Później może już nie być
fot. dan gold / UNSPLASH.COM

Wiele rzeczy odkładamy w życiu na później. A tego później może już nie być. Świadomość tego, że czasu nie ma dużo, otwiera furtkę, żeby wyczyścić różne sytuacje, relacje, powiedzieć coś, czego się do tej pory nie mówiło. Zrobić coś, o czym zawsze się marzyło.

Daina Kolbuszewska: Pamięta siostra swoje pierwsze doświadczenie z pracy z osobami terminalnie chorymi?

Karola Głuszak CSDC: Unikałam medycyny paliatywnej jako specjalności lekarskiej, kierując się stereotypem, że to coś przykrego, trudnego. Kojarzyła mi się z czarną dziurą, pełną cierpienia, rozpaczy, łez i beznadziei. Ale kiedy życie zmusiło mnie do zajęcia się chorymi terminalnie, trafiłam w miejsce pełne życia, mimo całego bólu rozstawania się i cierpienia. Miejsce, w którym dotyka się życia w jego najpiękniejszych aspektach. Może dlatego, że bardzo prawdziwych, bo tu już nie ma miejsca na jakieś zafałszowania, pozy. To było piękne doświadczenie. Poszłam do opieki paliatywnej na dwa tygodnie, żeby zaliczyć obowiązkowy staż, ale już po tygodniu prosiłam mojego szefa, żeby mi go przedłużył!

Ale w tym pięknie, o którym siostra mówi, bywa też rozpacz. Niektórzy ludzie odchodzą, do końca zaprzeczając swojej sytuacji, walcząc ze śmiercią…

Całe życie, razem z etapem umierania, jest pełne piękna. Ale piękno nie wyklucza tego, że czasem jest trudno! Sytuacja, w której chory do końca nie ma w sobie zgody na odejście, należy do najtrudniejszych. Trzeba mu na to pozwolić i jeszcze na dodatek mu w tym towarzyszyć! Łatwiej byłoby powiedzieć: „Skoro się nie rozumiemy, ja nie mam tu nic do zrobienia”. Bycie przy nim aż do końca jest wtedy wielkim wyzwaniem.

Mówi siostra o bólu sytuacji, w której nie można już człowiekowi pomóc. Bezradność jest trudnym uczuciem?

Opowiem o czymś, co zdarzyło się na początku mojej pracy. Jechałam na wizytę do pacjentki, wysiadłam z windy i usłyszałam na klatce schodowej niewyobrażalny krzyk. Od razu wiedziałam, do których drzwi się skierować. Kobieta była w bardzo zaawansowanej fazie choroby, której towarzyszyły potworne dolegliwości. Cały organizm był zajęty zmianami nowotworowymi. Problem polegał na tym, że była całkowicie świadoma tego, co się z nią dzieje, ale nie zgadzała się na przyjmowanie morfiny. Morfina była wówczas jedynym dostępnym lekiem opioidowym – należą one do najsilniejszych środków przeciwbólowych. A inne okazały się już nieskuteczne. Rozmowa cały czas grzęzła w jednym punkcie: „Nie będę brała morfiny, nie chcę być narkomanką”. Kiedy odchodziłam od jej łóżka, już tak nie krzyczała. Była spokojniejsza, choć niewiele byłam w stanie dla niej zrobić. Zmodyfikowa

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się