fot. Magda Ehlers / Pexels

Porzucenie bądź zaniedbanie wartości powoduje zagubienie, samotność, bezradność i nijakość. Absolutyzowanie ich czy narzucanie siłą – rodzi fundamentalizm u wyznawców, opór u nawracanych, niechęć u obserwujących z boku.

Czy warto być przyzwoitym? Większość z nas uzna to pytanie za retoryczne. I słusznie się obruszymy na samą myśl, że mogłoby jako nieretoryczne pojawić się na szacownych łamach miesięcznika „W drodze”. Nie tylko z perspektywy religijnej. Humanizm i ogromna większość autonomicznych religijnie systemów etycznych stawiają w centrum swoich rozważań i zaleceń jakiś rodzaj szlachetności, cnoty czy godziwości człowieka. Chcemy być przyzwoici i pragniemy, by otaczali nas przyzwoici ludzie. Mamy także zmysł wartości, który pozwala nam odróżniać to, co dobre, od tego, co jest złe lub wygląda jedynie jak podróbka dobra. A jednak daje do myślenia to, jak wiele wokół nas (i pewnie w nas też) nieprzyzwoitości, lepiej lub gorzej kamuflowanej. Jak bardzo potrzebujemy i lgniemy do przekazów, w których ktoś prostymi słowami nawołuje do przyzwoitości. Takie przekazy przyciągają, imponują nam, budzą energię, dają nadzieję i jakiś rodzaj poczucia bezpieczeństwa. Niestety, jawią się jako głos wołającego na puszczy, małe wysepki dobra na oceanie bylejakości, chaosu i niepewności.

Ewangeliczne „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego”, Świętego Augustyna: „Kochaj i czyń, co chcesz”, buddyjskie: „Unikaj niepotrzebnego cierpienia”, współczesne: „Warto być uczciwym, choć nie zawsze się to opłaca. Opłaca się być nieuczciwym, ale nie warto” profesora Władysława Bartoszewskiego czy: „Nie bądź obojętny” Mariana Turskiego – to tylko przykłady takich na pozór oczywistych etycznych nawoływań, które zaskakująco silnie rezonują. Zwłaszcza gdy je uwiarygadnia piękne życie autora i gdy za etyczność trzeba zapłacić wysoką cenę.

Współczesny marketing powiedziałby, że są to przekazy, które mają wysoką stickness (ang. lepkość, kleistość) – przyklejają się, choć niestety, jak się wydaje, są chętniej lajkowane czy oglądane w kinie niż realizowane na co dzień. A to wszystko pokazuje, jak bardzo łakniemy wartości.

Strategia kleszcza

Próbując uchwycić prawdę o zmianach, którym w ostatnich dziesięcioleciach gwałtownie podlegamy, mówiono, że żyjemy w świecie VUCA – zmiennym, niepewnym, skomplikowanym i niejednoznacznym (od ang. Volatility, Uncertainty, Complexity i Ambiguity). Każde przedsięwzięcie czy plan powinny tę bazową prawdę uwzględniać. We wspomnieniach Neila Armstronga, pierwszego człowieka, który spacerował po Księżycu, znalazła się znacząca w tym kontekście myśl: „To było wielkie osiągnięcie ludzkości, że dobrze policzyliśmy, zbudowaliśmy odpowiedni statek i dolecieliśmy precyzyjnie, wylądowaliśmy i wróciliśmy. Nie zapominajmy jednak, że to wszystko było możliwe także dlatego, że Księżyc pojawił się na czas we właściwym miejscu”. Dziś – jak się wydaje – mimo że prawa przyrody nie zostały zawieszone, coraz bardziej brakuje nam świadomości niezawodnego Księżyca, ale i umiejętności tworzenia mechanizmów, także społecznych, które byłyby tak niezawodne i powtarzalne jak ruchy planet. Nasz świat jest coraz mniej przewidywalny i powtarzalny. Banki przestały już być wiarygodne; państwa okazują się bezradne jako centra zaufania i bezpieczeństwa dla swoich obywateli; autorytety, do których moglibyśmy się odnosić, zawodzą, gdy są ujawniane ich mroczne tajemnice, z którymi nawet w obliczu ewidentnych dowodów nie potrafią się zmierzyć; instytucje, również religijne, nie działają zgodnie z zasadami, które głoszą i których oczekują od swoich wyznawców. Także marki – produktów i usług – przestały być synonimami jakości: tradycji, wa

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2022, nr 09, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść
Dodaj do koszyka
Wielkie nic?
Dariusz Duma

urodzony w 1968 r. – filozof, przedsiębiorca, trener, coach, doradca, prezes Chiltern Consultancy International Polska, pionier i autorytet konsultingu biznesowego w Polsce. Dariusz Duma popularyzuje wiedzę, kompetencje i...