Dwa życia Dominika

Dwa życia Dominika

Film rozpoczyna się piękną pieśnią Franza Schuberta Der Doppelgänger w przejmującym wykonaniu polskiego barytona Szymona Komasy. Jej słowa napisał Heinrich Heine w 1828 roku, czyli w roku śmierci kompozytora. Utwór opisuje niezwykłe zdarzenie. Oto człowiek w innym człowieku rozpoznaje samego siebie, jakby swego sobowtóra. Ale Doppelgänger znaczy po niemiecku nie tylko: sobowtór. Według germańskich wierzeń określenie to odnosi się do złego brata bliźniaka, o którym nie wiemy, że istnieje, lub do naszego drugiego „ja”. A temu, któremu zdarzy się ujrzeć swego Doppelgängera, pisana jest nieuchronna katastrofa.

Rodzina w odwrocie

Jan Komasa (ur. 1981) znany jest polskiej publiczności jako autor jednej z trzech nowel składających się na Odę do radości, jednak dopiero Sala samobójców stała się jego samodzielnym debiutem fabularnym. Reżyser snuje tu poruszającą opowieść o podwójnym życiu młodych ludzi rozpiętym między światem realnym a wirtualnym. Dominik (świetny Jakub Gierszał), główny bohater tej historii, przytłoczony problemami w szkolnym towarzystwie i pozbawiony rodzinnego wsparcia, daje się wciągnąć w świat internetu, gdzie spotyka przyjaznych mu ludzi, zostaje zaakceptowany, czuje się wręcz jak w domu. Tym samym wycofuje się całkowicie z normalnego życia, by porzucić nadwrażliwą skórę ziemskiego cierpiętnika i przywdziać kostium cyfrowego awatara.

Niestety świat wirtualny tak naprawdę rządzi się tymi samymi prawami, co rzeczywistość. Pomimo wielu nowych możliwości, jakie oferuje, nie jest wolny od zawiści, podstępu i w końcu szantażu, o czym bardzo boleśnie musi się przekonać Dominik. Co ma zrobić młody wrażliwy człowiek, który uciekł z jednego wymiaru do drugiego i nagle uświadamia sobie, że nie ma dla niego miejsca ani w jednym, ani w drugim? Czy istnieje jeszcze jakieś inne wyjście? To dramatyczne pytanie, które Komasa stawia współczesnym młodym ludziom oraz ich rodzicom.

Jest to bowiem film o rozpadzie więzi rodzinnych. O pozornie sprawnie funkcjonujących organizmach, w których rodzice ciężko pracują, a dzieci uczą się w renomowanych szkołach; organizmach, które w niewidzialny sposób toczy rak obcości, samotności i niezrozumienia. Scena, w której psychoterapeuta pyta rodziców Dominika o to, czym ich syn się interesuje, na długo pozostaje w pamięci widza (doskonałe aktorstwo Agaty Kuleszy i Krzysztofa Pieczyńskiego). Życie chłopaka, który za chwilę ma zdawać maturę, postawione, jak mu się wydaje, w sytuacji granicznej, nagle się rozpada. A ten, który miał wszystko, któremu rodzice zapewnili wszelkie materialne dogodności, niespodziewanie dostrzega, że nie ma nic i nikogo.

Nic więc dziwnego, że Dominik szuka sobie miejsca i ludzi w sieci, stylizując się na emo. Nie dziwi nas i to, że w tych poszukiwaniach pojawia się wątek homoseksualny. Jan Komasa portretuje współczesnego młodego nadwrażliwca jako człowieka nagiego, jako kogoś na kształt tabula rasa, czyli niezapisanej tablicy, całkowicie otwartej na wszelkie propozycje współczesnego świata i, niestety, pozbawionej czujnego oka rodziców.

Internet jako druga szansa

Sala samobójców jest obrazem, który uświadamia nam pewne novum współczesności. Dawniej ludzie, którzy popadali w kłopoty, nie widzieli już dla siebie miejsca na ziemi i pragnęli za wszelką cenę z tego życia uciec, mieli tylko dwie możliwości – trwanie w cierpieniu albo samobójstwo. Dziś wraz z rozwojem internetu pojawiła się alternatywa. Można dość łatwo wykluczyć się ze świata realnego, by na nowo zaistnieć w sieci. Owa szansa na drugie życie – nie po fizycznej śmierci, ale już teraz – otworzyła przed człowiekiem XXI wieku nowe możliwości. Nie przez przypadek pierwszy usystematyzowany wirtualny świat stworzony w 2003 roku nosi nazwę Second Life. Rozumowanie jest tu bardzo proste. Nie mam przyjaciół w szkole i sąsiedztwie – zawrę ciekawe znajomości w sieci. Moja rodzina nie ma dla mnie czasu – w internecie bez wątpienia spotkam wielu takich jak ja, którzy poświęcą mi nie krótkie minuty, a długie godziny. Nie akceptuję siebie i swojego wyglądu – w wirtualnym świecie stworzę swoją tożsamość od zera, nadając jej wymarzone cechy i kształty. I tak dalej. Zatem brama do drugiego życia stoi przed nami otworem. Wystarczy się zalogować.

Dominik zrobił ten krok i zalogował się. Trafił do wirtualnego świata zwanego Salą samobójców. Liderka tego miejsca (nieco manieryczna, ale silna postać Romy Gąsiorowskiej) zapytana, dlaczego chce się zabić, odpowiada przewrotnym pytaniem: a dlaczego ty chcesz żyć? Królowa, bo tak jest tu tytułowana, reprezentuje radykalny typ człowieka nieakceptującego miałkości, bezideowości i obłudy tak zwanego normalnego życia. Jej argumentacje nie zawsze brzmią przekonująco, można jej zarzucić niekonsekwencję czy nawet tchórzostwo, ale niezwykle mocno brzmią jej oskarżenia wobec świata, od którego ucieka. W jej przekonaniu to nie ona i jej cyfrowi towarzysze tworzą grupę samobójców. Paradoksalnie to my, zwykli ludzie, do niej należymy. To my, którzy zamiast powietrzem dobra, piękna i miłości na co dzień oddychamy czadem małych kłamstewek, obłudy, bezideowości i zdrady – to my jesteśmy prawdziwą salą samobójców. To oskarżenie boli i daje do myślenia.
Ten film jest jednocześnie ostrzeżeniem, rodzajem znaku drogowego stojącego przed monitorem komputera, który woła: uważaj, nie miej zbyt wielkich oczekiwań, bo możesz się łatwo rozczarować. Jeśli zawiodłeś się na ludziach i świecie „w realu” i jeśli zawiedziesz się jeszcze na „necie”, dokąd wtedy uciekniesz? Można więc ten odważny debiut potraktować jako próbę rozbrojenia bomby i zburzenia mitu wspaniałego „drugiego życia” o nieograniczonych możliwościach i perspektywach.

Wiek emocji

Obraz Jana Komasy jest na polskim rynku filmowym niezwykłym przedsięwzięciem. Na ekranie widzimy bowiem unikalne połączenie świata realnego z wirtualnym, a ten drugi – w postaci animacji komputerowej – pełni funkcję nie tyle efektownego dodatku do fabuły, ile absolutnie pełnowartościowego elementu dramatycznej historii. Dwadzieścia minut animacji komputerowej (The Bug), prawie 200 ujęć z efektami specjalnymi oraz osiem miesięcy poświęconych na samą postprodukcję obrazu (The Chimney Pot) – te liczby pokazują inną jakość w polskim filmie i czynią Salę samobójców pionierem nowego kina w Polsce.

Równie istotną rolę jak obraz odgrywa w tym filmie warstwa dźwiękowa. Bogactwo muzyki – od Schuberta, Chopina i Glucka przez rock i pop aż po techno i trans – jest niewątpliwie w sposób zamierzony ilustracją burzliwego życia emocjonalnego Dominika. Emocje (to od tego słowa wywodzi się nazwa subkultury emo) są cichym bohaterem Sali samobójców. Komasa pytany o inspiracje, jakie nim kierowały przy tworzeniu filmu, przywołuje spotkanie z Anną Malarowską, matką Magdy, która zmarła na skutek przewlekłej depresji. Autentyczna opowieść o dramatycznej walce o życie dziecka pogrążonego w emocjonalnej śmierci uświadomiła młodemu reżyserowi, że XXI wiek staje się wiekiem nadwrażliwców, ludzi „bez skóry”. Dlatego między innymi zdecydował się na przeniesienie tego problemu na ekran kinowy.

Sprawne i spójne połączenie wszystkich warstw składających się na Salę samobójców – tragiczna historia, emocjonalne rozedrganie, prowokujące pytania, dobre aktorstwo, sugestywna muzyka i niezwykłe animacje – sprawia, że wychodzimy z kina z takim uczuciem, jakby ten film utkwił nam głęboko w brzuchu i mocno uwierał. Można powiedzieć, że wybudza nas z błogiej drzemki i otrzeźwia, bo widzimy tu obraz naszego świata, który nie za bardzo nam odpowiada, a jednocześnie musimy przyznać, że jest w nim niestety sporo prawdy. Film Jana Komasy pozostawia nas także z nieprzyjemnym wrażeniem, że człowiek XXI wieku nie nadąża za zmianami kulturowymi, społecznymi i technologicznymi, że wciąż w pośpiechu goni ten pociąg o nazwie „nowoczesność”, ale nie zdąża i nie może do niego wsiąść. A skoro nie nadąża, coraz częściej decyduje się na ucieczkę do innego, kto wie, może lepszego świata.

Dwa życia Dominika
Konrad Sawicki

urodzony w 1974 r. – absolwent teologii, publicysta, redaktor „Więzi”, współpracownik „Tygodnika Powszechnego” i Deon.pl. Żonaty, mieszka w Warszawie....