W ręce Ojca
fot. dan gold / UNSPLASH.COM

Śmierć w nieodłączny sposób wpisuje się w nasze życie. Wycięcie świadomości śmierci stanowi amputację części życia.

Anna Sosnowska: Boi się ojciec śmierci?

Jan Andrzej Kłoczowski OP: W pewnym sensie tak, ponieważ jestem człowiekiem, więc też i zwierzęciem, a strach to normalna reakcja na koniec pewnego etapu życia, biologicznego życia.

Ale człowiek to także istota duchowa.

Dlatego ten wymiar biologiczny jest u niego ściśle związany z wymiarem duchowym. Niezwykle cenię powiedzenie Gabriela Marcela, że śmierci boi się najbardziej ten, dla którego śmierć biologiczna będzie jego pierwszą śmiercią.

Jak rozumieć te słowa?

Śmierć została wpisana w życie człowieka na rozmaite sposoby – szczególnie mocno doświadczamy jej poprzez śmierć naszych najbliższych, ale także poprzez fenomen naszego własnego przemijania, które zawsze wiąże się z utratą kogoś i czegoś, jakiegoś wymiaru siebie. W tym sensie, na gruncie czysto filozoficznym, Heidegger mówił, że człowiek jest bytem-ku-śmierci.

Nikt dziś raczej nie ma ochoty tak właśnie o sobie myśleć.

Ponieważ jesteśmy zanurzeni w chwili bieżącej i ewentualnie otwarci na najprostsze oczekiwania, niesięgające daleko w przód. Fenomen przemijania i wpisane w to fakty śmierci staramy się usunąć z naszej pamięci, z naszej świadomości. A właściwie we wszystkich kulturach było obecne coś, co się nazywało ars moriendi – sztuka umierania.

Która współcześnie już chyba całkiem wyginęła?

Dużo dziś mówimy o sztuce umierania będącej przedmiotem zainteresowania lekarzy, szczególnie tych zajmujących się stanami terminalnymi.

Ale nam o inną sztukę umierania chodzi.

Tak, o sztukę obejmującą całego człowieka. Przypomina mi się obraz Hieronima Boscha „Śmierć skąpca”, przedstawiający dramat, jaki się rozgrywa wokół tego, który ma odejść – diabeł wyciąga spod łóżka wszystkie jego grzechy, ukradzione pieniądze, a anioł próbuje wyszarpnąć tę duszę i skierować ją do Chrystusa miłosiernego. Z kolei w krakowskim klasztorze bernardynów mamy obraz „Taniec śmierci”, na którym śmierć pląsa ze wszystkimi ludźmi, od dzieciątek poczynając, poprzez królów, biskupów, papieży – czyli pamiętaj, człowieku, kimkolwiek jesteś, że śmierć została wpisana w twoje życie.

Te obrazy są przerażające, straszne, więc trudno się dziwić, że – skoro nasz koniec ma tak wyglądać – nie chcemy o nim myśleć.

Tylko czy to jest oznaka strachu przed śmiercią, czy raczej przed życiem? Skoro śmierć w nieodłączny sposób wpisuje się w nasze życie, to wycięcie świadomości śmierci stanowi amputację części życia.

Co w ten sposób tracimy?

Jakąś głębię i odpowiedzialność za to, co czynimy. Tu wracamy do powiedzenia Marcela, że śmierć jest straszna dla tego, dla kogo jest pierwszą śmiercią. My musimy być bardziej świadomi naszego przemijania, kruchości, ale również i tego, co mówi nam na ten temat Ewangelia. Weźmy choćby słowa Jezu

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się