To nie są nasze twarze

To nie są nasze twarze

Rzucam okiem na nowe e-maile w skrzynce odbiorczej. Gosia do mnie napisała! Sto lat się nie widziałyśmy. Zaczynam czytać: „Mam już swój profil na Facebooku, gdzie mogę umieszczać zdjęcia, filmy i informacje o wydarzeniach. Zapraszam cię do moich znajomych i przeglądania mojego profilu. Najpierw jednak dołącz do serwisu Facebook! Po zakończeniu rejestracji ty również będziesz mieć możliwość utworzenia własnego profilu”. Wkrótce e-maile o tej samej treści, wysłane z kont bliższych i dalszych znajomych, lawinowo zaczęły zalewać moją pocztę. Na początku broniłam się dzielnie, nie mając ochoty na powtórkę rozczarowującej przygody z Naszą klasą. Ale z czasem zaczęło się we mnie odzywać coś na kształt… wyrzutów sumienia. „Jesteś dziennikarzem, musisz być na bieżąco, nieznajomość Facebooka to dziś obciach” – myślałam sobie. I skapitulowałam. Od tego momentu upłynęło kilka miesięcy mojego facebookowego życia. Mam niewielu, bo zaledwie stu czterdziestu dwóch znajomych, należę do pięciu grup, na portal zaglądam kilka razy dziennie. I ciągle zadaję sobie pytanie: po co?

Łowcy znajomych

Jak to po co? Żeby odnawiać, podtrzymywać i nawiązywać nowe kontakty z ludźmi. To jeden z głównych oficjalnych powodów korzystania z Facebooka. Starych znajomych – z piaskownicy, szkolnej ławy, obozów letnich, z innych krajów – na portalu można odnaleźć w mig. Entuzjastycznie wymieniamy pozdrowienia, zerkamy na statusy związku, przeglądamy albumy ze zdjęciami, przesyłamy sobie dwa, trzy dłuższe e-maile, żeby opowiedzieć, co u nas słychać. Potem emocje opadają, tematy się wyczerpują. Ograniczamy się jedynie do kliknięcia „Lubię to!” pod wpisem „Piję piwo i oglądam mecz” czy wrzucenia komplementu w stylu „Rewelacyjnie wyglądasz!” pod dopiero co umieszczonym zdjęciem. Oczywiście nie zawsze facebookowy kontakt musi utknąć w takim punkcie. Zdarza się, że internauci odgrzebane czy zawarte w wirtualnym świecie znajomości przenoszą w świat realny. Niektóre z nich przeradzają się w autentyczną przyjaźń bądź miłość, o czym można poczytać na stronie www.stories.facebook.com (która notabene jest jedną wielką apoteozą portalu). Jednak te opowieści, choć tak liczne, stanowią zaledwie kroplę w morzu pozornych, bezowocnych, by nie rzec bezsensownych facebookowych znajomości.

W temacie portalowych więzi istnieje jeszcze jedno ciekawe zjawisko: na listach znajomych sporo, jeśli nie najwięcej, miejsca zajmują ludzie, z którymi… stykamy się na co dzień – koledzy z uczelni, pracy, duszpasterstwa. Owszem, nie zawsze d

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się