Zobaczyć światła Taboru

Zobaczyć światła Taboru

Oferta specjalna -25%

List do Galatów

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Wyszedł spośród nas. Przyznawał się do nas. Bywał między nami. Mówił do nas, a my słyszeliśmy go na własne uszy. Podawał nam rękę i zapraszał do swego stołu. Błogosławił. Nauczał i stawiał wymagania. Przede wszystkim nie zasłaniał sobą Chrystusa, ale ukazywał Go i przekazywał Jego naukę. Był czytelny, przeźroczysty. Żył znacząco. Za kilka tygodni wyruszamy na beatyfikację Jana Pawła II.

Kiedy zastanawiam się nad świętością, to raczej uciekam od tematu, niż się do niego przybliżam. Świętość raczej poraża, niż przyciąga. W pojęciu „świętość” zawierają się wysiłek, wymaganie i jakaś niewiadoma. Świętość jest wyzwaniem ze strony Boga, aby sprostać wielkości bycia w pełni człowiekiem i dzieckiem Bożym. Ażeby oddychać miłością.

Jeśli podążać za wybitnym moralistą ojcem Jackiem Woronieckim OP, to w zjawisku świętości wyróżnić możemy trzy zasadnicze elementy: oczyszczenie się duszy ludzkiej przez opanowanie tkwiących w niej na skutek grzechu pierworodnego złych skłonności, pełnię rozwoju w tejże duszy cnót teologicznych i kardynalnych aż do praktykowania ich w stopniu heroicznym, a na koniec pośmiertne działanie danej jednostki w społeczności chrześcijańskiej, którą jest Kościół, czego objawem jest kult oddawany świętemu przez wiernych oraz łaski Boże otrzymywane za jego pośrednictwem. Nie pomylimy się, twierdząc, że nasze czasy szczególnie wrażliwe są na dwa ostatnie z tych trzech elementów. Z jednej strony żywo przemawiają do umysłowości współczesnej wspaniałe czyny miłości Jana Pawła II skierowane do ludzi z całego świata oraz jego żarliwa modlitwa do Boga, z drugiej zaś obfite łaski i cudowne wydarzenia spełniane przez Boga za jego pośrednictwem.

Jan Paweł II niezwykle czytelnie wpisuje się we wrażliwość naszych czasów. Wielkość chrześcijaństwa i Kościoła katolickiego polega bowiem między innymi na tym, że każda epoka stosownie do swych specyficznych warunków szuka w nim i znajduje to, co jest jej potrzebne.

Heroiczna miłość Jana Pawła II do Boga i człowieka jest niezwykle czytelna dla współczesnych ludzi. Może nie zawsze potrafimy pójść w głąb jego myśli i przynależności do Chrystusa, ale na naszą miarę staramy się za nim postępować. Zdumiewa pojemność jego serca… Było tam miejsce dla wszystkich. To, że niektórzy wchodzili jednymi drzwiami, a inni drugimi wychodzili, świadczy tylko o tym, jak wiele mieścił w sobie. Audiencje były przeglądem ludzkiej biedy i nadludzkiej radości. Dostojnicy i nędzarze, zaślubieni i starcy, chorzy i młodzież. Miał dla nich czas i serce.

Skąd czerpał na to siły? Odpowiedź jest krótka: z Boga. Jego zanurzenie w Bogu było imponujące i nie do podrobienia. Był pośród nas, ale wybiegał gdzieś dalej. Do tego, co działo się teraz, przynosił światło eschatologii, wiecznego trwania. To wszystko było tu i teraz, ale było jeszcze gdzieś dalej. Jeszcze raz doświadczamy tego, że owoce kontemplacji się nie starzeją, nie umierają, są wieczne.

Wybieramy się do Rzymu na beatyfikację Jana Pawła II. Jedziemy niejako po pieczęć jego świętości. Bo tej świętości jesteśmy przecież naocznymi świadkami. Jedziemy oddać hołd świętemu. Na razie zamieszanie związane z wyjazdem i pełno niewiadomych. Mamy nadzieję, że wszystko się wykrystalizuje i będziemy mogli uczestniczyć w uroczystościach beatyfikacyjnych.

Tymczasem nie znajduję w sobie uczucia, które oddawałoby doświadczenie jego świętości. Przez wiele lat, gdy byłem w jego pobliżu, odczuwałem lęk i trwogę. Bałem się coś zepsuć, zakończyć nierozważnie. Ale równocześnie czułem radość. Radość spokojną. Uśmiechniętą, niepowtarzalną i nieprzekazywalną. To była moja radość i moje doświadczenie. Potem narodziło się zobowiązanie. Bo jego świętość rodzi ostatecznie zobowiązanie.

Szukając porównania, spostrzegam, że wybieram się na górę Tabor, że pragnę na nowo zobaczyć światła Taboru. Blask jego świętości. Jego nowy sposób istnienia w chwale. On zaś, który przepuszczał światło Chrystusa, z pewnością zastąpi w tej nowej wizji Taboru Mojżesza. Dlaczego akurat Mojżesza? Bo on rzeczywiście był naszym Mojżeszem i przeprowadził nas przez Morze Czerwone.

Przepełniają mnie takie same sprzeczne uczucia, jakie dawniej znajdywałem u siebie, i stwierdzam, że są one tożsame z tymi, które znajdujemy w opisach przemienienia na Górze Tabor, kiedy to z bliska mamy do czynienia ze świętością. Nie ma jednego uczucia adekwatnego. Świętość jest zawsze większa, a nam objawia się poprzez sprzeczność. Nie mamy też jasnego pojęcia świętości. Chyba, że nazwiemy ją Miłością. Nie spierając się o słowa ani o uczucia, jadę do Rzymu zobaczyć światła Taboru.

Byłem świadkiem wielkości pontyfikatu Jana Pawła II, którą trzeba mierzyć nie tyle dokonaniami, ile raczej wielkością jego osoby, jej świętością, czyli troską o stawanie się coraz lepszym „obrazem i podobieństwem” Boga, który jest wzorem świętości. Czyny emanują z osoby. Są jej objawieniem. Przedmiotem jednakże podziwu i naśladowania z naszej strony winny być w pierwszym rzędzie nie czyny Jana Pawła II, których z natury rzeczy nie jesteśmy w stanie naśladować, lecz wielkość miłości, która te czyny natchnęła. A tej miłości życie Jana Pawła II daje z reguły barwny, zawsze piękny i wzruszający wyraz.

Zobaczyć światła Taboru
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...