Więcej i bardziej nago

Więcej i bardziej nago

Dziwny jest ten świat i trudny do zrozumienia. Jedni czytają pornografię, inni palą ją na stosach. Jedni każą nam się seksualnie wyzwalać i odkrywać tajemnice rozkoszy, inni chcieliby zamknąć nasze ciała w ciemnych futerałach. Mądry człowiek wie, że nic w tym nowego. Naprawdę nie warto podniecać się tym publicystycznym seksem.

Seks w dziwnym świecie

Moralna rewolta, która dokonuje się w obrębie naszej kultury od kilkudziesięciu lat, ma – według jej ideologów – polegać na porzuceniu kultury wstydu. Wstyd już nie ma być regulatorem zachowań moralnych. Jako taki jest tylko reliktem dawnego świata, w którym społeczna akceptacja decydowała o miejscu we wspólnocie.
Sartre odrzucił Boga-podglądacza. Jego potomkowie chcieli odrzucić także ciekawską wspólnotę. Odtąd człowiek miał określać się sam, a nie w odniesieniu do spojrzenia innych. I wydawało się to słuszne. Czyż nieustanne myślenie o tym, co sądzą inni, jak nas oceniają, jak wpychają w przyciasne worki własnej moralności, nie jest okrutne?

Kultura wstydu była charakterystyczna dla dojrzałego mieszczaństwa, tego już nieco mniej religijnego niż dawniej, za to żyjącego w przyciasnych murach i uprawiającego handelek. Jak mówią socjologowie, kapitalistyczne mieszczaństwo musiało narzucić sobie twarde rygory moralne i dyscyplinę, która pozwoliła mu zdobyć przewagę nad starszą kulturą feudalną. Etyka pracy, powściągliwość i zamknięcie ludzkiej seksualności w czterech ścianach miało zadecydować o sukcesie tej formacji i przynieść wyzwolenie.

Krytycy starego świata czuli się jak Krzysztof Kolumb. Tyle że wielkie odkrycie nie wymagało już narażonej na liczne trudy podróży. Wystarczyło skracać spódniczki i powiększać dekolty. A potem pokazać kobietę już bez spódniczki i bez dekoltu. Można też było sięgnąć do prac antropologów, którzy rzekomo odkryli radosne spółkowanie wśród tzw. dzikusów. W ten sposób tryumf święciła stara herezja, można powiedzieć, że semipelagiańska. Zgodnie z nią zło, które dawniej nazywano grzechem pierworodnym, przyszło razem z kulturą i kultura przenosi je na kolejne pokolenia. Ta herezja, jak każda inna, jest swoistą parodią chrześcijańskiej teologii. W chrześcijaństwie zło jest zawsze ograniczeniem – nie przynosi niczego pozytywnego i nie pozwala człowiekowi się rozwijać. Porzucenie zła jest więc wyzwoleniem i początkiem nowego, wolnego człowieka. Tu także zło jest ograniczeniem, ale sprowadzonym do norm kulturowych. Ich porzucenie to także wyzwolenie.
Pornografia ma tu, rzecz jasna, swoje miejsce



Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się