Mikrokosmos
Oferta specjalna -25%

Bóg i Stephen Hawking

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Piszę powieści już od ponad trzydziestu lat – a najważniejszą z rzeczy, jakich się dzięki temu nauczyłam, jest szacunek dla różnych punktów widzenia.

Układając bowiem swoje fabuły, komponując akcję, konstruując wiarygodne charakterystyki, autor musi intensywnie się posługiwać narzędziem empatii. Ważne jest, by wyobraził sobie i spróbował dogłębnie zrozumieć indywidualności, stanowiska i poglądy swoich bohaterów. To pozwala wykreować postacie odrębne, barwne, żywe i różnorodne, mające zapatrywania i obyczaje całkiem swoiste, własne.

Sam autor powinien się ukryć, zatrzeć swoją obecność, a strzałkę uwagi skierować nie na siebie i swoje „ja” , tylko – zdecydowanie i z rozmachem – na zewnątrz. Dopiero wtedy jest w stanie wczuć się w czyjąś psychikę i zamieszkać w innej (coraz to innej) osobie, po to, by spoglądać na świat jej oczami. Z tego względu pouczające jest dla autora wymyślanie postaci kompletnie różnych od siebie samego, a następnie imaginowanie dla nich poglądów, nawyków, dziwactw i cech osobowych. Niesłychanie pouczającym zabiegiem jest oglądanie tego samego wydarzenia lub sytuacji oczami kilku różnych postaci. Wymaga to wysiłku wyobraźni i bezwzględnego szacunku dla wymyślonych istot – takiego samego, jaki należy się żywym bliźnim. Nie jest to łatwe. Zarówno bowiem w życiu, jak i w literaturze, rozpowszechniona jest skłonność do uproszczonego i niesprawiedliwego przyjmowania za słuszny wyłącznie jednego, własnego punktu widzenia.

To tak jakby, stojąc na własnej ulicy, uznawać, że nie ma innego widoku i innej perspektywy niż ta, którą obejmujemy w tej chwili okiem. Tymczasem ilość perspektyw i widoków, podobnie jak ilość punktów widzenia, jest nieskończona, i to niezależnie od faktu, czy my zdajemy sobie z tego sprawę.

Kiedy człowiek to sobie uprzytomni, nabiera pokory.

Z tym, że nie każdy lubi tak się czuć.

Stąd masa przemądrzałych uproszczeń, uogólnień, uprzedzeń, schematów i stereotypów; u ich źródła leży zasadnicza niemożność pojęcia, że świat jest nieskończenie bogaty i różnorodny.

Zawsze mnie śmieszy niezmącona cieniem autorefleksji pewność, z jaką przeróżne – zwłaszcza stołeczne! – istoty opiniotwórcze wygłaszają kategoryczne oceny i sądy, mające, ich zdaniem, zastosowanie do całej Polski. Wystarczy pomieszkać przez tydzień na wsi lub w małym miasteczku, by zrozumieć, że to nie w wielkich miastach należy szukać prawdy o swoim kraju. Wielkomiejski punkt widzenia jest przecież zaledwie jednym z wielu. Prawdziwe życie toczy się cicho, bez wrzasku, poza światłem reflektorów i poza kamerami, wsparte na fundamencie tradycji, historii, obyczajów, autentycznych kontaktów międzyludzkich, rodzinnych i sąsiedzkich. I tylko od czasu do czasu, w chwilach wielkich, to prawdziwe życie ujawnia się nagle w zjednoczonych porywach, ukazuje wspólną myśl i wspólną drogę, nawet – wspólne uczucie (jak w przypadku osoby Jana Pawła II). Wtedy wielkomiejscy obserwatorzy wyrażają zdumienie, zaskoczeni nieoczekiwaną jakością, której nie potrafili ani przewidzieć, ani zmanipulować .

