Boję się liści, które żółkną
fot. daniele levis pelusi / UNSPLASH.COM

Boję się liści, które żółkną

Jej imię i nazwisko zostawiam w swojej głowie. Tylko dla siebie. Nie dlatego, że chciała coś ukryć, że się wstydzi tego, co powiedziała. To jest po prostu bardzo intymna opowieść. Spotkałyśmy się w jej domu pod Warszawą. Na kilka dni przed rocznicą śmierci jej męża. Kolejną rocznicą. Nie wstydziła się łez. Zresztą dopiero niedawno nauczyła się płakać. Chwilami płakałyśmy obie. Choć to rozmowa o odchodzeniu, umieraniu, bólu i tęsknocie, jest to przede wszystkim opowieść o miłości, która jest potężna jak śmierć.

Nie wiem, czy ją jeszcze kiedykolwiek spotkam. Ale wiem, że to, co powiedziała, zostanie we mnie na zawsze. Nazwałam ją Rut Moabitka. Sami zrozumiecie dlaczego…

Katarzyna Kolska: To będzie dla pani trudna rozmowa?

Rut: Nauczyłam się z tym żyć, ale śmierć mojego męża wciąż jest dla mnie bolesnym przeżyciem, choć od tamtego dnia minęły już 33 lata.

Długo byliście małżeństwem?

Trzy lata i 10 dni. Mój mąż zmarł po tygodniowej chorobie. Miał 23 lata.

Pierwsza diagnoza: grypa. Po dwóch dniach czułam jednak, że to nie jest zwykła grypa. Wezwałam lekarza, zażądałam, by zabrano mojego męża do szpitala. Byłam oczywiście niespokojna, ale nie przypuszczałam, że to może się tak tragicznie zakończyć. Kiedy człowiek jest młody, silny, zdrowy, wysportowany, radosny, pełen pomysłów na życie, w ogóle nie przychodzi nikomu do głowy, że coś złego może mu się stać.

Zachorował w sobotę, od wtorku był w szpitalu. Stwierdzono, że jest to bardzo ostre zapalenie wątroby. W czwartek już mnie nie poznawał. W sobotę zmarł. Do dziś boję się liści, które żółkną, bo to był właśnie ten czas. Była wtedy bardzo piękna, soczysta, wspaniała jesień, którą widziałam przez okna w szpitalu.

Była pani przy śmierci męża?

Miałam stałą przepustkę, mogłam być przy nim przez cały czas. Cierpiał strasznie.

Tego dnia, w sobotę nad ranem, po drugiej reanimacji, poproszono mnie, bym wyszła z sali. Pewnie chciano mnie oszczędzić. Przez długi czas po jego śmierci miałam przeświadczenie, że gdybym wtedy nie wyszła, to może bym go zatrzymała.

Jak pani sobie z tym poradziła?

Z tych pierwszych dni po śmierci mojego męża niewiele pamiętam. Byłam na lekach uspokajających. Obie mamy bardzo o mnie dbały. Czułam, że to jakiś koszmar, pustka, nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Wszelkimi formalnościami zajął się stryj mojego męża.

Jacek zmarł w sobotę. W następną sobotę był pogrzeb – spotkanie z ciałem kogoś, kto był tak bliski, kogo się tak bardzo kochało. Zostaliśmy parą, gdy miałam 16 lat. Nie umieliśmy się ze sobą rozstawać. Niespełna cztery lata później wzięliśmy ślub. To było bardzo szczęśliwe małżeństwo.

Pytała pani: dlaczego?

Gdy mój mąż umarł, miałam 22 lata, stałam u progu życia. Byłam do tej śmierci zupełnie nieprzygotowana. Owszem zmarła mi ukochana babcia, która miała blisko 90 lat. Tyle że to się mieściło w porządku świata. A tej śmierci nie mogłam zrozumieć.

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
Najniższa cena w ostatnich 30 dniach: 0,00 PLN
Wyczyść

Zaloguj się

Boję się liści, które żółkną
Katarzyna Kolska

dziennikarka, redaktorka, od trzydziestu lat związana z mediami. Do Wydawnictwa W drodze trafiła w 2008 roku, jest zastępcą redaktora naczelnego miesięcznika „W drodze”.Napisała dziesiątki reportaży i tekstów publicystyc...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszykKontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze