Mr i Mrs Johns

Mr i Mrs Johns

Kilka tygodni temu w brytyjskim mieście Derby rada miasta odmówiła parze zielonoświątkowców prawa do adopcji. Powód? Podczas rozmowy kwalifikacyjnej pracownik socjalny zadał Eunice i Owenowi Johnsom pytanie o ich stosunek do homoseksualizmu. Kandydaci nieopatrznie odpowiedzieli, że nie mają zamiaru rozmawiać z adoptowanymi dziećmi o zaletach bycia homoseksualistą, bo nie pozwala im na to ich wiara i system wartości, którego przestrzegają. „Nie możemy uczyć dzieci tego, co uważamy za niemoralne i grzeszne” – próbowali tłumaczyć, pogrążając się, niestety, coraz bardziej. Sąd, do którego skierowali odwołanie, przyznał rację władzom Derby.

„My, chrześcijanie, jesteśmy dziś niczym żaby poddawane eksperymentowi. Wrzuca się nas najpierw do zimnej wody, którą następnie powoli i stopniowo się podgrzewa. Albo pozostaniemy w tym garnku i zostaniemy żywcem ugotowani, albo zaczniemy stawiać opór” – napisał jeden z brytyjskich publicystów, jakże trafnie komentując werdykt z Derby. Jego słowa przerażają i jednocześnie skłaniają do smutnej refleksji: czy jesteśmy jeszcze w stanie stawić czoło tej fali szaleństwa? A może pozostało nam już tylko odliczanie dni do momentu, w którym woda w garnku zacznie wrzeć?
Eunice i Owen Johnsowie nie są zwykłym małżeństwem. Przez wiele lat pełnili funkcję rodziców zastępczych dla kilkanaściorga dzieci, poświęcając im czas, energię, miłość i po części wyręczając z obowiązków państwo, które właśnie odpłaciło im pięknym za nadobne. „Wygląda na to, że nie nadajemy się na rodziców, tylko dlatego, że mamy normalne poglądy na sprawy dotyczące etyki seksualnej. Sędziowie zasugerowali, że nasze opinie mogą »zainfekować« nasze dzieci, zaszkodzić im” – powiedziała Eunice Johns.

Środowiska gejowskie były oczywiście zachwycone tą decyzją. „Poglądy państwa Johns są staroświeckie i odbiegają od poglądów nie tylko większości Brytyjczyków, ale i większości chrześcijan” – skonstatował autorytatywnie Ben Summerskill, szef fundacji Stonewall, wspierającej gejów, lesbijki i biseksualistów. Wygląda na to, że pan Summerskill ma jakąś tajemną wiedzę na temat „poglądów większości chrześcijan” albo po prostu używa wyssanego z palca argumentu – co jest bardziej prawdopodobne. Tak czy inaczej: homoseksualni aktywiści odnieśli jeszcze jeden sukces, upokarzając kolejnych ludzi, których jedynym błędem było to, że nie skłamali w rozmowie kwalifikacyjnej z miejskim urzędnikiem.

Wcześniej przez Wielką Brytanię przetoczyła się debata na temat adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Dwanaście katolickich agencji adopcyjnych musiało zaprzestać działalności lub zerwać związki z Kościołem, gdyż odmawiały wydawania dzieci gejom i lesbijkom. Ostatnia instytucja, która stawiała opór – agencja „Catholic Care” z Leeds – została prawnie przywołana do porządku. Władze na Wyspach doprowadziły do faktycznego wyrugowania Kościoła katolickiego z „rynku adopcyjnego”, postępując – jakżeby inaczej – w imię obrony praw człowieka.

Krótko mówiąc: brytyjscy chrześcijanie są dzisiaj jawnie dyskryminowani. Łatwiej jest zaadoptować dziecko parze rozwiązłych gejów niż małżeństwu porządnych i uczciwych katolików. Jedynym wyjściem jest ukrywanie własnego, niepoprawnego światopoglądu, choć wydawało się, że czasy, gdy chrześcijanie nie przyznawali się do swojej wiary i rozmawiali między sobą szeptem, minęły bezpowrotnie. Ale nawet kłamstwo może nam nie pomóc: policja ma przecież narzędzia, by sprawdzić, jakie poglądy mamy naprawdę. Może odpytać sąsiadów, rodzinę, przeprowadzić wywiad środowiskowy w miejscu pracy… Niedługo irańska policja obyczajowa będzie przyjeżdżać do Europy na szkolenia.

Swoją drogą: czy parze lesbijek, starającej się o adopcję dziecka, ktoś zadaje pytanie o ich stosunek do Boga, Kościoła katolickiego, Watykanu, papieża? A może warto? „Czy będą panie rozmawiać z dziećmi na temat duchowości i czy będą panie uczyć dzieci, że wiara w Boga jest równie dobra, co ateizm?” Czy odpowiedź „nie” nie powinna świadczyć o braku tolerancji i czy nie powinna ich dyskwalifikować jako potencjalnych rodziców zastępczych (w tym wypadku należałoby raczej mówić o „rodzicu A” i „rodzicu B”)?

To, co dziś dzieje się w Zjednoczonym Królestwie (tak, tak, to wciąż „Królestwo”…) jest bardzo niebezpiecznym eksperymentem, który może w pewnym momencie wymknąć się spod kontroli eksperymentatorów. Inżynieria społeczna przynosiła w przeszłości jedynie opłakane skutki – tak będzie i w tym wypadku. Mam nadzieję, że okaże się to, zanim jeszcze zacznie wrzeć woda w garnku z nami, żabami, w środku.

Mr i Mrs Johns
Marek Magierowski

urodzony 12 lutego 1971 r. w Bystrzycy Kłodzkiej – iberysta, absolwent hispanistyki na UAM, dziennikarz prasowy, polityk i dyplomata, od 25 czerwca 2018 r. ambasador RP w Izraelu. Karierę dziennikarską rozpoczynał w „Najwy...