O pewnym Kaszubie emigrancie

O pewnym Kaszubie emigrancie

Oferta specjalna -25%
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Mało kto wie o radości, która ogarnęła 95 lat temu Polonię w Chicago i w całych Stanach Zjednoczonych na wieść o wyborze pierwszego polskiego biskupa na ziemi amerykańskiej. Został nim zaledwie 36-letni emigrant, proboszcz polskiej parafii św. Michała Archanioła na południu Chicago, ks. Paweł P. Rhode. „Habemus Episcopum” – Mamy biskupa – taki nagłówek umieścił wówczas „Dziennik Chicagowski”.

Nominacja ks. Rhode była uwieńczeniem wieloletnich starań polskiego duchowieństwa i wiernych, by kilkumilionową już wówczas amerykańską Polonię mógł wesprzeć biskup, który rozumie jej mentalność, obyczaje i duchowość, jak również jej pragnienie modlenia się i kształcenia dzieci po polsku. Wybór biskupa spośród duchowieństwa polonijnego miał być także znakiem, że Polacy traktowani często jako obywatele drugiej kategorii przynajmniej w Kościele będą mogli poczuć się prawdziwie równi. Ks. Aleksander Syski pisał w 1934 roku:

Zafukany, wystraszony, spracowany, bezdomny, a do tego w kościele nawet w kruchcie tylko trzymany i do nawy nie puszczony robotnik polski po raz pierwszy w Ameryce przez wyniesienie J. E. ks. Biskupa Rhodego do godności biskupiej, poczuł się wolnym i równouprawnionym z innymi narodowościami w Ameryce, które go poniewierały 1.

W takim kontekście łatwiej można zrozumieć niebywałe przyjęcie, które w dzień święceń biskupich 29 lipca 1908 roku zgotowali nowemu biskupowi Polacy z Chicago i z innych skupisk polonijnych Ameryki. W albumie upamiętniającym złoty jubileusz parafii św. Stanisława Kostki w Chicago w 1917 roku wspominano:

Radość Polonii całej z powodu tego wyniesienia rodaka naszego, kapłana polskiego, była nie do opisania! Pamiętają wszyscy owe olbrzymie demonstracye w mieście Chicago, ów niebywale liczny zjazd duchowieństwa polskiego z całych Stanów Zjedn., ów manifestacyjny pochód wspaniały po mieście z rydwanani, pochodniami, muzykami, sztandarami. Największy to był pochód, jaki kiedykolwiek urządziła Polonia chicagowska, uczestniczyły w nim wszystkie parafie, towarzystwa, organizacye, tysiące powozów i automobilów postępowało w milowodługim szeregu; zaczęty po południu trwał ów pochód do wieczora późnego i zapewne należał w ogóle do największych demonstracyi uroczystych, jakie kiedykolwiek widziało milionowe miasto nasze 2.

Reporter „Chicago Tribune” ocenił liczbę świętujących na prawie 200 tysięcy 3. Na uroczystość przybyło 500 (niektórzy podają 700) polskich księży, około 300 duchownych różnych narodowości (Czesi, Słowacy, Francuzi i inni), miejscowi księża oraz setki sióstr zakonnych. Wagę tego wydarzenia podkreślała ponadto obecność 12 biskupów i 3 arcybiskupów. Wszyscy oni razem z trzydziestotysięcznym tłumem uczestniczyli w paradzie, która przeszła od kościoła św. Jana Kantego do kościoła św. Stanisława Kostki, gdzie pod gołym niebem urządzono wielkie święto ludowe. Duże wrażenie wywarło szczególnie przemówienie Johna Irelanda — hierarchy z St. Paul w Minnesocie. Ujął się on za okupowaną przez zaborców Polską, nazywając rozbiory „zbrodnią stuleci”, i wyznał, że nigdy nie wątpił w ostateczne zmartwychwstanie Polski. Przyrównał również sytuację Polski do sytuacji ojczyzny jego przodków — Irlandii (pod jarzmem imperium brytyjskiego do 1922 roku), ponieważ oba narody dzieliły podobne cierpienia 4. Przemówienie arcybiskupa zostało owacyjnie przyjęte, chociaż spoza duchowieństwa tylko niewielu pewnie wiedziało, że należał on do jednych z najgorliwszych rzeczników amerykanizacji Kościoła w Stanach Zjednoczonych i był przeciwny nominacji polskiego biskupa.

