Cmentarz Sighişoara Siedmiogród
fot. NATALIA MAZUR

Życie i śmierć. Namaluj to!

Staram się nie skupiać wzroku na tych nagrobkach, które pokazują przyczynę śmierci. Ale to trudne. W śmierci jest jednak coś pociągającego. Nawet jeśli ktoś kreśli ją prymitywną, niemal dziecięcą kreską.

To było chyba wtedy, gdy nastolatki i studentki z Polski koniecznie musiały zobaczyć Babadag. Zauroczone siwiejącymi skroniami Andrzeja Stasiuka czy też jego frazami zmierzały w stronę delty Dunaju. Wcześniej oczywiście przeczytawszy Jadąc do Babadag.

Ja miałam inaczej. Może dlatego, że kilka lat wcześniej skończyłam studia. A może dlatego, że zafascynowała mnie zupełnie inna książka.

Czerwone rękawiczki Eginalda Schlattnera to niełatwa historia Niemców siedmiogrodzkich. To ich usilne wynaradawianie przez Rumunów w XX wieku. Nierzadko przy stosowaniu odrażających metod, w których specjalizują się służby bezpieczeństwa najgorszego sortu. Porażająca lektura powinna odpychać od Rumunii, ale mnie przyciągała jak magnes. Muszę jechać do Transylwanii, muszę tych Niemców – już nie-Niemców zobaczyć, porozmawiać, poznać… Póki jeszcze są…

Wzgórze

Sighişoara leży niemal w samym centrum Siedmiogrodu. Jest jednym z tych siedmiu najważniejszych miast, które dają nazwę całemu regionowi. Średniowieczny, fantastycznie zachowany gród. Wąskie brukowane uliczki, pochylone ku środkowi, by naturalnie powstał rynsztok, do którego pomyje wylewa się z każdego niemal okna. Nie trzeba nawet zamykać oczu, by poczuć to średniowieczne miasto. Zobaczyć, jak jeden, drugi, trzeci umyka w kamaszach przed nieczystościami, a służące spieszące na targ muszą trochę zakasać długie suknie.

Ale niech będzie już XVII wiek. W Sighişoarze powstają tzw. schody szkolne. Prowadzą oczywiście do szkoły. Ta mieści się na wzgórzu, a schody kończą się dokładnie na wprost wejścia. Całe – ponad 170 stopni – są drewniane i zadaszone. Bo tutaj nadzwyczaj często pada. Gdy już wejdzie się schodami na wzgórze, poza szkołą mamy tu kościół i cmentarz.

Majestatyczne, omszałe nagrobki. Świadectwo europejskości tego miejsca, które niejednemu mogłoby się wydawać zakarpacką dziczą. Josef Gottfried Kohler – czytam na jednej z tablic. Burmistrz. Zmarł pod koniec marca 1863 roku. Na zdjęciu, które wciąż przechowuję, nie sposób odczytać dokładną datę (i nie powiększę

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się