Skrupulatom na ratunek
Twierdzenie, że Sobór Watykański II jest jedynym lub przynajmniej głównym winowajcą wszystkiego, co złe w Kościele, stanowi znaczne uproszczenie.
Po zawieszonym w 1870 roku Soborze Watykańskim I, który uroczyście ogłosił dogmat o nieomylności papieża, wydawało się, że w przyszłości nie będzie już trzeba zwoływać soborów powszechnych. Wszystkie bowiem problemy i trudności natury dogmatycznej, dyscyplinarnej i pastoralnej miał odtąd rozstrzygać biskup Rzymu. Taki sposób zarządzania Kościołem zdawał się prostszy, skuteczniejszy i tańszy. Wyrazistym przykładem zastosowania tej logiki może być ogłoszony w 1950 roku przez Piusa XII dogmat o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny.
Jakim zatem szokiem dla wielu katolików musiała być zapowiedź zwołania nowego soboru powszechnego przez podeszłego wiekiem Jana XXIII, którego wybór zdawał się rozpoczynać jedynie tzw. pontyfikat przejściowy. 77-letni papież o swoim zamiarze powiadomił kardynałów na konsystorzu już trzy miesiące po objęciu Stolicy Piotrowej. Z jednej strony decyzja papieska była jak grom z jasnego nieba. Co więcej, na sobór jako specjaliści zostali zaproszeni teologowie, którzy wcześniej byli na cenzurowanym, tacy jak chociażby dominikanin Yves Congar czy jezuita Henri de Lubac.
Z drugiej strony, wielu odczuwało potrzebę zmiany myślenia w Kościele, odejścia od mentalności oblężonej twierdzy, tropienia modernizmu na każdym kroku, jak również postulowało zmianę języka teologicznego na bardziej pozytywnie nastawiony do świata. Oczekiwano również dalszej reformy liturgii rzymskiej, która rozpoczęła się już za pontyfikatu Piusa XII.
Podczas obrad soborowych widoczne było napięcie na linii kurialiści rzymscy – hierarchowie z terenu. Przedstawiciele kurii rzymskiej, którzy zredagowali dokumenty soborowe, dążyli do tego, by ojcowie soboru jak najszybciej je zaakceptowali. Okazało się jednak, że uczestnicy Vaticanum II nie byli aż tak ulegli. Niektóre dokumenty przeszły długą drogę redagowania, korekty, cyzelowania1.
Zwolennicy spiskowej teorii dziejów uważają, że za zwołaniem soboru stała masoneria i wszelkiej maści wrogowie Kościoła. Zwracają przy tym uwagę na to, że uczestnicy soboru nie potępili panującego wówczas na świecie bezbożnego komunizmu. Inni podkreślają, że sobór ten był za mało progresywny, ponieważ, na przykład, nie zdecydował się na zniesienie celibatu kapłanów ani też nie podjął dyskusji na temat ewentualnego dopuszczenia kobiet do sakramentu święceń. Dlatego już na początku należy podkreślić, że ocena tego soboru wciąż nie jest jednoznaczna i oscyluje między entuzjazmem a rozczarowaniem.
Legendarna reforma liturgiczna Soboru Watykańskiego II
Z perspektywy czasu wydaje się, że największym mitem związanym z Vaticanum II jest reforma liturgiczna, która miała być wprowadzona przez ten sobór. Za taką wersją wydarzeń przemawiało to, że pierwszym zatwierdzonym dokumentem soborowym była Konstytucja o liturgii Sacrosanctum concilium (KL). Tempo prac nad tym dokumentem wskazywałoby, że kwestia liturgii i jej reformy jest rzeczywiście paląca.
Reforma liturgiczna nie została jednak zainicjowana dopiero na tym soborze. Już od XIX wieku rozwijał się bowiem ruch liturgiczny, którego działalność uwidoczniła się namacalnie za pontyfikatu Piusa XII. To właśnie ten papież skrócił post eucharystyczny do trzech godzin, podczas gdy od wczesnego średniowiecza trwał on od północy (naruszało go nawet zażycie lekarstwa czy wypicie wody). Dzięki złagodzeniu postu eucharystycznego zaczęto odprawiać msze święte popołudniowe, była też możliwość przeniesienia wszystkich liturgii Triduum Sacrum na godziny popołudniowe (liturgia Wielkiego Piątku), wieczorne (msza wieczerzy Pańskiej) lub nocne (Wigilia Paschalna). Ponadto same obrzędy liturgii Wielkiego Tygodnia zostały uproszczone, nad czym niektórzy sympatycy tzw. rytu przedsoborowego po dziś dzień ubolewają, a nawet traktują tę zmianę jako początek protestantyzacji rytu rzymskiego.
