Świnie i gazele
fot. miguel henriques / UNSPLASH.COM

Świnie i gazele

, 0 recenzji

Nieodmawianie litanii czy różańca wcale nie oznacza słabej wiary. Wszystko zależy od tego, na jakim etapie życia duchowego aktualnie jestem. Nie wszyscy i nie od razu czytają Pismo Święte. Czy to znaczy, że mają słabą wiarę?

Roman Bielecki OP: Mówimy: Mam słabą wiarę albo małą wiarę, albo nie mam jej wcale. Nie znam nikogo, kto by powiedział, że ma wiarę mocną i pewną. Można tak mówić? Wiarę da się mierzyć?

ks. Grzegorz Strzelczyk: Jako takiej – w sensie jakiejś abstrakcyjnej rzeczywistości – pewnie nie. Podobnie jak miłości czy nadziei. Można natomiast mówić o wskaźniku wiary, jakim jest wpływ motywacji z nią związanych na moje życiowe decyzje. Dobrze to widać, kiedy się przeanalizuje swoją osobistą historię.

To znaczy?

Mniej więcej wiem, czym się kierowałem, podejmując decyzję pięć lat temu, a czym kieruję się dzisiaj. Mogę również określić, na ile przy podejmowaniu decyzji biorę pod uwagę wskazania Ewangelii. Także to, w jakiej mierze na moje wybory ma wpływ moja więź z Bogiem. Czy w ogóle pytam Boga przed podjęciem decyzji o to, czego On chce. Takie rzeczy jestem w stanie porównać. Jak było kiedyś, a jak jest teraz. Natomiast bałbym się porównywania między ludźmi, że ktoś ma wiarę większą albo mniejszą od mojej.

Wiara jest czymś, co się dzieje we mnie – jest związana z różnymi życiowymi doświadczeniami i działaniem Bożej łaski. To jest nieporównywalne. Bo w grę wchodzi i mój charakter, i moja historia życia, i rodzina, i moje przeżycia osobiste. I do tego jeszcze Boże obdarowanie.

Mówisz o tym, żeby się nie porównywać, ale przecież tak się nie da. Bo w ławce obok siedzi ktoś z pobożną miną, a koło mnie do komunii idzie ktoś, kto równie nabożnie wygląda. A ja…

Z porównań rodzi się zazdrość, bardzo często nieuzasadniona, bo nie wiemy, co siedzi w drugim człowieku. Albo oskarżanie się i wbijanie w poczucie winy. Albo pycha. Nie tędy droga. Poza tym, do czego miałoby prowadzić takie porównywanie? Ktoś jest ode mnie lepszy lub gorszy w pobożności. No i co z tego?

Żyjemy obok siebie, nie da się na siebie nie patrzeć.

Jedyny sens takiego patrzenia na czyjeś zachowanie to wstawiennictwo za grzesznika albo podpatrywanie przykładu życia świętego. Czy nie po to właśnie mamy świętych? Ludzi, którzy w sposób ponadprzeciętny pokazują jakiś element chrześcijaństwa. Patrzę na kogoś takiego, wiedząc, że sam, dajmy na to w dziedzinie cierpliwości czy miłosierdzia, nie jestem dobry. A on mi pokazuje, że można być lepszym.

Jak święty, to wiadomo – ma lepszą wiarę.

Nie, po prostu lepiej i bardziej wyraziście realizuje jakiś wymiar chrześcijaństwa, który i ja chciałbym naśladować.

Może właśnie to jest miernikiem wiary. Widzimy, że ktoś się modli, ktoś czyta Pismo Święte, ktoś się angażuje w pomoc ubogim. Ja tego nie robię, więc?

Nie, to pokazuje tylko jeden wymiar czyjegoś życia wiary. Przecież może być tak, że ktoś się dużo modli, a jednocześnie nie jest w stanie wyjść z jakiegoś grzechu. Albo dużo się udziela charytatywnie, a jednocześnie jest niepunktualny.

Trudno jednak zaprzeczyć, że element pobożnościowy jest dla wiary konieczny.

Oczywiście. Tylko czym innym jest porównywanie poziomu wiary, a czym innym stwierdzenie, że ktoś robi coś lepiej albo gorzej. To nie jest to samo.

Ale to

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się