Na końcu przemawiał Rhode, który nakreślił program swojej pracy biskupiej. Dziękując wszystkim, zaznaczył, że „pragnie być ogniwem łączności między Polakami, pragnie zbliżyć organizacje do siebie, koić rany, wyrównać różnice, służyć słowem i uczynkiem, abyśmy się nauczyli miłować jak bracia”. Podkreślił, że nie prosi o jakikolwiek inny przywilej poza tym, by mógł pracować dla arcybiskupa i księży, którzy dzieląc z nim siłę wspólnego pochodzenia i mając pieczę nad rodakami, powinni pracować jedynie nad tym, by „Polacy w tym kraju podnieśli się do najwyższego poziomu religijnej i społecznej prawości” 5.

Rzeczywiście było z kim i dla kogo pracować. Polonia w Stanach Zjednoczonych liczyła już w owym czasie kilka milionów osób, najliczniejsza zaś była w Chicago. Jak grzyby po deszczu w powstawały tutaj polskie parafie, poczynając od utworzonej w 1867 roku parafii św. Stanisława Kostki. Do końca XIX wieku w Chicago i okolicach istniały już 23 polskie kościoły, a w chwili wyboru Rhodego funkcje proboszczów pełniło 32 polskich księży. Dwie największe polskie parafie (św. Stanisława Kostki i św. Trójcy) liczyły wówczas łącznie ponad 60 tys. wiernych; w granicach administracyjnych Chicago, jak oficjalnie podawał burmistrz miasta Carter Harrison II, żyło 250 tys. Polaków. Również w innych stanach Polacy tworzyli spore społeczności, np. w Milwaukee mieszkało ich 65 tys., w Buffalo 70 tys., w Detroit i Pittsburghu po 50 tys., a 30 tys. w Cleveland 6. Z pewnością było ich jeszcze więcej, ponieważ wielu z nich nie było nigdzie zarejestrowanych. Liczni Polacy mieszkali również w mniejszych miastach i osadach rolniczych.

Zabiegi dyplomatyczne

Idea mianowania polskiego biskupa nie spotkała się z przychylnym przyjęciem ówczesnej hierarchii amerykańskiej. Episkopat amerykański, składający się niemal wyłącznie z duchownych pochodzenia irlandzkiego i w kilku przypadkach niemieckiego, bagatelizował problem narodowościowy w Kościele albo wybór etnicznego biskupa postrzegał jako krok wstecz w procesie amerykanizacji Kościoła w Stanach Zjednoczonych. Ponadto przeciwni nominacji Polaka byli nawet niektórzy polscy księża, zadowoleni z dotychczasowego stanu rzeczy. Zdecydowana większość polskich duchownych popierała jednak, i to bardzo silnie, wysiłki na rzecz wyboru polskiego biskupa w Stanach Zjednoczonych. Spośród wielu zaangażowanych w sprawę największe zasługi należy niewątpliwie przypisać ks. Wacławowi Kruszce, niezwykle energicznemu proboszczowi z Milwaukee, znanemu historykowi polonijnemu.

