Feudalnie

Prowincje wracają

Prowincje wracają na weekend do domu
Ale już nie są dla nich kraje zawarszawy
Warszawy też nie dla nich. Takie to sprawy

– Kto jesteś? A nie wiadomo
Pewno Polak, lecz mniejszy
Na ten dzień dzisiejszy
Trzeba pobyć z rodziną, która jest przyczyną
Że ledwo ze snów nad ziemię wystają
Żegnają się i zgrają do miasta wracają
Ale ono ich nie chce

Dlaczego?
Czy z butów wyłażą im wiechcie
Choć markowe kupili trzewiki.
Dlaczego?
Wciąż ten but ich uwiera
A, nie wiedzą jeszcze
Że ten nóż zatknięty za cholewą

Napisałem ten wiersz już ze trzy lata temu. To opis czasu, kiedy Warszawa i inne duże miasta jakby pustoszeją. Bo duża część „mieszkańców-niemieszkańców” wraca do siebie. Gdzieś do małych miasteczek, gdzie nie ma roboty, na wieś, gdzie trudno żyć. Za czasów mojej młodości tłukliśmy się pociągami podmiejskimi po parę godzin dziennie. Wracaliśmy nocą tylko po to, żeby coś jeszcze zrobić przy domu, przyłożyć głowę do poduszki i wczesnym rankiem ruszać znów do stolicy. Oczadziali ze zmęczenia, bezdomni właściwie. Bo nie było czasu na nic więcej niż praca, dojazdy i bytowanie. Czy teraz nie ma tych ciągle bezdomnych? Są. Jest trochę inaczej, bo wielu z nich wynajmuje gromadnie jakieś mieszkanie, np. w Warszawie. Ale nie stają się obywatelami ani tego miasta, ani swojego – rodzinnego, gdzie niby jeszcze mieszkają. Gdzie niby czują się swojakami, a naprawdę… Nie są ani tu, ani tu.

Czy to tylko problem pracy i mieszkania? A może groźna moda na wykluczanie. Co to znaczy?

Dzisiaj silne i ważne są grupy zamknięte. Wrogie dla innych, bo we własnej grupie zaciekle bronią zasady „dobrzy jesteśmy”. My. Żeby czuć się l




Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się