórkowy, ubezpieczenie, samochód, napój, ubranie, mają jednak ten sam mianownik. Jest nim ciało. Nagość jest towarem. Nie jest istotne, co dany produkt lub firma może nam zaoferować, w istocie przecież pamiętamy i kojarzymy je z konkretnym ujęciem modelki lub modela. Słowa nie są już wiarygodne, nie są już potrzebne. Znacznie więcej ma do powiedzenia ciało. Współcześnie zwraca się olbrzymią uwagę na nasze zachowanie podczas spotkań, obserwując tzw. mowę ciała. Mimiką i gestami przekazujemy więcej prawdziwych informacji niż werbalnie. Nasze ciało jest więc bardziej wiarygodne od tego, co mamy do powiedzenia. Sztukę mówienia ciałem przy jednoczesnym wypowiadaniu słów nieistotnych, nieważnych doskonale opanowali politycy, ludzie show–biznesu, ci współcześni liderzy, którzy swoim wizerunkiem mają poruszyć całe społeczeństwo.

Eksponowana nagość nie ma jednak wiele wspólnego z realnością. Prezentowane nam obrazy przedstawiają nagość ubraną w ciało. Nie dostrzegamy starości, blizn, znamion. Prezentuje się nam modelki i modelów ubranych we wspaniale rozwiniętą muskulaturę, mających idealne, niemal nierzeczywiste proporcje, zawsze opaloną skórę, która niezmiennie jest połyskliwa i jędrna. To nie jest nagość naturalna, lecz upozorowana.

Ciało ma szokować. Ma się wryć w pamięć. Gdy nie ma już żadnego przesłania, wtedy nie liczą się słowa, nie liczą się już nawet czyny. Pozostaje epatowanie własną cielesnością. Artyści estrady, ale również ludzie pragnący znaleźć się w kręgu zainteresowania, zniekształcają swoje ciało, aby zwrócić na siebie uwagę. Przekłuwane i tatuowane w niespotykanych miejscach ma nam głęboko zapaść w pamięć. Chcąc zaistnieć dla innych, ludzie wszywają sobie pod skórę drogocenne kamienie lub piłują zęby. Kłamstwem jest, że tego typu modyfikacje ciała są tylko dla jego właściciela, „dla siebie”. One są dla innych — oni mają patrzeć, pokazywać, omawiać. Dostrzegać.

Jakże bardzo różni się nagość Jezusa od współczesnego kultu ciała.

W klozecie

Sztuka współczesna bardzo często jest niezrozumiała. Problemy z odbiorem dokonań artystów nie są jedynie właściwością epoki nam współczesnej. Ludzie w każdej epoce mieli kłopoty ze zrozumieniem swoich twórców. Sztuce współczesnej zarzuca się jednak, że celowo obraża uczucia religijne. Jest to sąd bardzo lekkomyślny i krzywdzący.

Pamiętam, że podczas oglądania obrazów Jacka Malczewskiego z lwowskich zbiorów zauważyłem jedno płótno, które wywarło na mnie niezapomnianie wrażenie. Obraz nosił tytuł Chrystus i Samarytanka. Uwagę zwracał fakt, że twarz Jezusa była w rzeczywistości autoportretem samego twórcy. Czy już w tym momencie powinienem wnieść oskarżenie o obrazę uczuć religijnych, tylko dlatego że parę osób było zniesmaczonych?

Obawiam się, że pamięć chrześcijan jest dosyć wybiórcza. Zachwycamy się na przykład obrazem Chrystus świętego Jana od Krzyża Salvadora Dali, lecz nie chcemy pamiętać, że w dorobku tego artysty znajdują się również dzieła gorszące. Pamięć chrześcijan szwankuje też w inny sposób. Najczęściej pamiętamy i komentujemy tę twórczość, która sprawia nam przykrość. Bardzo rzadko dzielimy się tymi dziełami, które nas twórczo natchnęły, zainspirowały czy dały nadzieję. Dziś każdy zna nazwisko Nieznalskiej skandalistki, lecz nie jest w stanie podać pozytywnego kontrkandydata.

