fot. Eelco Bohtlingk / Unsplash

Osoba Ireny Sendlerowej jest szansą na zbudowanie pewnego sposobu myślenia o relacjach międzyludzkich, również polsko-żydowskich. Bez względu na to, kto i co będzie o niej mówił i pisał, nikt jej nie odbierze tego, co zrobiła – obojętnie, czy uratowała dwa tysiące żydowskich dzieci, czy dwieście.

Rozmawiają Przemysław Kieliszewski z Teatru Muzycznego w Poznaniu i Katarzyna Kolska.

Kiedy pierwszy raz usłyszał pan o Irenie Sendlerowej?

Nie pamiętam. W szkole na pewno nikt nam o niej nie wspominał, żaden nauczyciel na lekcji historii nie mówił ściszonym głosem o młodej kobiecie, która w czasie II wojny światowej ratowała żydowskie dzieci. Choć dobrze pamiętam nauczycieli, którzy w czasach, gdy to było zakazane, wspominali nam o Katyniu. Irena Sendlerowa w mojej świadomości młodego, dojrzewającego człowieka nie istniała. Temat polsko-żydowski przez wiele lat w komunistycznej Polsce był bardzo niewygodny. Dlatego o Sendlerowej nikt nie wiedział, a ona sama żyła skromnie i nie zabiegała o sławę. Gazety zaczęły się o niej rozpisywać wiele lat później. Choć przecież cały czas mieszkała w Polsce. Swoje pięć minut dostała dopiero pod koniec życia [zmarła w 2008 roku – przyp. red.]. I całe szczęście. Bo dla mnie jest taką świecką świętą.

Ale niektórzy jej wypominają, że po wojnie należała do PZPR, że była niewierząca. A córka miała do niej żal i publicznie mówiła, że właściwie nie miała mamy. Kiepska kandydatka na świętą…

Córkę Ireny Sendlerowej, Janinę Zgrzembską poznałem osobiście, mieszka w Warszawie. Dziś jest już mniej krytyczna. Kiedy podczas rozmowy wspomniałem o bohaterstwie jej mamy, powiedziała: „Moja mama nigdy nie myślała o sobie jak o bohaterce”. Jak wiele ludzkich losów, tak i los Ireny Sendlerowej jest bardzo skomplikowany. Chcielibyśmy, żeby wszyscy byli idealni – mieli poukładane życie rodzinne i jednocześnie angażowali się społecznie, co w przypadku Sendlerowej było wychylone aż do granic możliwości.

Życie rodzinne nie do końca jej się udało, ale na pewno całym sercem oddała się w tym trudnym wojennym czasie ratowaniu innych ludzi, i to tych, którzy znajdowali się w najgorszym położeniu, którym odbierano człowieczeństwo. Ratowała dzieci z getta, choć doskonale wiedziała, że Polakom za pomaganie Żydom grozi kara śmierci.

Co więcej, ona znała nazwiska ratowanych dzieci, chciała ocalić ich tożsamość, to też było piękne i wielkie. Robiła to wszystko bezinteresownie. I za to należy się jej wielka chwała. Gdyby była praktykującą katoliczką, być może inicjowalibyśmy proces beatyfikacyjny, odcedzając te dobre rzeczy od złych. A może trzeba taki proces zainicjować? Bo święci nie byli przecież idealnymi ludźmi.

Irena Sendlerowa pojawi się na scenie poznańskieg

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2022, nr 09, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść
Dodaj do koszyka
Jest życie
Przemysław Kieliszewski

urodzony w 1974 r. – prawnik z wykształceniem muzycznym, doktor nauk humanistycznych, wykładowca Uniwersytetu im. A. Mickiewicza. Przemysław Kieliszewski od 2013 roku jest dyrektorem Teatru Muzycznego w Poznaniu....

Jest życie
Katarzyna Kolska

dziennikarka, redaktorka, od trzydziestu lat związana z mediami. Do Wydawnictwa W drodze trafiła w 2008 roku, jest zastępcą redaktora naczelnego miesięcznika „W drodze”. Napisała dziesiątki reportaży i tekstów publicystyc...