Staś pyta o Boga

Staś pyta o Boga

Na chrzcie znajomej Tereski, gdy ksiądz zaczął pytać zgromadzonych: „Czy wierzycie w Boga Ojca…?”, wszyscy odpowiedzieliśmy: „Wierzymy”. Na co Stasio zapytał zgromadzonych: „No, ale dlaczego wierzymy?”.

Staś ma 3 lata. O Panu Jezusie rozmawiamy od półtora roku. Staś wcześnie zaczął mówić, a przede wszystkim pytać. Od pytań typu: „co to?” dość szybko przeszedł do pytań o Pana Jezusa. Naszą ulubioną książką i zarazem inspiracją do tych rozmów jest Biblia dla maluchów wydawnictwa Vocatio. Jest napisana w pierwszej osobie, więc czyta się ją doskonale. Stasio jest w stanie przeczytać ją ze mną całą, 450 stron, w ciągu dwóch godzin. Obaj jesteśmy nią naprawdę zafascynowani. Czasami dla odmiany czytamy ją też po kawałku i wtedy pytaniom Stasia nie ma końca. „Dlaczego Pan Jezus zmartwychwstał? Dlaczego Pan Jezus, choć był królem, nie miał korony? Dlaczego Dawid rzucił kamieniem? Dlaczego nie mogli złowić ryb? Dlaczego Maria trochę bała się anioła? Dlaczego…?”. Dość często trudno mi było znaleźć odpowiedź na każde z tych pytań. Są to dla mnie nieustające rekolekcje, bo Staś stawia przede mną pytania o sprawy fundamentalne. Tak było też na chrzcie znajomej Tereski, gdy ksiądz zaczął pytać zgromadzonych: „Czy wierzycie w Boga Ojca…?”, wszyscy zgodnie odpowiedzieliśmy: „Wierzymy”. Na co Stasio zapytał zgromadzonych: „No, ale dlaczego wierzymy?”. No właśnie, dlaczego?

A ty co myślisz?

Dość szybko odkryłem, że zamiast odpowiadać na te wszystkie Stasiowe pytania, warto powtórzyć pytanie albo zapytać: A jak ty myślisz?”. Wtedy sam zwykle szuka odpowiedzi. Ważna jest chwila oczekiwania – żeby nie odpowiadać za niego, tylko przeczekać – potem najczęściej się dziwię, że on już tyle sam rozumie i odpowiada sobie na takie pytania, na które mi czasem byłoby trudno znaleźć odpowiedź albo odpowiednie dla niej słowa. Często jego intuicje są niezwykle ciekawe. Ostatnio zapytał, czy skoro on przed urodzeniem, zanim jeszcze pojawił się w brzuszku mamy, był u Pana Jezusa, a jego młodszy braciszek, którego nie ma jeszcze w brzuszku, jest u Pana Jezusa, to oni się kiedyś znali. W takim przypadku pozostaje mi tylko odpowiedź: „Nie wiem, na razie to Tajemnica”.

Czasami edukacja religijna stawia mnie w trudnej sytuacji. Byliśmy w parku. Staś dość głośno pokrzykiwał. Zmęczony hałasem poprosiłem, żeby nie krzyczał. Po chwili ciszy Staś znów zaczął głośno wołać. Tym razem pokrzykiwał sobie: „Hosanna, hosanna!”, więc znów poprosiłem, by nie krzyczał tak głośno. A Staś popatrzył na mnie zdziwiony i powiedział: „Tego przecież nie można śpiewać cicho”. No tak, w Biblii dla maluchów opisany jest wjazd do Jerozolimy. Pan Jezus jedzie na osiołku, a dzieci wołają głośno „Hosanna”. Faryzeusze niezadowoleni uciszają je, ale Pan Jezus mówi: „Tego nie można śpiewać cicho”. Co mam robić? Przestaję uciszać.

Zdarza się też, że Staś „daje świadectwo” swej wiary tam, gdzie akurat go dopadnie natchnienie. Podśpiewywanie religijnych piosenek oraz zadawanie teologicznych pytań w trakcie spaceru czy jazdy tramwajem zdarza się od czasu do czasu. Kiedyś jechaliśmy pociągiem ze Stasiem i 2–miesięczną Marysią. W przedziale obok nas siedziała pewna pani, która rozmawiając ze swym mężem, wypowiadała się bardzo antyklerykalnie. Staś nie zwracał na to szczególnej uwagi, bo zwiedzał w tym czasie pociąg, czytał książeczkę, wyglądał przez okno. W pewnym momencie jednak podszedł do Marysi i zapowiedział: „Nauczę cię czegoś”, po czym wziął ją za rączki i odpowiednio nimi ruszając, powiedział: „W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen”. Następnie rozłożył je szeroko i dodał „Pan z wami”. Pani zamilkła. My też.

