Nikt się nie modli o gole
fot. alice butenko / UNSPLASH.COM

Nikt się nie modli o gole

Po serii nieudanych meczów Lecha ksiądz Markowski poprosił o wstawiennictwo świętego Tadeusza, patrona spraw beznadziejnych. A także świętego Antoniego. Podziałało.

Gdy Górnik grał z Romą, to było święto. Na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego wieku telewizorów było mało, dlatego na mecz albo na film chodziło się w gości. Między domami wędrowały pielgrzymki. Potem ulice pustoszały.

Bogdan Reder z rodzicami odwiedzał ciocię i wujka. Trzy rodziny wpatrywały się w czarno-białych piłkarzy, a przy każdym golu skakały pod sufit. – Co tam się wyrabia na górze? – mieszkająca piętro niżej babcia z niepokojem patrzyła na rozhuśtany żyrandol. Mama Bogdana wielkim fanem futbolu nie jest, ale do dziś wczesne składy Górnika zna jak pacierz, na pamięć.

Nie módl się o kontuzje w drużynie przeciwnika1

Bogdan przez całą szkołę średnią grał wyczynowo w futbol, wprawdzie jako obrońca, ale owszem, do bramki też trafiał. Marzył o dziennikarstwie sportowym, o komentowaniu meczów. Na msze chodził z taką samą gorliwością jak na boisko.

 Mariusz Zapolski mieszkał półtora kilometra od stadionu Legii. Biegał po boisku z trampkarzami, nie miał jednak wielkiego talentu do piłki. Nie brakowało mu natomiast kolekcjonerskiej wytrwałości: zbierał koszulki, metalowe odznaki klubów, zdjęcia, autografy piłkarzy Legii i drużyn przeciwnych. Żył futbolem, podawał piłki podczas meczów zawodowców.

Henryk Surma – od Bogdana i Mariusza starszy o pokolenie – rozgrywał mecze piłką szmacianką. Skórzaną też miał, ale oszczędzał ją na ważniejsze okazje. Zimą grał z kolegami w cymbergaja –  na guzikach były nazwiska piłkarzy Cracovii i Wisły. Henryk był zawsze Cracovią.

Piłkarzem Cracovii był Fryderyk, brat Henryka. Starszy bratanek Łukasz gra w Lechii, młodszy Filip jest w Cracovii asystentem trenera.

Ksiądz Surma jest w Cracovii kapelanem. Ksiądz Bogdan Reder pełni tę funkcję w Górniku Zabrze, a ksiądz Mariusz Zapolski w Legii.

– Nie wyobrażam sobie siebie na tym miejscu, gdybym wcześniej nie miał piłki we krwi. Byłoby mi niezręcznie wejść do szatni piłkarzy – mówi ksiądz Jacek Markowski, kapelan Lecha Poznań. W piłkę grał wyłącznie amatorsko, za to często był stawiany na odpowiedzialnej pozycji bramkarza. – Wpuścić gola to grzech. Ale jeśli ktoś strzeli ci bramkę, to… już nie grzech – uśmiecha się.

Na plebanii, na drzwiach pokoju księdza Markowskiego, wisi tabliczka: Pokój Kibica. To prezent od wikariusza. Na ścianach równowaga między sacrum a profanum: obok obrazów przedstawiających kościoły wiszą piłkarskie pamiątki: szaliki, oprawiona w ramki koszulka z autografami piłkarzy, trenerów i działaczy z mistrzowskiego sezonu 2009/2010 – prezent na 25-lecie kapłaństwa. Na regale piłka z podpisami. W jednym z okien zamiast szyby: witraż z herbem Kolejorza.

Nie obrażaj zawodników okrzykami

Jedyna sukien

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się