Właśnie trafiła do moich rąk gruba księga, wydana na prowincji przez dwie siostry, z których jedna, Mirona WarzyniakZdziebkowa, jest bibliotekarką, a druga, Halina Boberowa, teologiem. Obie urodziły się w Dusznikach Wielkopolskich; mieszkają tam i pracują do dziś. Księga jest dziełem całego ich życia, a wydały ją, w roku 2007, własnym staraniem i własnym sumptem. Jej tytuł Duszniki dzisiaj i w przeszłości – od czasów najdawniejszych do roku 2000 jest zarazem i właściwy, i mylący. Mylący dlatego, że daje do zrozumienia, iż mamy do czynienia z czymś w rodzaju suchej kroniki; tymczasem ta książka, owoc wieloletnich poszukiwań po bibliotekach i zbiorach archiwalnych, złożona z tysięcy wiadomości historycznych oraz z zapisów prasowych, zawiera coś jeszcze: autentyczne opowieści żywych ludzi, żarty, piosenki i pogaduszki. Autorki zajrzały do kronik szkolnych, parafialnych i nawet pocztowych, do rodzinnych pamiętników i spisanych wspomnień, zaczerpnęły z nich ogromną ilość wiadomości i anegdot, po czym umiejętnie wkomponowały je w całość swego dzieła, dając w efekcie migotliwą, żywą panoramę, złożoną z różnorakich świadectw. Nie chce się wprost wierzyć, że tak bujne i ciekawe życie toczyło się w jednej wsi. Bogactwo i wieloaspektowość panoramy zawdzięczamy chyba temu, że stworzyły ją kobiety; to ich zmysł praktyczny, poczucie humoru, mądrość życiowa i pamięć do szczegółów (a raczej: bardzo kobiece zrozumienie faktu, że to z okruchów codzienności tworzy się historia), ich solidność, pracowitość i dobroć sprawiły, że ta książka jest tak wyjątkowa. To ich czułość i przywiązanie do swojego miejsca na ziemi, do ludzi mieszkających w sąsiedztwie, sprawiły, że kronika dusznicka skrzy się życiem i zarazem oddycha historią.

„Miłość do ziemi rodzinnej przekazała nam nasza kochana Mama – piszą autorki we wstępie. – To z domu rodzinnego wyniosłyśmy najwięcej wiadomości związanych z dziejami Dusznik i okolicy. W dzieciństwie długie zimowe wieczory, przy lampie naftowej, pełne były opowieści i wspomnień z dawnych lat, przeplatanych recytacjami wierszy patriotycznych i pięknym śpiewem (…). Mama spisała swoje wspomnienia w kilku zeszytach, pozostawiając nam skarb najcenniejszy – dzieje rodziny, barwną opowieść o minionych czasach i ludziach. Pokochałyśmy wszystko to, co Jej było bliskie i drogie. Właśnie stąd zrodziły się w nas zamiłowania historycznokronikarskie, tym bardziej, że pasje takie przejawiali oboje rodzice (jesteśmy kontynuatorkami tradycji rodzinnej). (…) Przyznać musimy, że okres poszukiwań był dla nas wielką przygodą intelektualną. Stopniowo poznawałyśmy lepiej ważne w dziejach Dusznik wydarzenia. Notowałyśmy każdą, nawet mniej istotną wzmiankę (…), która wprowadzić mogła w klimat tamtych czasów. Dawni duszniczanie stali się nam bliscy, jakby życie ich toczyło się zaledwie wczoraj.

Nie należałyśmy nigdy do żadnej partii; nasze poglądy są łatwe do rozszyfrowania: w całej rozciągłości jest to światopogląd Jana Pawła II – on jest naszym autorytetem, a Kościół jest i zapewne nadal będzie ostoją społeczeństwa europejskiego. (…) Duszniczanie są Polakami, są częścią swojego narodu; ich też dotyczyły te niezwykłe wydarzenia. Nie wszyscy czytelnicy zgodzą się z opisem czasów PRLu, ale »prawda jest prawdą, niezależnie od tego, ilu ma zwolenników« – mawiał ks. Prof. Tischner”.

Mocno wsparta na własnej ziemi, kronika dusznicka jest ewenementem – powiedziałabym, że nawet na skalę światową. Historia całego kraju skupia się tu jak w mocnej soczewce; wichry historii pośród miliona szczegółów codzienności; tysiące istnień ludzkich, w codziennej krzątaninie i ciężkim trudzie budujących swoje otoczenie, dbających o jego rozwój i pomyślność, walczących z przeciwnościami losu i okrucieństwem wrogów. Naturalnie, nie sposób ogarnąć całości ograniczonym ludzkim wzrokiem. Zapewne tylko Bóg obejmuje wszystkie naraz punkty widzenia, wszystkie losy jednostek i narodów i całą przeszłość wraz z przyszłością.

Ale to, co udało się obu wspaniałym autorkom, jest czymś więcej niż kroniką; jest epicką opowieścią o jednym miejscu na ziemi, o duchu tego miejsca, o sumie ludzkich wysiłków i – o spajającej wszystko miłości.

Chapeau bas!

Mikrokosmos
Małgorzata Musierowicz

urodzona 9 stycznia 1945 r. w Poznaniu – z domu Barańczak, siostra Stanisława Barańczaka, absolwentka PWSSP w Poznaniu, najbardziej znana jako autorka serii Jeżycjada....