Nie sposób jednak zaprzeczyć, że niektóre dzieła obrażają uczucia religijne. Najlepszym tego przykładem jest instalacja sprzed kilku lat pt. Pisschrist. Przedstawia pisuar, w którym umieszczono krucyfiks. Dzieło spotkało się z falą krytyki. Pierwsze spotkanie z tym wątpliwym dziełem jest wstrząsające. Jeśli miało poruszyć odbiorcę, to niewątpliwie zamiar ten się udał. Nie chcę bronić pisuaru z krucyfiksem, jednak wydaje mi się, że gwałtowne oburzenie przesłoniło refleksję. W czasie świąt Bożego Narodzenia przeżywamy dramatyczną sytuację. Nikt nie chce przyjąć bliskiej rozwiązania Maryi. Ten opis jest nam bardzo dobrze znany, przesiąkliśmy nim. Słysząc tę historię od tylu już lat, być może przyjmujemy ją jak coś oczywistego, nie zadając pytań. Wzruszający opis, w którym czytamy, że „owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie” (Łk 2,7) nie pozostawia wiele wątpliwości. Żłób jako kołyska, stajnia lub obora 1 jako miejsce porodu. Ani śladu cudowności, anielskich fanfar, przepychu, złagodzenia ostrości tego świata. Nikt nie śpiewa kolęd, nie siedzi przy stole z czystym obrusem, nie ma prezentów. Jest realizm: smród zwierząt, ich odchodów, naprędce ubite siano, aby nie raniło niemowlęcej skóry. Na kilka (kilkanaście? ile?) dni bydlęcy żłób zmienia swoje przeznaczenie. Jezus przychodzi na świat w warunkach urągających człowiekowi, a mimo to Bóg godzi się na to. Czymże jest czyjeś wątpliwe dzieło wobec prawdy chrześcijaństwa? Czymże jest pisuar w porównaniu z ludzkim sercem, które potrafi być kloaką, a mimo to Pan chce w nim przebywać?

Spalić wszystkie księgi

Jest w uczniach Jezusa ciągła pokusa przywoływania Go do porządku, bycia poprawniejszym do Niego. Taką postawę dostrzegamy zarówno wśród apostołów, jak i wśród współczesnych. Czytamy w Ewangelii, jak oburzeni uczniowie z Janem na czele skarżą się Jezusowi, że ktoś wyrzucał złe duchy w Jego imię, ale zabronili mu tego, bo nie przebywał razem z nimi. Odpowiedź Mistrza jest prosta: „Przestańcie zabraniać; kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami” (Łk 9,50).

Niebezpieczna jest tendencja potępiająca odgórnie to wszystko, co burzy nasz ustalony spokój. Sztuka współczesna prowokuje, wstrząsa, lecz nie usprawiedliwia to całkowitego jej przekreślenia. Odrzucenie rzeczy często niezrozumiałych i brak woli ich zrozumienia jest w rzeczywistości zachowaniem pokazującym wewnętrzną słabość. Człowiek chwiejny, nieumocniony w wierze, będzie uciekał od tego, co może podważyć jego życie duchowe lub nim zachwiać. Jak słabe musi być chrześcijaństwo, jeśli należy je strzec przed zderzeniem ze współczesnością. Istnieje w nim tendencja odgrodzenia się od wszystkiego, co nie mieści się w ogólnie przyjętym kanonie. Przyjmuje ona hasło spalenia wszystkich książek, które mogłyby zaszkodzić naszej wierze. Spalmy więc Nietzschego, Marksa, Freuda. Będzie bezpieczniej. Dorzućmy jeszcze kilku współczesnych, najlepiej tych, z którymi się nie zgadzamy. Zostawmy jedynie Biblię. W rzeczywistości wprowadzenie takiego zamiaru w czyn byłoby najczystszą herezją. Ani pluralizm poglądów, ani zderzenie kultur czy też postmodernizm nie są w stanie zagrozić Ewangelii. Jezus narodził się przecież w prawdziwym tyglu kultur judaistycznej, hellenistycznej i rzymskiej.

Odrzucenie nowego i niepokojącego na rzecz starego i sprawdzonego jest sprzeciwem wobec rozwoju zarówno własnego, jak i drugiej osoby. Jeśli jest to czyimś życzeniem, to może poprzestać na tym, kim jest w tej chwili, ale czy ma prawo zabraniać wzrostu innym ludziom? Umiejętnością jest czerpanie zarówno z tradycji obcej, jak i własnej, będąc otwartym na chwilę obecną oraz przyszłość. Chrześcijaństwo stało już, i jak widać, nieustannie to powtarza, przed problemem kultury. Tworzyć własną od początku, co oznacza mozolne powtarzanie nieraz już znanych prawd i na ich „chrzczenie”, czy też korzystać z ogólnoludzkiego doświadczenia wyrażonego również w systemach i światopoglądach pogańskich? Zdania były i do tej pory są wciąż podzielone. Rozważając ten problem, św. Augustyn opowiedział się za czerpaniem z innych kultur: „Jeśli filozofowie [pogańscy] wypowiedzieli przypadkiem prawdy pożyteczne dla naszej wiary, zwłaszcza filozofowie platońscy, nie tylko nie należy się tych prawd obawiać, ale należy je, ku pożytkowi naszemu, odebrać tym posiadaczom nieprawnym” 2. Kościół istnieje w świecie i pośród świata — jego udręk, problemów i nadziei. Zamykając się na świat, stałby się sektą.