Jako pierwsi potrzebę polskiego biskupstwa lub też wikariatu apostolskiego już w 1870 roku dostrzegli amerykańscy zmartwychwstańcy. Jak pisał ks. Wincenty Barzyński (zmartwychwstaniec, późniejszy proboszcz parafii św. Stanisława Kostki w Chicago) w liście do generała zakonu:

Czy nam wolno deptać to, co Bóg stawia — narodowość, język? Czyż nie Bóg języki pomieszał, aby pokazać moc Ducha Świętego w języku katolickiej miłości? (…) Otóż potrzeba, aby dla missyi Słowiańskiej urząd, Wikaryat Apostolski, jeden na północną Amerykę, drugi na południową, któryby umiał mówić po polsku i pisać, i słuchać, i sądzić, i miał prawo od Boga przez Kościół — inaczej zgubicie tysiące dusz jeszcze niedobitych! Niemcy mają tylu biskupów dla siebie, ba nawet Francuzi ponauczali się, a bez wyjątku mają urzędników duchownych Niemcy i wszystkie inne narodowości. Słowianie nigdzie 7.

Początkowo działania zmierzające do powołania polskiego biskupa skupiały się na przekonywaniu do tej idei członków hierarchii amerykańskiej. Kiedy jednak nie przyniosły one żadnego rezultatu, postanowiono skierować sprawę bezpośrednio do Watykanu. Sytuacja stawała się tym poważniejsza, że znaczna część Polaków (liczona w dziesiątkach tysięcy) już wcześniej odeszła do Kościołów niezależnych od Rzymu i mających swoich własnych polskich biskupów (bp. Antoniego Kozłowskiego z Chicago, bp. Franciszka Hodura w Scranton) i proces ten się nasilał.

Znacznego wsparcia dla sprawy wyboru polskiego biskupa udzielił ordynariusz Milwaukee — abp Frederick Katzer. Choć sam był niemieckiego pochodzenia, widział konieczność powołania hierarchy z narodu, którego wyznawcy stanowili znaczną część wierzących w wielu amerykańskich diecezjach. Zimą 1901–1902 roku udał się on ze specjalną misją do Rzymu, by wesprzeć starania o polskiego biskupa. Jego śmierć w następnym roku, a także śmierć kard. Mieczysława Ledóchowskiego — prefekta Kongregacji Propagandy Wiary — zniweczyły jednak perspektywy rychłego załatwienia sprawy.

W maju następnego roku do Rzymu udał się więc ks. Wacław Kruszka, ale i on niewiele zdziałał, ponieważ umarł wówczas papież Leon XIII, na którego poparcie tak bardzo liczono. Dopiero 15 kwietnia 1904 roku ks. Kruszce udaje się uzyskać audiencję u nowego papieża — Piusa X. Według relacji ks. Kruszki to historyczne spotkanie trwało bardzo krótko. Papież, przeglądając przedstawione przez niego statystyki, dokumenty i oświadczenia, miał zapytać: „Czy teraz zamierza ksiądz wrócić do Ameryki?”. „Oczywiście — odparł Kruszka — ale co mam powiedzieć Polakom w Ameryce?”. Na to papież miał oznajmić: „Powiedz Polakom, że ich sprawa będzie rozwiązana zgodnie z ich życzeniami” 8.

Proboszczowie wybrali spośród siebie

Trzeba było jednak czekać kolejne trzy lata, by ta obietnica nabrała konkretnych kształtów. Stało się to wówczas, gdy wykazujący dużo zrozumienia dla polskich starań o równouprawnienie arcybiskup James E. Quigley, od czterech lat kierujący Kościołem w Chicago, udał się do Rzymu, gdzie raz jeszcze przedstawił papieżowi prośbę o polskiego biskupa. Sam Quigley wyjawił w czasie bankietu w dzień święceń Rhodego, że ojciec święty bardzo życzliwie zareagował na przedstawioną przez niego prośbę o powołanie polskiego sufragana dla Chicago. Potwierdza to, że obietnicę daną księdzu Kruszce cztery lata wcześniej papież potraktował bardzo poważnie. W 1905 roku wysłał nawet abp. Simona z Płocka, by ten dokładnie zbadał sytuację Polonii w Stanach Zjednoczonych.