Zajrzyjmy teraz na chwilę do przesłania Konstytucji o liturgii Soboru Watykańskiego II. Czy dokument ten wprowadza jakieś istotne, konkretne reformy? Na pewno nie w takim stopniu, w jakim mu się to przypisuje. Jest to bowiem raczej zbiór postulatów, co należy zmienić, zmodyfikować, usunąć, odnowić, uprościć, aby unikać niepotrzebnych powtórzeń (por. KL 50 i 75). Jeden z najbardziej konkretnych zapisów tej konstytucji brzmi: „Należy znieść prymę” (KL 89d)2 jako jedną z godzin brewiarzowych.
Jeśli chodzi o wprowadzenie języków narodowych do liturgii, dokument ten podchodzi do tego bardzo ostrożnie: „W obrządkach łacińskich zachowuje się używanie języka łacińskiego poza wyjątkami określonymi przez prawo szczegółowe. Ponieważ jednak we mszy świętej, przy sprawowaniu sakramentów i innych czynnościach liturgii używanie języka ojczystego nierzadko może być bardzo pożyteczne dla wiernych, można mu przyznać więcej miejsca, zwłaszcza w czytaniach i pouczeniach, w niektórych modlitwach i śpiewach, stosownie do zasad, które w tej dziedzinie ustala się szczegółowo w następnych rozdziałach” (KL 36 § 1–2). Z drugiej zaś strony, „należy jednak dbać o to, aby wierni umieli wspólnie odmawiać lub śpiewać także w języku łacińskim stałe części mszy świętej dla nich przeznaczone” (KL 54).
Konstytucja o liturgii zawiera m.in. postulat „obfitszego zastawienia stołu Słowa Bożego”, czyli dbania o to, by w „ustalonym przeciągu lat odczytać wiernym ważniejsze części Pisma Świętego” (KL 51), koncelebry mszalnej, która zachowała się na Zachodzie w formie szczątkowej jedynie przy konsekracji biskupa, benedykcji (błogosławieństwa) opata i podczas święceń kapłańskich (KL 57–58), przywrócenia katechumenatu dorosłych (KL 66), ukazania ścisłego związku bierzmowania z inicjacją chrześcijańską (KL 71), nazywania ostatniego namaszczenia sakramentem namaszczenia chorych (KL 73).
Dokument ten w ramach mszy po Ewangelii umiejscawia homilię, która ma być odtąd głoszona w niedziele i święta nakazane (KL 52). Ponadto Konstytucja o liturgii przywraca modlitwę powszechną zwaną inaczej modlitwą wiernych, która skutecznie zanikła we mszy rzymskiej już w V wieku, a zachowała się jedynie w starożytnej formie w Liturgii Wielkiego Piątku. Warto przy tym zwrócić uwagę, że modlitwa wiernych zgodnie z intencją autorów Sacrosanctum concilium miała być zanoszona tylko w niedziele i święta nakazane (KL 53), a nie podczas każdej mszy.
Niektóre zalecenia zawarte w Konstytucji o liturgii są jedynie powtórzeniem tego, do czego wzywali papieże w ostatnich stuleciach. Chodzi tutaj zwłaszcza o zapis, w którym „zaleca się bardzo ów doskonalszy sposób uczestnictwa we mszy świętej, który polega na tym, że po komunii kapłana wierni przyjmują Ciało Pańskie z tej samej Ofiary” [konsekrowane podczas sprawowanej w tym momencie Eucharystii – przyp. red.] (KL 55). W podobnych słowach do tej praktyki wzywał już papież Benedykt XIV w encyklice Certiores effecti w 1742 roku, a później papież Pius XII w encyklice Mediator Dei w 1947 roku. Jak widać, zalecenie to po dziś dzień czeka na wdrożenie.
Warto zatem zwrócić uwagę na to, że w Konstytucji o liturgii podkreślana jest ciągłość nauczania Kościoła, również w kwestiach dogmatycznych. Dokument ten pozwala na przykład na udzielanie pod pewnymi warunkami komunii pod dwiema postaciami, ale „przy zachowaniu ustalonych przez Sobór Trydencki zasad dogmatycznych” (KL 55). Widać zatem, że na Soborze Watykańskim II jedynie postulowano reformę liturgii. Natomiast przeprowadzenie tej reformy zostało powierzone Consilium ad exsequendam Constitutionem de Sacra Liturgia, czyli Radzie do wykonania postanowień Konstytucji o liturgii, działającej od 1964 do 1969 roku. Efektem pracy tej rady było zredagowanie nowego mszału i innych ksiąg liturgicznych.
