Czy muszę być Augustynem?
Oferta specjalna -25%

Rok taty

0 opinie
Wyczyść

1.

Na początku Bóg wpatrywał się w człowieka, a człowiek w Boga, i dzięki temu człowiek żył. Próba postawienia się na równi z Bogiem była grzechem i początkiem ucieczki od Niego. Można paradoksalnie powiedzieć, że Bóg i człowiek nie musieli ze sobą rozmawiać. Wystarczyła im obecność i patrzenie. Grzech rozpoczął dialog za pomocą słów, w którym człowiek próbuje usprawiedliwić swoją niewierność. Gdyby pierwszy człowiek był posłuszny, mógłby cieszyć się wolnością i obecnością Boga. Jesteśmy powołani do odkrywania i cieszenia się pierwotną wolnością, wolnością kochanego i kochającego człowieka.

Droga do obecności Boga i odkrywania naszego powołania rozpoczyna się od uznania słabości i grzechu. Na początku Eucharystii mówimy: „Uznajmy przed Bogiem, że jesteśmy grzeszni…” – to są również słowa na początek Wielkiego Postu. W powracający rytm roku liturgicznego wpisana jest nadzieja, że zawsze można zacząć od początku. To jest wieczny powrót!

2.

W pierwszym i fundamentalnym znaczeniu grzech to nie tylko przekroczenie zasad i przykazań. To także – i przede wszystkim – nasza skłonność do niego, możliwość grzechu, która czai się w sercu człowieka, a także często nasza bezradność wobec grzechu.

Potrzebujemy duchowości celników i nierządnic, czyli uznania naszych grzechów, a zarazem naszej ludzkiej bezradności wobec nich. „Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego” (Mt 21,31). Ich „przewaga” nad nami nie tkwi w nawróceniu czy też w tym, że ich ciężkie grzechy spowodowały przyrost Bożej miłości. Ich „przewaga” jest w pokorze, świadomości grzechu, który jest możliwy. Nieprawość czai się w sercu człowieka: nie jestem lepszy, ponieważ noszę w sobie możliwość największego świństwa, zdrady i niewierności. Noszę w sobie możliwość – a czasem i pragnienie – grzechu. Kiedy Jezus, podczas Ostatniej Wieczerzy, mówił o zdradzie, uczniowie „zaczęli pytać jeden przez drugiego: „Chyba nie ja, Panie?” (Mt 26,22). Uczniowie lękali się, że mogą zdradzić, nosili w sobie lęk, że mogą sprzeniewierzyć się Bożemu objawieniu. Głęboką świadomość słabości, która wcale nie jest nerwicowym, skrupulanckim poszukiwaniem grzechu w sobie, tropieniem i podejrzliwością wobec siebie. Jest za to częścią prawdy o człowieku i jego życiu.

3.

„Nie ma grzechu popełnionego przez innego człowieka, którego ja nie mógłbym popełnić z powodu mojej słabości, a jeśli go nie popełniłem, to dlatego że Bóg w swoim miłosierdziu nie dopuścił do tego i zachował mię w dobrym”1. Boże miłosierdzie może ochronić mnie przed słabością, co oczywiście nie oznacza, że jeśli popełniliśmy grzech, to zabrakło nam Bożej łaski. Święta Teresa z Lisieux pisze o swojej wdzięczności Bogu za to, że zachował ją i uchronił od najgorszego: „On chce, abym Go kochała za to, że odpuścił mi nie tylko wiele, ale WSZYSTKO. Nie czekał, aż Go ukocham bardziej niż św. Magdalena, lecz chciał, bym ZROZUMIAŁA, że ukochał mnie miłością przedziwnie uprzedzającą”2. Teresa miała świadomość, że jest jak Magdalena, że nosi w sobie taką samą możliwość grzechu. Grzech czai się we mnie, „przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży, szukając, kogo pożreć” (1 P 5,8–9). Uznanie tego pomaga stanąć wobec własnej grzeszności i grzeszności innych ze współczuciem i miłością.

4.

Nie muszę być jak św. Augustyn, to znaczy nagrzeszyć sporo, by zrozumieć Bożą miłość i obdarowanie. Grzech nie jest (ani nie był) konieczny do „uzyskania” Bożego miłosierdzia. Nie ma nic wstydliwego w tym, że ktoś rzeczywiście może powiedzieć – i będzie to prawdą – iż nie grzeszy ciężko, jest wierny Panu Bogu i ludziom. Niemniej wszyscy mają taką samą drogę do przebycia, aby stanąć przed Panem Bogiem lub pozwolić Bogu, by znalazł się w ich życiu. Święta Faustyna Kowalska pisze, że zarówno grzesznicy, jak i sprawiedliwi, potrzebują Bożego miłosierdzia3. Jezus powiedział Faustynie: „Widzisz, czym jesteś sama z siebie, ale nie przerażaj się tym. Gdybym ci odsłonił całą nędzę, jaką jesteś, umarłabyś z przerażenia. Jednak wiedz o tym, czym jesteś. Dlatego, że tak wielką nędzą jesteś, odsłoniłem ci całe morze miłosierdzia mojego”4.

Odkrywamy więc zapomnianą i niezrozumianą cnotę – pokorę. Łatwiej wtedy przyjąć słowa świętych, którzy mówili o sobie jako o największych grzesznikach. Bo rzeczywiście bliskość Boga powoduje, że więcej się widzi: „A w samej sobie, gdy w tej świadomości Bożej przegląda swoje wnętrze, dusza widzi nie tylko pajęczyny wielkich przewinień, ale każdy, choćby najmniejszy pyłek, bo Boskie Słońce świeci w niej bardzo jasno; i jakkolwiek by ta dusza pracowała nad udoskonaleniem siebie, skoro to słońce naprawdę ją ogarnie, widzi w sobie same męty”5.

