Psałterz Lewisa

Psałterz Lewisa

Jaka książka o psalmach może być wiarygodna? Tylko taka, która jest pisana przez człowieka często pochylającego się nad psałterzem. Bardziej niż zawodowych egzegetów mam na myśli kogoś, kto przejął się swoją wiarą i stawił czoło psalmom. Nie popis erudycji mnie przekonuje, ale kark przyzwyczajony do schylania głowy i oczy – te, o których pisał Miłosz, że są nawykłe do czytania wielkiej księgi gatunku w blasku świec (Biedny chrześcijanin patrzy na getto). Psalmy to lektura piękna, ale też pełna zaskoczeń, niepokoju. Pochylić się nad psałterzem to być gotowym na odczytanie swojego charakteru: tu wychodzą wszelkie krnąbrności, znaki zapytania, zapalczywość. Wiem, że egzegeta potrafi chropowatość tekstów Dawidowych „ładnie” wytłumaczyć. Moje serce skłania się jednak znacznie częściej do tych autorów, którzy próbują odczytać psalmy całym swoim życiem. Wyobrażam sobie wtedy, że kładą dłoń na psalmie i próbują reagować na jego drżenie z właściwą sobie wrażliwością. Sam próbuję je tak czytać i przypuszczam, że nie jestem w tym odosobniony. Dlatego częściej sięgam po autorów, którzy wadzą się z tekstem: mnichów modlących się liturgią godzin, osoby żyjące w świecie i próbujące znaleźć własny rytm brewiarza, wreszcie poetów, dla których psalmy to często wyzwanie. I mam wrażenie, że ludzie patrzący na świat znad kart psałterza nieustannie piszą własną książkę krążącą wokół 150 utworów.

Współpisanie w trakcie czytania

C.S. Lewis napisał książkę, którą mógłby napisać każdy z wyżej wymienionych. To dzieło nie tyle wykładowcy literatury – choć odpowiednie narzędzia i tu się przydadzą – ile przede wszystkim książka człowieka stojącego wobec psalmów. Doprawdy, więcej nie trzeba. Nie są to eseje spięte sprytną klamrą pieśni Dawidowych i nie są to teksty pretendujące do bycia czymś więcej niż to, czym są. To zapis człowieka, który szuka siebie i odnajduje nici własnego życia poutykane między wersetami. Każda taka zwykła książka będzie niezwykła. Rozważania o psalmach to zapis odkryć wynikający z nagłego zrozumienia trudnego tekstu, radości „otworzenia się” kłopotliwego fragmentu psalmu, czasem owoc wieloletniej pracy, nieraz zaskakująca łaska zrozumienia. Gdy czytam słowa: „To przemyślenie zrodziło się we mnie podczas nocnej podróży, którą odbyłem na początku drugiej wojny światowej w przedziale pełnym żołnierzy” – odżywają własne wspomnienia. Mimowolnie, na marginesie, czytelnik dopisuje własne momenty swojego życia z Biblią. To jeden z ukrytych skarbów tej książki – zaprasza do współpisania w trakcie czytania. Lewis pozostaje jednak sobą: rozważania są klarownie skonstruowane i przypominają bardziej wykład doświadczonego profesora niż esej, wciąż czuć ciepły humor oraz uroczą autoironię. To Lewis nietracący nic ze swojego wysokiego, ale niezbyt odległego od czytelnika tonu. Sporą zasługą autora jest subtelnie powtarzająca się myśl przewodnia Rozważań…: nie roszczę sobie prawa do wyjątkowości przemyśleń, zwyczajnie dzielę się osobistym odczytaniem.

Lewis zaskakuje swoją wrażliwością na tekst. Przyznaję, że zazdroszczę mu takich przemyśleń i zdań jak to, że „poezja jest także małą inkarnacją, gdyż daje ciało temu, co przedtem było niemożliwe do zobaczenia i usłyszenia”. Nie dziwi zatem, że autor poszukuje różnych tłumaczeń poszczególnych wersetów, aby najpełniej „zobaczyć i usłyszeć” to, co niegdyś było zakryte. Najczęściej odwołuje się do staroangielskiego tłumaczenia Moffatta. Współcześnie brzmiący fragment Psalmu 23 z wersetem: „Stół dla mnie zastawiasz wobec moich przeciwników” dawny przekład oddawał jako: „Tyś mym gospodarzem, wydającym ucztę na moją cześć, podczas gdy moi wrogowie muszą się przyglądać”. Z ciekawości zajrzałem do tłumaczenia Jana Kochanowskiego, który przełożył to tak: „Posadziłeś mię za stół kosztowny, skąd nieprzyjaciel boleje głowny”.