Sformułowanie „reforma liturgiczna Soboru Watykańskiego II” urosło do rangi legendy. Należy w tym miejscu dodać, że podobna sytuacja miała miejsce w XVI wieku w kontekście tzw. reformy trydenckiej – reforma liturgii nastąpiła dopiero po zakończeniu tego soboru, na którym dostrzeżono już potrzebę ujednolicenia rytu oraz usunięcia podejrzanych teologicznie tekstów liturgicznych.
Sobór dialogu
Orzeczenia Soboru Watykańskiego II, w odróżnieniu od innych soborów powszechnych, charakteryzują się tym, że nie zawierają tzw. anatematyzmów, czyli twierdzeń odrzuconych lub potępionych przez Kościół katolicki. W dokumentach panuje raczej nastawienie pozytywne, co pokazuje, że intencją uczestników soboru było szukanie w Kościele i w świecie tego, co dobre. Widziano potrzebę odejścia od mentalności oblężonej twierdzy, atakowanej przez wszelkiego rodzaju kacerzy, modernistów czy ateistów.
I tak Konstytucja dogmatyczna o Kościele Lumen gentium (KK) naucza, że Kościół Chrystusowy „trwa w (subsistit in) Kościele katolickim, rządzonym przez Następcę Piotra oraz biskupów pozostających z nim w komunii, chociaż i poza jego organizmem znajdują się liczne pierwiastki uświęcenia i prawdy, które jako właściwe dary Kościoła Chrystusa nakłaniają do katolickiej jedności” (KK 8). To stwierdzenie wyraźnie podkreśla, że poza widzialnymi granicami Kościoła katolickiego nie ma próżni eklezjalnej i Duch Boży też może tam działać i sprawiać dobro.
W tym też duchu Ojcowie soboru orzekają, że co do ochrzczonych, którzy „noszą zaszczytne imię chrześcijan, ale nie wyznają całej wiary lub nie zachowują jedności komunii pod zwierzchnictwem Następcy Piotra, to Kościół wie, że jest z nimi związany z licznych powodów” (KK 15). Z kolei w Dekrecie o ekumenizmie Unitatis redintegratio (DE) o wspólnotach niekatolickich napisano wprost, że „choć w naszym przekonaniu mają braki, nie są bynajmniej pozbawione wartości i znaczenia w misterium zbawienia. Duch Chrystusa bowiem nie waha się posługiwać nimi jako środkami zbawienia, których skuteczność pochodzi wprost z pełni łaski i prawdy powierzonej Kościołowi katolickiemu” (DE 3). W tym też dokumencie odważnie podkreślono, że współczesnych chrześcijan niekatolików, przepojonych „wiarą Chrystusową, nie można obarczać grzechem odłączenia, a Kościół katolicki otacza ich braterskim szacunkiem i miłością. Ci bowiem, którzy wierzą w Chrystusa i w sposób właściwy przyjęli chrzest, trwają w jakiejś, choć niedoskonałej, wspólnocie (communio) z Kościołem katolickim” (DE 3). Dlatego raczej należy ich nazywać braćmi odłączonymi niż heretykami czy schizmatykami.
Ojcowie soborowi piszą pozytywnie nie tylko o niekatolikach, ale również o niechrześcijanach: „Ci wreszcie, którzy jeszcze nie przyjęli Ewangelii, w rozmaity sposób przyporządkowani są do ludu Bożego” (KK 16). W kontekście tego sformułowania dokumenty soboru najwięcej miejsca poświęcają wyznawcom judaizmu i islamu: „Przede wszystkim więc ten naród [żydowski], który otrzymał przymierze i obietnice, a z którego narodził się Chrystus według ciała (por. Rz 9,4n), lud dzięki wybraniu szczególnie umiłowany ze względu na praojców, albowiem Bóg nie żałuje darów i wezwania (por. Rz 11,28n). Ale plan zbawienia obejmuje także i tych, którzy uznają Stworzyciela, wśród nich głównie muzułmanów; oni bowiem, wyznając, iż zachowują wiarę Abrahama, czczą wraz z nami jedynego i miłosiernego Boga, który będzie sądził ludzi w dniu ostatecznym” (KK 16).
Natomiast Deklaracja o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich Nostra aetate (DRN) dodaje bardzo ważne słowa na temat wyznawców judaizmu: „Pomimo, że przywódcy Żydów wraz ze swymi zwolennikami usilnie domagali się śmierci Chrystusa (por. J 19,6), to jednak tym, co wydarzyło się w czasie Jego męki, nie można obciążać ani wszystkich bez różnicy Żydów, którzy wówczas żyli, ani Żydów dzisiejszych. Chociaż bowiem Kościół jest nowym Ludem Bożym, to jednak Żydzi nie mogą być przedstawiani ani jako odrzuceni przez Boga, ani jako przeklęci, co jakoby wynika z Pisma Świętego”(DRN 4). A zatem nie można traktować wszystkich Żydów jak przeklętych bogobójców.
