Opowieści kolczastego drutu

Opowieści kolczastego drutu

Obawiam się takich książek. Onieśmiela mnie ich rozmiar, obezwładnia temat. Lektura nie przynosi ulgi, nie udziela odpowiedzi, złośliwie mnoży pytania lub okrutnie redukuje do jednego: dlaczego? Trudno rozmawiać o takich książkach, już lepiej milczeć. Trudno rozmawiać o takich książkach, już lepiej wyjść na ulicę i wykrzykiwać ból. Lekturę należy dawkować, czytać partiami, odkładać i powracać – nie wstydzić się tego. Tym, co sprawia, że niechętnie czytam książki o tematyce łagrowej, jest nie tylko przeszywający ból, który się gnieździ i zamieszkuje już na stałe. Jeszcze bardziej boję się niezadanego pytania, które tkwi między opisanymi zdarzeniami, między powściągliwym reporterskim sprawozdaniem z piekła: jak ja bym się zachował? Nie cierpię tego pytania. Nie próbuję na nie nawet odpowiedzieć. Znak zapytania jednak pali i czuję, jakbym był naznaczony. Może tak musi być, może taka jest funkcja literatury opartej na świadectwie powrotu z nieludzkiej krainy. Unikam rozmyślania o sobie w warunkach Gułagu, podobnie jak unikam porównywania doświadczeń zachowań autorów, którzy przeżyli. Po latach odnajdywali się świadkowie, którzy twierdzili, że opisujący nie byli aż tak nieskazitelni, jak samych siebie przedstawiali. Że piętnując różne formy „sprzedawania się”, sami nie byli ponad tym. Głód, wycieńczenie, poniżenie oraz pragnienie przeżycia zrównywały wszystkich.

To, co najbardziej straszne u głodnych ludzi – pisze Szałamow – to ich zachowanie. Niby wszystko jak u zdrowych, ale jednak są pomyleńcami. Głodni zawsze bronią zawzięcie sprawiedliwości (jeśli nie są zbyt głodni ani zbyt wycieńczeni). To wieczni dyskutanci i kłótnicy, zuchwali zawadiacy. Zazwyczaj w jednym przypadku na tysiąc – i to w przypadku skrajnym – dochodzi do bójki między kłócącymi się ludźmi. Głodni zaś tłuką się wiecznie. Rozpalają spory z najbardziej dzikich i nieoczekiwanych powodów. „Dlaczego wziąłeś mój kilof, zająłeś moje miejsce?”. Który jest mniejszy czy niższy, ten stara się zbić z nóg przeciwnika, podstawiając mu nogę. Wyższy natomiast rzuca się całym ciałem, aby swoim ciężarem powalić przeciwnika na ziemię, a potem drapać, kąsać, bić… Wszystko to jest zbyt słabe, aby zadać ból lub doprowadzić do śmierci, i najczęściej odbywa się po to, by wzbudzić zainteresowanie otoczenia. Bijących się nie rozdzielało.

Niemal słychać śmiech obserwujących strażników.

Na tym tle Opowiadania kołymskie Warłama Szałamowa są nieco inne: nie oskarżają, nie wybielają – są dokładnie między, w miejscu przecinka. Szałamow pisze raczej: tak, byłem głodny, poniżany, robiłem różne rzeczy, aby przeżyć. System mielił ludzi, a Moloch codziennie dostawał swoją obfitą ofiarę. Ale pośród nienawiści, w krainie ludzkiego piekła, pod jarzmem głodu, zdarzały się przede wszystkim rzeczy podłe, a jeśli było dobro, to było go zaledwie odrobinę. Tak było. W łagrach.
Podczas lektury Opowiadań kołymskich pierwszy raz nie czułem się winny, nie zadręczałem się krążącym nade mną pytaniem. I na tym polega wyjątkowość Szałamowa, że w sposób prosty, szczery i ludzki zarazem, przekazuje tę myśl przewodnią: nie ocenia się człowieka, który żyje pod prawem głodu.

Artykuł 58

Warłam Tichonowicz Szałamow spędził w sumie 18 lat w więzieniach i


Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się