Przebudzenie

Katarzyna Kolska: Czy można urodzić się dwa razy?

Michał Wojtczak: Fizycznie nie. Ale uzyskanie nowych parametrów, nie metrykalnych, ale filozoficznych, bytowych, celu życia jest możliwe.

Pan ma takie poczucie, że zaczął drugie życie?

Chciałbym tak myśleć. W pewnym momencie postanowiłem zrobić grubą kreskę, wyzbyć się wszystkiego, dojść do korzeni i znaleźć odpowiedź na pytanie, co jest celem mojego życia, co jest moim powołaniem? To było najtrudniejsze.

W zrobieniu tej grubej kreski pomógł panu trochę los, przypadek, Pan Bóg. Można powiedzieć, że niczym Szaweł został pan zwalony z konia.

Rzeczywiście spadłem – nie tyle z konia, co z fotela. Gdy po wielu miesiącach już się podniosłem, chciałem to potraktować jako otwarcie nowej księgi, nowego etapu mojego życia.

W tym pierwszym życiu miał pan wszystko, o czym tak po ludzku można marzyć: kariera, stanowiska, wielki świat, ogromne pieniądze. Wielu pewnie panu zazdrościło?

Uważano mnie za człowieka sukcesu. Wszystko, czego się chwyciłem, zamieniałem z szarego na złote.

To kwestia wychowania, zdolności?

Nie potrafię tego ocenić. Choć moi rodzice byli bardzo majętnymi ludźmi, zostałem wychowany w ogromnym minimalizmie. Dostawałem 10 zł kieszonkowego na miesiąc, gdy moim kolegom rodzice dawali po 20 czy 30 zł. Gdy miałem kilkanaście lat, jeździłem do domów dziecka pomagać jako wolontariusz. Spędzałem z niepełnosprawnymi dziećmi wakacje, w czasie studiów uczyłem wychowanków domu dziecka matematyki czy fizyki.

Taką formułę narzucił mi mój ojciec. Wtedy tego nie rozumiałem, buntowałem się, płakałem po nocach. Dziś jestem mu za to wdzięczny.

To skąd te wielkie pieniądze?

Zostałem obdarzony kilkoma talentami, na które sobie nie zasłużyłem. Miałem 22 lata, gdy opatentowałem wynalazek, który został wyprodukowany w Danii i Stanach Zjednoczonych. Przez 10 lat dostawałem za to 100 dolarów miesięcznie, podczas gdy średnia pensja w Polsce wynosiła w przeliczeniu ok. siedmiu dolarów.
Studiowałem energetykę jądrową, miałem więc okazję wyjechać na zagraniczne stypendium. W wieku 24 lat napisałem pierwszą książkę po angielsku.
Zarobione pieniądze zacząłem inwestować. Kupiłem sobie też starego garbusa, którego przez rok wraz z ojcem remontowaliśmy w ogrodzie. Potem dobrze go sprzedałem i starczyło mi na nowego malucha. Kupiłem działkę. Wybudowałem dom. Kilka lat później założyłem biuro projektowe, które w krótkim czasie stało się największe w Polsce – zatrudniałem ponad 1000 osób.

Miał pan żyłkę do interesów.

Można tak powiedzieć. Ale to mi nie wystarczało. Energia mnie rozpierała. W 1987 roku założyłem Wielkopolskie Towarzystwo Gospodarcze. Na spotkanie założycielskie do Wysogotowa, gdzie znajdowała się siedziba mojej firmy, przyjechało 129 przedsiębiorców spośród 155, którzy prowadzili w Wielkopolsce prywatną działalność gospodarczą. Zatrzymano mnie nawet z tego powodu i zamknięto na kilka dni w areszcie na Rakowieckiej w Warszawie, bo uznano to za działalność wywrotową.

A jednak to panu nie wystarczyło i zdecydował się pan na romans z polityką.

To był przypadek. Na początku marca 1989 roku zadzwonił do mnie ówczesny prezes Klubu Inteligencji Katolickiej i poprosił, żebym przyszedł na spotkanie do sali duszpasterstwa akade

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się