A ja go lubię
fot. fernando reyes bJg / UNSPLASH.COM

Tej mojej cechy charakteru zawsze się wstydziłem, choć późno ją sobie nazwałem. A nazwałem niedoskonale, przydługo i mętnie, fizjologiczną miłością bliźniego.

Lubię ludzi – to coś, czego bym się nie wyparł. Podczas każdej podróży staram się usiąść jako ktoś anonimowy w miejscu, w którym najchętniej przebywają miejscowi, słuchać ich rozmów, patrzeć na ich wzajemną serdeczność. Od kiedy zacząłem czytać Piera Paola Pasoliniego, nie tylko reżysera, lecz również eseistę i poetę, poczułem instynktownie, jak gdyby on przyszedł na świat, żeby mówić o mnie. Kiedy inni eksponowali jego lewicowość, powtarzał, że nie interesuje go tysiącletnia walka ludu o równość klasową, lecz jego wesołość. Naturalność zachowań. Spontaniczne odnoszenie się do siebie nawzajem.

Od kiedy pamiętam, prędzej czy później ktoś kazał mi się wstydzić pełnej aprobaty dla innych. W świecie, w który coraz głębiej wchodziłem, coraz bardziej dominowała ocena postępowania, gestu, deklaracji. Co i raz ktoś mówił, że jeśli nie będzie korekty, napomnienia, da to pole relatywizmowi czy bylejakości. Kiedy w liceum wychowawczyni poprosiła o wykaz najważniejszych cech charakteru człowieka, kilka osób wskazało na konsekwencję. A ja przecierałem oczy ze zdumienia w najgłębszym i najbardziej autentycznym przekonaniu,

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się