5.

Nie muszę być Augustynem przed nawróceniem, by zwracać się do Bożego miłosierdzia, bo wiem, że mogę uczynić coś najgorszego. Jestem celnikiem i grzesznikiem i mówi mi o tym moje serce. Niebezpieczne jest przekonanie, że jestem w porządku i że jestem porządniejszy od celnika i grzesznicy. Konsekwencją tej postawy jest duchowa pycha i osłabienie czujności: „Myśli on sobie: »Ja się nie zachwieję«” (Ps 10,6).

Św. Teresa z Ávila pisze w Księdze życia: „Inna znowu pokusa (ukrywająca się jak i wszystkie inne pod pozorem cnotliwej gorliwości, i dlatego bardzo potrzeba umieć się poznać na niej i jej się wystrzegać), pochodzi z przykrości, jaką nam sprawują grzechy i uchybienia drugich”6. Dlaczego jest pokusą przykrość z grzechu lub uchybienia popełnianego przez drugiego? Być może Teresa mówi o subtelnej odmianie tej przykrości. Zobaczenie i świadomość grzechu kogoś drugiego może rodzić w człowieku – mimo przykrości i bólu – różne uczucia: pogardy, wyższości bądź usprawiedliwienia dla własnej słabości. Mówię z niesmakiem: „Jak on/ona mógł(a) to zrobić?”, a następna część zdania, wypowiedziana bądź nie, często przybiera postać: „Ja nigdy bym tak nie zrobił…”. To znowu znana nam postawa faryzeusza z ewangelicznej przypowieści (por. Łk 18, 9–14).

Czasami zdarza się nam być autorami wyznań o naszych dokonaniach, w których brakuje jednak podstawowego elementu głębokiego żalu i ubolewania nad grzechem. Przejawia się to w pewnym mechanizmie swoistego wyliczania grzechów bądź wręcz chełpienia się nimi (mniejszymi czy większymi), np. „może to było złe, ale co sobie użyłem…”, albo jak w anegdotycznej opowieści o pewnej starszej pani, która podczas spowiedzi opowiadała grzechy sprzed lat, a na uwagę spowiednika, że było to dawno i już Pan Bóg jej to odpuścił, twierdziła, że czasem miło tak powspominać. We własnych wspomnieniach czy też opisach grzesznych dokonań innych kryje się myślenie, że grzech jest atrakcyjniejszy od dobra, a niewierność od wierności. Może niestety tak być, że grzechy pozostają słodkim i egoistycznym wspomnieniem, a porządność bez miłości prowadzi do faryzeizmu i zgorzknienia oraz zazdrości.

6.

Do odkrycia wolności kochanego i kochającego człowieka potrzebujemy również oczyszczenia naszej duchowej wyobraźni. Czasami trudno nam pomyśleć o życiu bez grzechu, tak jakby dopiero grzech dodawał mu barw. „Zbyt często grzech wydaje nam się tak bardzo ludzką sprawą, że prawie nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie człowieka bez grzechu. Jest to jednakże w gruncie rzeczy tylko nasza subiektywna trudność. Jej najważniejszym źródłem jest to, że do naszego doświadczenia i obrazu człowieczeństwa należy nasz własny grzech, a więc i nasze stałe uwikłanie w sprzeciw człowieka wobec Boga. Wobec płynącego stąd ludzkiego pesymizmu orędzie Jezusa, Syna Człowieczego, brzmi: być człowiekiem to nie znaczy koniecznie być grzesznikiem; grzech należy niewątpliwie do ludzkiej historii, ale nie należy do niej nieodwołalnie; możliwa jest w pełni ludzka historia, w której nie ma już miejsca na grzech; co więcej, dopiero kiedy człowiek jest naprawdę i w pełni wolny od grzechu, wtedy może być naprawdę i w pełni człowiekiem”7.

7.

Zwykle, nim zacznę spowiadać, modlę się formułą rozgrzeszenia, która może stać się modlitwą spowiednika i spowiadającego się. „Bóg, Ojciec miłosierdzia, który pojednał świat ze sobą, przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna, i zesłał nam Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów, niech Ci udzieli pokoju i przebaczenia przez posługę Kościoła. I ja odpuszczam Tobie grzechy. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”.

To jest źródło wiary, nadziei i miłości, że Ten, który przyjął na siebie nasz grzech, ma moc wyzwolić i uchronić nas od ciemności grzechu oraz obdarzyć wolnością kochanego i kochającego człowieka. 

1   Św. Augustyn, Wyznania, ks. II, VII.
2   Św. Teresa z Lisieux, Dzieje duszy, Wydawnictwo OO. Karmelitów Bosych, Kraków 1984, s. 93.
  Por. Św. Faustyna Kowalska, Dzienniczek, Promic, Wydanie VI, s. 530 (1577).
4   Tamże, s. 290 (718).
5   Św. Teresa od Jezusa, Dzieła, t. I., Wyd. OO. Karmelitów Bosych, Kraków 1987, s. 279 (Księga Życia 20,28).
6   Tamże, s. 207 (Księga Życia 13,10).
7   Tomasz Węcławski, Jezus, Księgarnia św. Wojciecha, Poznań 1993, s.75–76.

Czy muszę być Augustynem?
Krzysztof Popławski OP

urodzony 5 października 1964 r. w Ostródzie – dominikanin, rekolekcjonista, misjonarz na Tajwanie i w Chinach, dwukrotny prowincjał polskich dominikanów (2006-2014), socjusz generała zakonu ds. Europy Wschodniej i Środkowej (2014-2020). Mieszka w Rzymie....

Produkt dodany do koszyka

Polecane przez W drodze