Wybór nowego biskupa dla Chicago z polecenia papieża Piusa X miał się dokonać w niezwykły sposób. Sufragana Polaka dla Chicago mieli wyznaczyć spośród siebie miejscowi polscy proboszczowie. Przybyli oni na bezprecedensowe spotkanie do katedry w wyznaczonym przez Quigleya terminie — 16 sierpnia 1907 roku. Większość (26 na 32 obecnych) oddała głos na proboszcza z parafii św. Michała Archanioła — ks. Pawła Rhode. Papież przyjął wynik głosowania i 7 maja 1908 roku Rhode otrzymał dekret nominacyjny 9.

Bardzo szybko miało się okazać, jak trafny był to wybór. Sakra biskupia i osobiste przymioty ducha uczyniły wkrótce z biskupa Rhodego niekwestionowanego duchowego przywódcę nie tylko Kościoła chicagowskiego, ale również całej Polonii amerykańskiej.

Z Wejherowa do Chicago

Paweł Rhode urodził się na ziemi kaszubskiej w Wejherowie 16 września 1870 roku. W dziewiątym roku życia, po śmierci ojca, wraz z matką przybył do Chicago i zamieszkał na Stanisławowie, czyli w okolicach parafii św. Stanisława Kostki. Jak podaje album jubileuszowy parafii, uczęszczał on do „szkoły stanisławowskiej i w [tym] kościele przystępował do pierwszej Komunii św., co dla najstarszej polskiej parafii jest prawdziwym zaszczytem i chlubą niemałą” 10. Uczył się następnie w St. Mary College w Kentucky, kolegium jezuickim w Chicago i w seminarium św. Franciszka w Wisconsin. W 1894 roku otrzymał święcenia kapłańskie i został mianowany wikariuszem w polskiej parafii św. Wojciecha w Chicago. Rok później otrzymał zlecenie zorganizowania nowej parafii św. Piotra i Pawła, a po dwóch latach mianowano go proboszczem parafii św. Michała w południowej części miasta, którą to funkcję pełnił nieprzerwanie przez 18 lat.

Biskup Rhode, zgodnie obietnicą daną w dniu świeceń biskupich, starał się pracować na rzecz załagodzenia konfliktów i rozbieżności między różnymi grupami i organizacjami polonijnymi. W 1909 roku pomyślnie połączył trzy organizacje zrzeszające kapłanów i utworzył z nich Stowarzyszenia Kapłanów Polskich. Stało się ono później zawiązkiem Zjednoczenia Kapłanów Polskich w Ameryce, które odegrało niezwykle ważną rolę w historii duszpasterstwa polonijnego. Było dla niego oczywiste, że pierwszym nieodzownym krokiem w celu konsolidacji obozu katolickiego musi być „związek jedności w samym duchowieństwie polskim” 11.

Koncyliarne nastawienie i rozsądek Rhodego ujawniło się także podczas kontrowersji odnośnie do wyboru polskiego biskupa w sąsiedniej archidiecezji Milwaukee. Usiłował on załagodzić wówczas konflikt powstały w tej sprawie między ks. Kruszką a następcą abp. Katzera — abp. Sebastianem Messmerem 12. Ostatecznie, w 1914 roku pomocniczym biskupem został tam ks. Edward Kozłowski z Bay City w stanie Michigan, który jednakże po kilkunastu miesiącach posługiwania niespodziewanie zmarł. Abp Messmer, który nigdy nie był przekonany do idei powołania polskiego biskupa, nie starał się już o nowego polskiego sufragana, zezwolił jednak księżom archidiecezji, by zapraszali Rhodego do sprawowania sakramentu bierzmowania lub na inne uroczystości.