Szczególna inicjatywa

Ciekawe, czy dzieci mają szczególną intuicję czy dodatkowych informatorów. Staś czasem błyskawicznie ocenia stan emocjonalny naszych rozmówców, także tych, którzy raczej ukrywają swoje uczucia, albo zapowiada nam, co się wydarzy. Powiedział kiedyś mamie rano, że „Tata będzie leciał samolotem”. Tego dnia popołudniu dowiedziałem się, że czeka mnie daleka służbowa podróż, rzeczywiście samolotem. Innym razem znajomi spodziewali się dziecka. Termin rozwiązania był już blisko, ale nie rozmawialiśmy o tym szczególnie często. Któregoś ranka w drodze do przedszkola Staś nagle oznajmił: „A Mirek i Jaga urodzili już dziecko”, więc zapytałem, czy synka czy córeczkę. Staś powiedział, że synka. Parę godzin później dostaliśmy wiadomość o narodzinach pierworodnego Tymoteusza. Tym razem jednak informator Stasia nieco się pomylił, bo według jego wersji ów syn miał mieć na imię Bartek. No, chyba że okaże się to przyszłym imieniem zakonnym małego Tymka.

Sferą, przez którą można dzieciom pokazywać świat wiary, jest piękno. Do Stasia bardzo przemawia muzyka, szczególnie śpiew. „Alleluja” to jedno z pierwszych słów, które sobie podśpiewywał. Bardzo też lubi części stałe mszy i w niedzielę ustala najpierw, czy dziś będą one śpiewane po polsku czy po łacinie, żeby wiedzieć, jak zacząć. Często śpiewa tak głośno i z przejęciem, aż chciałoby się powiedzieć: „trochę ciszej”, ale może to właśnie my śpiewamy za cicho? Staś bardzo lubi chodzić po mszy do pana Henryka, organisty. To dla niego najciekawsza część wyprawy do kościoła. Księdza natomiast ocenia po tym, jak wysoko podnosi kielich podczas przeistoczenia. Jeśli wysoko, „tak, żeby wszyscy, nawet małe dzieci, widzieli”, to dobry z niego ksiądz. Jeśli nisko – to kiepski. Coraz bardziej interesują go też czytania. Ciekawi go, kto do kogo napisał list. Zaczyna też słuchać Ewangelii. W pierwszą niedzielę adwentu było czytanie, w którym Jezus opisuje koniec świata. Trochę się baliśmy reakcji Stasia, bo mówiło ono o „trwodze narodów”, „nawałnicy”, ludziach „mdlejących ze strachu” itp. Po Ewangelii nastawiliśmy się na grad pytań, a Staś tymczasem patrzy na nas zadowolony i mówi: „Słyszeliście? Pan Jezus powiedział »Uważajcie na siebie!«”. Rzeczywiście, to też powiedział.

Po kazaniu i modlitwie wiernych kolejnym ważnym wydarzeniem w czasie mszy jest „wrzucanie pieniążka”. Bracia, którzy zbierają kolektę, zazwyczaj mówią niewyraźnie, zwłaszcza pierwszą część formuły. Staś więc często po dogonieniu brata z koszyczkiem i „wrzuceniu pieniążka” wraca do nas, informując: „Powiedział »zapłać«, to zapłaciłem”.

Dajemy przykład

Takich historii można opowiedzieć jeszcze wiele. Nie chodzi jednak o to, by mnożyć anegdotki, ale by zobaczyć, że nawet małe dzieci gotowe są do rozmów o Panu Jezusie. Szkoda więc ich nie podejmować. Najważniejszy jednak jest nasz przykład. Staś cały czas nas obserwuje i często słyszymy nasze słowa i wyrażenia w jego ustach. Kiedyś, gdy byłem chory, postawiłem sobie małą ikonę Pana Jezusa przy łóżku. Potem zauważyłem, że Staś też przy łóżku ustawił sobie tę ikonę i rozmawia z Panem Jezusem. Opowiada Mu różne rzeczy, zadaje pytania. Najwyraźniej nie ma problemu z istnieniem Boga. Choć trzeba przyznać, że pewnym problemem jest dla niego Jego niewidzialność. Często mówi: „Tak chciałbym Go już zobaczyć”, „Smutno mi, bo bardzo za Nim tęsknię”. Wtedy znowu wraca do mnie myśl o rozmowach o Bogu z dzieckiem jako formie rekolekcji dla rodziców, bo od razu mogę sam siebie zapytać: „A czy ja za Nim tęsknię?”. Naprawdę czasami już nie wiem, kto tu kogo wprowadza w doświadczenie wiary.

Staś pyta o Boga
Orest Pawlak

mąż i tata Stasia (4 lata) oraz Marysi (6 miesięcy).Anglista, absolwent dominikańskiego duszpasterstwa akademickiego „Beczka” w Krakowie, gdzie mieszka i pracuje w firmie consultingowej....