Sobór Watykański II w sposób pozytywny mówi również o tzw. ludziach dobrej woli, czyli o tych, którzy nie podzielają wiary w istnienie Boga: „Ci bowiem, którzy bez własnej winy, nie znając Ewangelii Chrystusa i Jego Kościoła, szczerym sercem szukają jednak Boga, a Jego wolę poznaną przez nakaz sumienia starają się pod wpływem łaski wypełniać w swoim postępowaniu, mogą osiągnąć zbawienie” (KK 16). Te sformułowania, mające charakter inkluzywny, kształtują nową wizję Kościoła. Można by ją wręcz nazwać satelitarnym modelem Kościoła, którego jądrem co prawda pozostaje Kościół katolicki, ale wokół niego przewidziane jest też miejsce dla każdego człowieka, niezależnie od jego wyznania, religii czy światopoglądu.
Urzeczywistnieniem dialogu z każdym człowiekiem stała się Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym Gaudium et spes. Z kolei Deklaracja o wolności religijnej Dignitatis humanae (DWR) odeszła od wypracowanej w XVI wieku zasady cuius regio, eius religio, wskazując na to, że „wszyscy ludzie powinni być wolni od przymusu ze strony czy to jednostki, czy też grup społecznych i wszelkiej władzy ludzkiej, i to przynajmniej tak, żeby nikt nie był zmuszany do działania wbrew swemu sumieniu” (DWR 2).
W duchu dialogu ekumenicznego Sobór Watykański II zdefiniował jako najwyższą władzę Kościoła biskupa Rzymu wraz z całym kolegium biskupów. W ten sposób wypracowana została idea zarządzania Kościołem zwana kolegialnością, która jednak – przynajmniej dla części uczestników soboru – trąciła podważaniem dogmatu o prymacie papieża ogłoszonego na Vaticanum I. Dlatego też w celu uspokojenia głosów przeciwnych idei kolegialności, wystosowano specjalną notę wyjaśniającą, w której podkreślono, że przez kolegialność prymat biskupa Rzymu nie doznaje uszczerbku. Kolegium biskupów nie może bowiem działać bez swojej głowy, którą jest papież. Ponadto władza papieża pozostaje nieskrępowana, a niektóre jej akty, np. zwoływanie soborów powszechnych, są zarezerwowane tylko dla niego.
Wokół Soboru Watykańskiego II powstało niemało legend i mitów. Niektórzy katolicy odnoszą się do postanowień soborowych z takim entuzjazmem, że poprzedzające go dwadzieścia wieków traktują jako czas ciemnoty, zamknięcia, doktrynerstwa, potępiania i rytualizmu liturgicznego. Inni zaś odwrotnie: tak się zachowują, jak gdyby na Soborze Watykańskim II skończył się prawdziwy Kościół katolicki, który odtąd uległ zeświecczeniu i przestał być solą ziemi.
Wydaje się jednak, że w ocenie soboru zapomina się o oddzieleniu nauczania tego zgromadzenia od praktycznego wdrażania w życie owego nauczania. Gdzie bowiem drwa rąbią, tam wióry lecą. Dlatego nie należy się dziwić, że niektórzy entuzjaści Vaticanum II wykorzystali jego nauczanie do propagowania niezgodnych z intencją soboru opinii teologicznych czy praktyk liturgicznych. Z drugiej strony, twierdzenie, że to Sobór Watykański II jest jedynym lub przynajmniej głównym winowajcą wszystkiego, co złe w Kościele, również stanowi znaczne uproszczenie. Ów sobór zakończył się pół wieku temu, a świat, w którym przyszło nam żyć, stawia przed katolikami zupełnie nowe wyzwania, o których ojcom tego soboru się nie śniło.
Być może pół wieku to zbyt krótki czas, aby oceniać Vaticanum II bez wyłączenia emocji. Dlatego dopiero wtedy, gdy entuzjazm i rozczarowanie wobec niego zostaną ostudzone, będzie można podjąć bardziej merytoryczną i rzetelną ewaluację tego ważnego wydarzenia w historii Kościoła.
1 Całą tę dramaturgię w sposób iście mistrzowski opisuje o. John W. O’Malley w swojej książce pt. Co zdarzyło się podczas Soboru Watykańskiego Drugiego, Kraków 2011.
2 Wszystkie cytaty z dokumentów Soboru Watykańskiego II przytaczane są za: Sobór Watykański II, Konstytucje, dekrety, deklaracje, Poznań 2002.
Oceń