Thomas (Paradoks) Merton
fot. daria nepriakhina / UNSPLASH.COM

Thomas (Paradoks) Merton

Jeśli miałbym wskazać, na czym polega wyjątkowość monastycznej drogi Mertona, to wymieniłbym dwie rzeczy: dążenie do samotności oraz nieustanny dialog ze światem. Czy to jest sprzeczność?

Przekroczenie bram klasztoru Gethsemani było dla Thomasa Mertona dotarciem do upragnionej ultima thule mistyków. 10 grudnia 1941 roku zakończyło się wygnanie, rozpoczęła się podróż. Odkrywając dar wiary i wybierając drogę monastyczną, Merton decydował się na podróż wewnętrzną. Jej istota opiera się na paradoksie: już – jeszcze nie. Wygnanie zawiera w sobie poczucie krzywdy – coś się utraciło, jest się gorszym. To również skazanie na błąkanie się, ciągłe przemieszczanie, często bez poczucia celu, który właśnie został odebrany. Zmęczenie, senne złudzenie pomieszane z chorobliwym podnieceniem (tu? a może tu? czy to już tu?). Klasztor był punktem, który obwieszczał koniec wygnania. Bóg był tu – w codziennej liturgii, w posłuszeństwie regule, w złożonych ślubach. Należało tylko wspinać się po siedmiopiętrowej górze, wędrować ku prawdzie, wejść w obłok niewiedzy. Klasztor, do którego wstąpił Merton, dawał poczucie bezpieczeństwa oraz pewność znalezienia odpowiedzi. Ukryte w lasach Kentucky opactwo odpowiadało ówczesnym klimatom duchowości – świat dryfuje w stronę zagłady, zaś skupieni na modlitwie bracia odtwarzają ziemski przedsmak niebiańskiego raju. Merton wstąpił do Kościoła przedsoborowego, z jego poczuciem bycia oblężoną twierdzą, z wciąż potwierdzaną wyższością stanu duchownego nad świeckim. Gethsemani jawiło się zatem jako lepsza cząstka świata, ba, jako świat prawdziwy. To idealistyczne postrzeganie Merton przeniósł także na zakon: bracia razem pracują, modlą się, jedzą i śpią. Pogrążeni w milczeniu, swoją pokutą wypraszają zbawienie dla świata. Góra kontemplacji i obłoki milczenia. Merton znalazł w klasztorze ukojenie, a to się powinno czytać: był wygnany, a odnalazł się. W sensie zupełnie dosłownym: otrzymał nowe imię (zakonne: Ludwik) i nowe ubranie (habit). Oto tu ten, który się narodził, Frater Maria Ludovicus, zamknął wieko nad Thomasem Mertonem. Paradoks pierwszy tej podróży: jest ich dwóch, ponieważ na początku wędrówki Merton i Ludwik to różne osoby. Przychodząc do klasztoru, Merton był przekonany, że to, kim był w świecie, musi umrzeć. Postrzegał to bardzo dramatycznie jako rzeczywiste odcięcie się od świata. Dodajmy: czas temu sprzyjał. Jest 1941 rok, ogień konfliktu liżący dotąd jedynie Europę teraz zaczyna się upominać o Stany Zjednoczone. Położone w Kentucky opactwo, wśród zapierającej dech nieujarzmionej przyrody, gnanemu przez własne demony Mertonowi wydawało się ostatnim takim miejscem na ziemi. To rzeczywiście jest paradoks –

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się