Blask prawdy

Jaka jest granica obrazy? Obrazy uczuć religijnych zwłaszcza? I czy nie wycieramy sobie gęby, przywołując religię, aby podtrzymać swój gniewny profil? Uczucia należą do sfery bardzo subiektywnej. Są też uczucia dotyczące wspólnego dobra: wiary, ojczyzny, godności ludzkiej. Temat „skandalizującej” artystki został sztucznie wywołany przez media, ponieważ społeczeństwo w większości ani nie widziało Pasji, ani się nią zbytnio nie przejęło. Odnoszę wrażenie, że oskarżyciel Nieznalskiej chciał zyskać na popularności w bardzo tani sposób. Spotkała go za to kara: w mediach pojawia się nie jego nazwisko, lecz artystki. I bardzo dobrze, bo gdy ktoś zasłania się uczuciami religijnymi, jestem bardziej niż sceptyczny. Często w przeszłości najwięksi obrońcy religijności okazywali się pieniaczami nawołującymi w konsekwencji do wojny. Tak było w czasie wojny trzydziestoletniej w XVII wieku, w Serbii zaledwie kilkanaście lat temu i ostatnio w czasie zamachów w USA.

Każdy człowiek przeżywał w swoim życiu etap walki z Bogiem. Każdy z nas był Jakubem walczącym w ciemnościach (por. Rdz 32,25–32). Być może zmaganiom towarzyszył pewien bluźnierczy okres. Któż z nas nie miał takich chwil w swoim życiu, że wywrzeszczał Bogu w niewybredny sposób całą swoją wściekłość, własną niemoc, poczucie opuszczenia, udręki ponad siły i gorycz? Ilu z nas stanęło na krawędzi bluźnierstwa? Biblia pokazuje wiele takich postaci: Jakuba, Hioba, siostry Łazarza. Dla wielu z nas były to sytuacje kryzysowe, graniczne. W nich coś się zaczynało lub kończyło. Przechowujemy je, nieraz najgłębiej w sobie, jako bardzo ważne dla nas. Jako dowód naszego człowieczeństwa. Wiara, by przypomnieć słowa ks. Józefa Tischnera, nie jest spokojnym, niewzruszonym strumieniem, ale „wielkim wewnętrznym sporem człowieka o siebie, o swą miłość, o swego bliźniego i swego Boga” 3. Artyści są może o tyle uczciwsi od nas, że dokumentują ten okres poprzez swoją twórczość. Ich szokujące dzieła są lustrami pokazującymi najciemniejsze strony naszego życia wewnętrznego. Sztuka jest zapisem sytuacji duchowej. Język bólu, opuszczenia, sytuacji granicznej człowieka, pozostaje niezrozumiały co do szczegółów, jednak jego wymowa ogólna jest doskonale znana. Najwłaściwszą postawą jest wtedy milczenie i szacunek.

Co począć jednak z dziełami artystów, które jednoznacznie szydzą z chrześcijaństwa? Takich dokonań artystycznych było już wiele. Wiele już kłamstw powiedziano na temat Jezusa, wysługując się bądź to historią, polityką, światopoglądem czy nawet sztuką. Ze wszystkich tych szykan chrześcijaństwo wychodziło bez większego szwanku. Jest zadziwiająca prawidłowość w dziejach człowieka, że im bardziej Jezus jest poniżany, tym bardziej lśni Jego prawda. Nie wydaje mi się, żeby należało bronić chrześcijaństwa. Ono doskonale broni się samo; mało tego — broni również nas (przed nami samymi?). Niejednokrotnie krytyka religii przyczynia się do odkrycia na nowo jej właściwego przesłania. W tym sensie Pasja Doroty Nieznalskiej sprowokowała do pełniejszego, bardziej aktualnego odczytania prawd zawartych w chrześcijaństwie.

Myślę, że każdy ma odmienną wrażliwość w kwestii uczuć religijnych. Nie jesteśmy przecież monolitem. Nie wiem, w czyim imieniu wystąpiono przeciw Nieznalskiej, bo na pewno nie w moim. Mierzi mnie, gdy ktoś próbuje się mną wysługiwać. Być może mam większą granicę, za którą następuje znieważenie mnie i bliskich mi wartości. Nie napawa mnie to jednak niepokojem. Większą szkodę wyrządziła już raczej zapalczywość oskarżycieli, ich butny głos świętego oburzenia, który wyeliminował możliwość wszelkiej rozmowy i refleksji. Nie należy bronić chrześcijaństwa. Prawda obroni się sama.

1 J. Duquesne, Jezus, Gdańsk 1996, s. 29.
2 J. Le Goff, Kultura średniowiecznej Europy, Warszawa 1970, s. 122.
3 J. Tischner, Ksiądz na manowcach, Kraków 2001, s. 20.

Oburzające prawdy
Marcin Cielecki

urodzony w 1979 r. – polski poeta, eseista, recenzent, pisarz.  Autor m.in. zbioru esejów Miasto wewnętrzne, książek poetyckich Ostatnie Królestwo, Czas przycinania winnic....