Jak prymas

Rhode już wcześniej, będąc sufraganem w Chicago, odwiedzał różne polskie ośrodki religijne w Stanach Zjednoczonych, tak że przez wiele lat pełnił on faktycznie funkcję prymasa dla Polonii. Był do tego niejako zmuszony, gdyż do jego śmierci w 1945 roku w amerykańskim episkopacie, nie licząc biskupa Edwarda Kozłowskiego, znalazło się zaledwie trzech innych Polaków (bp Józef K. Plagens — od 1924 roku sufragan w Detroit, bp Stanisław V. Bona — od 1932 roku ordynariusz w Grand Island w Nebrasce oraz bp Stefan S. Woźnicki — od 1938 roku sufragan w Detroit).

Sprawa odpowiedniej reprezentacji dla Polaków wśród amerykańskiego episkopatu była przedmiotem stałej troski Rhodego. I tak, w 1921 roku, przybywając do Rzymu z wizytą ad limina, interweniował u papieża Benedykta XV w tej sprawie, ponieważ wśród 100 biskupów w Stanach Zjednoczonych nadal tylko on jeden był Polakiem. Prośba ta miała głębokie uzasadnienie: Polacy w Stanach Zjednoczonych ogromnym wysiłkiem stworzyli potężną sieć parafialną z niemałym zapleczem pozwalającym na działalność religijną, społeczną, kulturową i charytatywną. W roku 1921 istniały tu już aż 762 polskie parafie oraz 511 szkół z liczącą prawie 220 tysięcy rzeszą uczniów. W parafiach tych pracowało 1084 polskich księży i 3658 sióstr zakonnych.

Posługa Rhodego dla Kościoła w Chicago nie trwała jednak długo. Kiedy w 1915 roku przedwcześnie umiera arcybiskup Quigley (miał zaledwie 60 lat), wśród Polonii rodzi się cicha nadzieja, że jego następcą zostanie właśnie Rhode. Niestety, otrzymuje on wprawdzie nominację na ordynariusza, ale do diecezji Green Bay, na północy Wisconsin. Był więc pierwszym polskim biskupem, który samodzielnie zarządzał diecezją amerykańską. Diecezja była nieduża, ale Polacy stanowili w niej aż 30% wiernych. Można sądzić, że część duchowieństwa polskiego nominacji tej nie odczytała jako wyróżnienie, skoro jeszcze pięć lat później w specjalnym memoriale do Stolicy Apostolskiej postulowano między innymi przeniesienie Rhodego do diecezji mającej większą niż Green Bay liczbę Polaków (np. do Detroit czy Buffalo) 13.

W taki oto sposób Polonia chicagowska w jednym roku straciła dwóch wielkich orędowników: Rhodego i Quigleya. Szybko też dane jej było odczuć różnicę między podejściem, jakie do spraw polskich miał zmarły arcybiskup, a tym, które reprezentował jego następca kard. George W. Mundelein 14.

Przywitanie Rhodego w Green Bay było niemal tak samo okazałe jak w dniu jego święceń biskupich. Jak podawał „Dziennik Chicagowski”, w uroczystościach powitalnych jesienią 1915 roku w Green Bay uczestniczyło 50 tys. wiernych i 375 księży, a korowód podążający ze stacji kolejowej do katedry rozciągał się na ponad trzy kilometry. Ponadto, na trasie z Chicago do Green Bay pociąg, w którym jechał Rhode, zatrzymywał się wielokrotnie, witany przez tłumy Polaków.

W Green Bay

Biskup Paweł Rhode sprawował pieczę nad powierzoną mu diecezją Green Bay aż do swojej śmierci w 1945 roku. Jego następcą został Stanisław Bona, biskup diecezji Grand Island w Nebrasce, który podobnie jak Rhode, wywodził się z Chicago. Interesujące, że wraz z przyjściem biskupa Rhode do diecezji Green Bay rozpoczął się tam niezwykle długi okres rządów polskich biskupów, który trwał nieprzerwanie przez 75 lat. Ich poczet zamknął bp Adam Majda, który po kilku zaledwie latach pracy w Green Bay w 1990 roku otrzymał nominację na stolicę arcybiskupią w Detroit, a wkrótce potem kapelusz kardynalski.

