Każdy ma jakieś zakamarki
fot. mitchel lensink / UNSPLASH.COM

Każdy ma jakieś zakamarki

Szkoda mi wszystkich niewysłuchanych w porę historii o Zagładzie. Co dzień budzę się z pytaniem, co robiłam przez pięćdziesiąt lat swojego życia? Trzeba chodzić, pytać, dopóki świadkowie żyją i mogą opowiedzieć.

Paulina Wilk: Kim jest dla pani Irena Sendler?

Anna Bikont: Bohaterską kobietą, która ratowała Żydów.

Bohaterstwo jest elementem realnego życia czy czymś symbolicznym, z innego porządku?

Nieraz w życiu spotykałam bohaterów. Na przykład Jacka Kuronia, Marka Edelmana, ale i wcześniej różne osoby, w domu moich rodziców. Zawsze więc miałam poczucie, że bohaterowie są blisko, na wyciągnięcie ręki, że to realni ludzie. W przypadku Sendlerowej słowo „bohaterka” przychodzi mi do głowy natychmiast.

Co się złożyło na jej bohaterstwo?

Postawienie sobie za cel w czasie wojny, że będzie ratowała Żydów. To było dla niej najważniejsze. I jednocześnie najtrudniejsze. Bo nie tylko niosło ze sobą ryzyko śmierci, ale też stawiało ją poza nawias społeczeństwa. Sendlerowa nigdy potem nie poradziła sobie z tym, ile złego w czasie wojny usłyszała od Polaków o Żydach. I po latach czuła, że gdy tylko w rozmowie pojawiał się wątek żydowski, po drugiej stronie wyrastał mur. Bohatersko skazała się więc na samotność i strach. Na wyobcowanie, na ukrywanie. Bo przecież przed znajomymi, nawet przed dziećmi zatajała to, że jej mąż – Adam Celnikier – jest Żydem, którego ona uratowała z getta. Jak to jest – ukryć przed własnymi dziećmi najważniejszą chyba rzecz, jaką się zrobiło? Pomogła mu wyjść z getta, znajdowała kolejne mieszkania, a gdy był donos na niego i znajomego, poszła na posterunek policji, by dwóch Żydów, w tym Celnikiera, wykupić! Sendlerowa ryzykowała dla niego życie i nikomu o tym nie opowiadała.

Dlaczego?

Bała się.

Czy bohaterstwo wyklucza strach, czy istnieje pomimo niego? Po wojnie Sendlerowa bała się też zostawać sama w mieszkaniu, dręczyły ją wizje gestapowców wchodzących drzwiami, oknami…

Byli ludzie, którzy w czasie wojny działali wręcz fantastycznie, bez lęku. I Sendlerowa chyba do nich należała. Była zdeterminowaną buntowniczką, robiła swoje. Ten strach – nieobecny lub tłumiony – wyszedł z niej dopiero później. I był związany z Żydami. Po marcu 1968 roku mówiła do przyjaciółki: „Zakładamy nową Żegotę”, telefonowała do Żydów, których kiedyś pomagała ratować, i zapewniała, że będzie ich przechowywać. A w 2001 roku bała się, że jej wnuczka nie zostanie dopuszczona do matury, jeśli szkoła się dowie, że dziadek był Żydem. Nie mam zbyt dobrego zdania o PRL i Polsce współczesnej, ale jej lęk był zdecydowanie nadmiarowy. Potęgował się z czasem, bo była z nim sama. Wciąż się kryła.

W książce wykazuje pani, że większość Polaków w czasie wojny traktowała Żydów z obojętnością, która zabija. Dlaczego Sendlerowa była inna?

Całe przedwojenne środowisko skupione wokół Wolnej Wszechnicy Polskiej, w którym Sendlerowa się obracała, było polsko-żydowskie. Nikt z nich nie myślał o swoich przyjaciołach z Wszechnicy w kategoriach „Polak” lub „Żyd”. Oni byli grupą zaprzyjaźnionych lewicowych działaczy społecznych, których nagle rozdzieliła wojna. W g

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się