Literacki styl Jezusa

Zanim pochylimy się nad psalmami, warto zobaczyć, w jaki sposób autor interpretuje Biblię. Przede wszystkim zdaje sobie sprawę z jej chropowatości. „Są tam prorocy, którzy pisząc, mieli pełną świadomość Bożego przymusu. Są tam kronikarze, których zamiarem mogło być tylko zapisywanie wydarzeń. Znajdziemy wreszcie poetów, jak na przykład tych z Pieśni nad pieśniami, którzy prawdopodobnie nigdy nie pomyśleli o innym przeznaczeniu swoich utworów, jak tylko o świeckim i naturalnym. I jest to wreszcie, co nie mniej ważne, dzieło najpierw Żydów, a potem Kościoła chrześcijańskiego, który zachował i włączył do kanonu właśnie te księgi. (…) Ludzkie cechy tego surowego materiału dają się łatwo dostrzec. Naiwność, błędy sprzeczności, a nawet podłość (jak przekleństwa w Psalmach) nie zostały usunięte”. Czy wobec tego jest to jeszcze słowo Boże? Lewis odpowiada: jak najbardziej! Nie traktując Biblii jedynie fundamentalistycznie, literalnie (któż z nas ostałby się wtedy z dwojgiem oczu?), ale używając całej wiedzy, intelektu i czując nastrój fragmentu Biblii, słyszymy słowo Boże. Autor Rozważań… zakłada, że tam, gdzie napotykamy trudności, powinniśmy się spodziewać nagrody. Trudny język Biblii zdaje się błogosławieństwem. W pierwszym odruchu zdania takie, jak te o św. Pawle – „Na pewno nie tylko ja zastanawiałem się, dlaczego Bóg, dając mu tak wiele talentów, odmówił mu zdolności jasnego i uporządkowanego wypowiadania się (która według nas byłaby tak przydatna pierwszemu chrześcijańskiemu teologowi)” – mogą budzić niepokojące zdziwienie. Temat doprecyzuje się, gdy Lewis kreśli dwie inspirujące uwagi o sposobie wyrażania się Jezusa. „Uważam także, iż nie zaszkodzi nam pamiętać, że stając się człowiekiem, On zgiął Swój kark pod słodkim jarzmem tradycji i czerpania ze swojego wczesnego środowiska. Mówiąc po ludzku, jeśli nauczył się On Swojego stylu (jeśli – ponieważ chodziło właśnie o Niego) od kogokolwiek, to od Swojej matki”. Wskazując na cechujący Magnificat ton uwielbienia, zauważa także występującą w nim pewną dzikość, radykalność – i dodaje: ta surowość słów towarzyszy Jezusowi, to Jego styl. Jezus to bardzo „nieuchwytny nauczyciel”. Nie mówi wprost, nie można Go przyprzeć do muru. Pojąć Jezusa można, jedynie spędzając z Nim czas. Nie można czytać inaczej Pisma, jak tylko się z nim wadząc. Przytoczone fragmenty pokazują, w jaki sposób Lewis odczytuje psalmy. Jest w tym doświadczenie wykładowcy, ale i próba uchwycenia tego wewnętrznego „nerwu” Biblii drgającego pod dłonią.

Najeść się psalmami

Zachwyciłem się niegdyś niewielką książką Thomasa Mertona poświęconą psalmom. Nosi tytuł Chleb na pustyni. Jest w niej fragment, który nieoczekiwanie zapadł we mnie przed laty. „Psalmy to cudownie rozmnożony chleb, którym Chrystus karmi tych, co poszli za Nim na pustkowie. Rozmyślnie odwołuję się do tego symbolu. Przyjmuje się, że cud rozmnożenia chleba wskazuje na sakrament Eucharystii, którego jest zapowiedzią. Jednakże rzeczywistość psalmów jest tą samą, choć w innej formie, którą karmimy się w Eucharystii. W obu przypadkach spożywamy Słowo Boże. W Najświętszym Sakramencie Jego Ciało jest prawdziwym pokarmem. W Piśmie Świętym Słowo wciela się w słowa ludzkie, a nie staje się ciałem. A człowiek żyje każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych”. Traktuję ten fragment, który przecież wcale nie zachwyca przy pierwszej lekturze, jako swoisty apoftegmat, maksymę współczesnego mnicha. Często się zastanawiam, dlaczego akurat te słowa są dla mnie ważne. I jedyna odpowiedź, na jaką potrafię się zdobyć, jest taka, że Merton przekazał nie tyle coś wyczytanego, ile coś osobiście przeżytego. Jeśli lectio divina opisuje się w metaforach jedzenia, to Słowo Boga ma być rzeczywiście przeżuwane. Lewis, choć bardziej kunsztowny, idealnie wpisuje się w tę tradycję stawania wobec Biblii. I choć stara się wyjaśnić sporo problemów pojawiających się podczas lektury psalmów, jak złorzeczenia czy zagadnienia drugiego znaczenia psalmów (w jakim stopniu Stary Testament przepowiada Chrystusa), mnie najbardziej interesują tematy, które są właśnie „przeżute”. Dość podzielić się jedynie dwoma przemyśleniami z bogactwa wielu, na które natrafi czytelnik. Pierwsze dotyczy słodyczy Prawa. Współcześnie nie jesteśmy już tak głodni wszelkiego rodzaju słodyczy, ponieważ dysponujemy cukrem w stopniu znacznie większym niż starożytni. Lewis, opisując doskonałość Prawa, powie, że jest jak „świeże powietrze po wyjściu z lochu, jak powrót zdrowego rozsądku po złym śnie”. Kto doświadczył nocnego mocowania się z własną wiarą, z pewnością odnajdzie się w tym fragmencie. Drugie zwraca uwagę na odczucie piękna przyrody, a zwłaszcza obecność zwierząt, które, tak jak kruk, uchodziły w Starym Testamencie za nieczyste. Porywające jest uświadomienie sobie, że wymieniając niemal jednym tchem w psalmach ludzi na równi z wszelkimi stworzeniami, których pobożny Żyd powinien się bać lub omijać, modlący się przekraczał własny światopogląd. Porywające, że wraz ze swym tchnieniem splecionym ze Słowem można przekroczyć ciasnego siebie.

Psałterz Lewisa
Marcin Cielecki

urodzony w 1979 r. – polski poeta, eseista, recenzent, pisarz.  Autor m.in. zbioru esejów Miasto wewnętrzne, książek poetyckich Ostatnie Królestwo, Czas przycinania winnic....