Mimo oddalenia od Chicago i innych głównych ośrodków skupiających Polaków Rhode nadal aktywnie uczestniczył w życiu Polonii amerykańskiej. Był częstym gościem na zjazdach różnych organizacji polonijnych i działał na rzecz ich zbliżenia. Stanisław Osada — historyk ZNP, tak wspomina sposób działania Rhodego:

Widziałem go na Sejmie Zjednoczenia [Polskiego Rzymsko–Katolickiego]. Budził zapał już samym ukazaniem się, porywał — słowem, mógł nakazywać przeprowadzenie jednomyślnych uchwał, jakie chciał, ale ani razu nie skorzystał z tej swojej przewagi; pozwalał w obecności swej na burzliwe, długie dyskusje, czekając, aż z izby wyłoni się samo 15.

Rhode przez wiele lat był duszpasterzem, co sprawiło, że nie bał się codziennej, zwykłej pracy. W 1915 roku wyznał:

Ja nigdy nie pojmowałem kapłaństwa jako stanu wywyższenia albo jako wygodną synekurę, ale zapatrywałem się na kapłaństwo jako na znojną i pełną poświęcenia żołnierkę Chrystusową… Jako duszpasterz nie wiem, com zdziałał, ale wiem, com starał się zdziałać. I z ręką na sercu mogę powiedzieć, żem chleba waszego darmo nie jadł 16.

Aktywność podczas wojny

Wybuch I wojny światowej postawił przed Polonią nowe wyzwanie. Rhode wraz z licznymi organizacjami polonijnymi niezwykle aktywnie włączył się w dzieło pomocy ojczyźnie zarówno przez organizowanie finansowego wsparcia polskich oddziałów wojskowych i akcji charytatywnych (oprócz zbiórek wiele organizacji polonijnych uchwaliło specjalny podatek na ten cel), jak i przez rozmaite działania natury politycznej. Nie było też zaskoczeniem, że Ignacy Paderewski — niestrudzony i najbardziej wpływowy orędownik odzyskania przez Polskę niepodległości — znalazł w biskupie wiernego asystenta. Rhode stanął na czele Polskiego Centralnego Komitetu Ratunkowego oraz Polskiej Rady Narodowej mających za zadanie pomoc dla Ojczyzny.

O zasługach Rhodego dla Polski nie zapomniały władze Rzeczpospolitej, przyznając mu order Polonia Restituta. Nie zapomnieli o nim również Kaszubi z Wejherowa, którzy w kościele Trójcy Przenajświętszej — w rodzinnej parafii Rhodego — ufundowali mu tablicę pamiątkową.

Biskup Rhode brał także aktywny udział w zjazdach i kongresach organizacji polonijnych, a szczególnie w sejmach tak bardzo bliskiej mu organizacji — ZPRK. W mowie na sejmie ZPRK w 1935 roku w Springfield — ostatnim, w którym uczestniczył osobiście — podsumował on dotychczasową działalność Zrzeszenia i własną. Odnosząc się do częstych waśni między organizacjami polonijnymi, przypomniał:

Różnice w zasadach zawsze były i będą, ale przekonaliśmy się, iż pomimo różnej przynależności organizacyjnej Polak może być Polakowi bratem. Możemy tu żyć w zgodzie i na honorowej stopie towarzyskiej.

