Na zakupy
fot. ingmar / UNSPLASH.COM

W bogatych krajach, z którymi lubimy się porównywać, takich jak Niemcy, Francja czy Wielka Brytania, sprawa handlu w niedzielę jest dość rygorystycznie uregulowana. Sklepy i galerie handlowe są zwykle zamknięte.

– OK. To spotkamy się o dwunastej przy głównym wejściu, mały tour po sklepach i przycupniemy gdzieś na kawę. Ale żadnych zakupów, nie mam kasy!

***

– To może po mszy, a przed obiadem u teściów mały wypad do Ikei? Taki rodzinny spacerek, może coś kupimy, a przynajmniej pobędziemy razem, nacieszymy oczy.

***

– Mam jeszcze takie niedzielne grzechy: prałam w niedzielę, raz nie byłam na mszy i robiłam zakupy.

***

Takich prostych, banalnych sytuacji i historyjek można przytoczyć dziesiątki – z własnego doświadczenia, zasłyszane, zobaczone. Jesteśmy z tym oswojeni. Normalna sprawa. No właśnie – co z tymi niedzielnymi zakupami, z tą komercją? Dobrze to czy źle? Wolno czy nie wolno? Grzech to czy nie?

Przede wszystkim rozróżniaj

Istnieje stara zasada myślenia, której sformułowanie przypisuje się św. Tomaszowi z Akwinu, a która brzmi po łacinie: Multa affirma, pauca nega, frequenter distingue, co znaczy: „Wiele potwierdzaj, mało zaprzeczaj, przede wszystkim rozróżniaj”. Można ją zastosować i do naszego tematu. Mam na myśli przede wszystkim konieczność rozróżniania. Bo istnieją sytuacje, kiedy niedzielne zakupy są uzasadnione, a nawet wskazane. Na przykład, kiedy odwiedzam kogoś w szpitalu i robię dla niego niezbędne sprawunki, kiedy przez te zakupy pomagam osobie niepełnosprawnej, a niedziela jest jedynym dniem, kiedy mogę to zrobić, kiedy nagle zjawiają się u mnie goście i nie mam ich czym poczęstować.

Zupełnie inna jest sytuacja, kiedy nie ma żadnej konieczności, jeśli mogę zrobić zakupy w innym czasie albo kiedy w ogóle tour po galerii czy markecie jest jedynie formą spędzania wolnego czasu w niedzielę, czy nawet sposobem uciekania z domu, od bliskich, od swoich myśli i siebie samego.

Grzech to czy nie?

Uznajmy, że ta pierwsza kategoria z powyższego rozróżnienia – stan konieczności – nie wymaga dodatkowych komentarzy (może z jednym wyjątkiem, o którym mowa w Katechizmie: „Wierni powinni czuwać, by uzasadnione powody nie doprowadziły do nawyków niekorzystnych dla czci Boga, życia rodzinnego oraz zdrowia” i zatrzymajmy się nad sytuacjami niekoniecznymi. Grzech więc to czy nie?

To oczywiście ważne pytanie i w różnych sytuacjach musimy je sobie stawiać, odpowiadać na nie, rozeznawać i rozstrzygać. Jednak czasami, nawet często, warto sobie zadać pytanie bardziej podstawowe: Czy to jest sensowne, mądre, twórcze, krótko mówiąc: czy jest dobre? Wydaje mi się, że wówczas łatwiej znaleźć odpowiedź, łatwiej rozstrzygnąć i uniknąć kazuistyki i akrobacji na cieniutkiej i często subtelnej linii „grzech/niegrzech”.

A jeśli już myśleć w kategoriach grzechu, to przede wszystkim o tym, czym

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się