Rhode nie żył jednak przeszłością, bardzo realistycznie patrząc na Polonię. Jak przyznał w wystąpieniu na wspomnianym wyżej sejmie:

Weszliśmy w nową fazę naszego bytowania w Ameryce, głównie dlatego, że napływ świeżej emigracji jest zamknięty. Rozwój nasz w Ameryce stanął poniekąd w martwym punkcie. Jakie obowiązki niesie nam przyszłość? My, którzy przyjęliśmy obywatelstwo amerykańskie, przede wszystkiem nie powinniśmy zapominać o ziemi ojczystej, o jej świetnej historji, o jej wodzach i świętych, o jej wielkich mężach… Jako katolicy musimy stać przy parafiach, szkołach, organizacjach i wszelkich naszych instytucjach. Ale mamy do czynienia z nową generacją, tu zrodzoną i tu dojrzewającą… Nie zdołamy przeszkodzić pewnej asymilacji 17.

Biskup Paweł Rhode zmarł 3 marca 1945 roku. Pięć dni później odbył się jego pogrzeb, na którym homilię żałobną wygłosił jego następca na stolicy biskupiej w Green Bay, Polak, biskup Stanisław V. Bona.

* Pragnę serdecznie podziękować Muzeum Polskiemu w Ameryce, Archiwum Archidiecezji Chicago oraz Chicago Historical Society za udostępnienie niektórych zdjęć i archiwaliów.

1 Ks. A. Syski, Wódz Duchowy Wychodźctwa Polskiego w Ameryce J. E. Ks. Biskup Rhode, „Przegląd Katolicki”, 3–4 (1934), s. 31.
2 Album Pamiątkowe Złotego Jubileuszu Parafii św. Stanisława Kostki w Chicago, Chicago 1917, s. 28–29.
3 „Chicago Tribune”, 30 lipca 1908, s. 5.
4 Zob. „Chicago Tribune”, 30 lipca 1908, s. 5.
5 „Dziennik Chicagowski”, 30 lipca 1908, s. 4.
6 J. J. Parot, Catholics in Chicago, 1850–1920, De Kalb 1981, s. 149–150.
7 W. Kruszka, Historja Polska w Ameryce, Milwaukee 1937, t. 1, s. 516.
8 W. Kruszka, Siedem Siedmioleci czyli Pół Wieku Życia: Pamiętnik i Przyczynek do Historji Polskiej w Ameryce, Milwaukee 1924, t. 1, s. 806.
9 J. J. Parot, Chicago Catholics, op. cit., s. 158.
10 Album Pamiątkowe…, op. cit., s. 29.
11 M. Haiman, Zjednoczenie Polskie Rzymsko–Katolickie w Ameryce, 1873–1948, Chicago 1948, s. 242.
12 A. J. Kuzniewski SJ, Faith and Fatherland: The Polish Church War in Wisconsin, 1896–1918, Notre Dame, IN 1980, s. 76.
13 Memoriał ten zatytułowany I Pollachi Negli Stati Uniti Dell’ America Del Nord był owocem pracy Zjednoczenia Kapłanów Polskich w Ameryce i Ambasady Polskiej przy Stolicy Apostolskiej. Niestety, nie wywołał on większej reakcji w Watykanie, w Stanach Zjednoczonych zaś jego tezy zostały zdecydowanie odrzucone przez najwyżej stojących w hierarchii kościelnej biskupów. J. J. Parot, Polish Catholics…, op. cit., s. 206–213.
14 Zob. interesującą biografię kard. Mundelein: Kantowicz, Corporation Sole: Cardinal Mundelain and Chicago Catholicism, Notre Dame, IN 1983.
15 S. Osada, Na Rok Grunwaldzki. Ludowi Polskiemu w Ameryce i Jego Wodzom pod Rozwagę, Chicago 1910, s. 48.
16 „Dziennik Chicagowski”, 27 sierpnia 1915, s. 3.
17 Ibidem.

O pewnym Kaszubie emigrancie
ks. Marek Jurzyk

urodzony w 1966 r. – ksiądz diecezji włocławskiej, absolwent filozofii na KUL, doktorant, zajmuje się etyką prawniczą i filozofią prawa, wikariusz parafii św. Ferdynanda w Chicago. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1991 roku...